poniedziałek, 9 listopada 2009

Niski poziom absurdu rozdział 3

W tej kwestii mieliśmy wspólne zdanie:

Nie jest taka zła…

Nigdy nie czekałem na nią, tak jak nie wierze zwykle podstarzałym rockmanom, tak mało już mnie obchodziła Chinese Demoracy. Co ja tam w ogóle pamiętam… Axla, Slasha i Welcome in the Jungle

Niektórzy od dziecka słuchają death metalu. Od trzech tysięcy lat…

Aqua, Modo, La Busche, Alexia- ja: przedział wiekowy 6-9 lat. O ile pamiętam ,to wszystko zmieniło Voodoo People. Chłopcy na koloniach słuchali Pantery. Ci starsi. Ja zobaczyłem Keitha Flinta i otworzyły się wrota Mordoru.

I'm the trouble starter, punkin' instigator.
I'm the fear addicted, danger illustrated.

I'm a firestarter, twisted firestarter.
You' re the firestarter, twisted firestarter.
I'm a firestarter, twisted firestarter.

I'm the bitch you hated, filth infatuated.
Yeah. I'm the pain you tasted, well intoxicated

Aśka nie lubi Prodigy. Nigdy nie lubiła. Były dwie Aśki. Jak Twoface.
Swoją drogą biedak nigdy nie doczekał się dobrego wykreowania jego postaci w filmie. Najpierw Tommy Lee Jones zagrał jedną z najgorszych ról w swoim życiu , a później Aaron Eckhart dobrze zagrał tylko Harvey’a Denta. On nie nadawał się na Two Face. On był Harvey’em Dentem. Zbyt dobrym, zbyt ulizanym, zbyt poprawnym, żeby nadawać się na zło. Brutalne, krwawe, zranione zło.
Były tylko dwie Aśki.
Tak naprawdę to było ich wiele. Koniec końców teraz jest tylko jedna. Albo aż jedna. Jak kto woli.
Patrzę na swoją skórę. Ciemne, chude rączki. Kiedyś znajoma Marty spytała się czy jestem Pakistańczykiem. Nabrała odwagi, by zadać mi to pytanie dopiero po opróżnieniu butelki wina.
Nie jestem Pakistańczykiem.
Podobno mam azerskie korzenie. Przynajmniej tak usłyszałem kiedyś, od któregoś członka swojej rodziny. Dobry materiał na mit. A mity kształtują życie. Mit Bielskiej, mit łun nad miastem, mit czerwca kiedy zaczęło się Euro, mit Souflaja i mit- mitów, czyli Olsztyn Wschodni dziwko! Nigdy nie byłem Pakistańczykiem. Nawet jakbym spędził lata w solarium leżąc na łóżku solarnym i czytając Koran nie zostałbym Pakistańczykiem.
Jestem egoistą- nie obcokrajowcem.

Milczę
w sekundach mikrochwil
przerywających makrosłowotoki

Kiedy połączenia nerwowe wołają o pokarm
Żywię je fast foodem informacji
Na śmietniku mojego umysłu
Mudżahedini bawią się z koniem Joli Rutowicz

Illusion zamiera. Teraz ja. Walka na muzykę.
Raz, dwa, trzy… pierwsze hi-haty, pierwsze loopy…
La Coka Nostra z gościnnym udziałem Snoop Dogga…
Bang Bang
Tomek się uśmiecha.
- Ty i ten twój hip-hop- Ta szydercza żmija się ze mnie podśpiewuje.

Jakby tak popatrzeć to jestem rodzynkiem wśród znajomych. Muzycznym trędowatym. Kerouac (często o nim ostatnio myślę) słuchał be-bopu –muzyki czarnych. Ja też słucham muzyki czarnych. To jedno nas łączy.
Zdania są coraz bardziej soczyste… loop za loopem sączy się z głośników.

Bloody Sunday, Black Sabbath
The pope’s a pedophile with a drug habit
We’re all clinically depressed, they got us all manic
We keep swallowing their pills so we don’t fucking panic
Run for the hills, grab your automatic
Bring your big black boots and your fighting gloves
Psychorealm’s in the house screaming out, “Fuck love!”

Fuck love? A może jednak love fuck? Brakuje mi zapachu kobiecych ud, drżenia ich drżących brodawek. Brakuje mi ich uśmiechów. Brakuje mi…

Wysypuje odrobiną tabaki na płytę. Dziele ją jakbym był stałym klientem karteli z Sinaloi lub pogrobowcem idoli z Medelin. Robię to zaskakująco sprawnie zważywszy na to, że moje doświadczenie z amfetaminą jest epizodyczne.
Zawsze wolałem alkohol.

Trzy ruchy kartą biblioteczną i kreski są równe niczym niemieckie drogi. Kolejny rozdział z cyklu: literatura i używki. Jako, że zwykle nie mam przy sobie stuzłotowych banknotów, namiastką bohemy musi być dla mnie ucięta rureczka, taka którą sprzedaje się w tysiącach opakowań. Nie pije soków, więc zażywam przez nią wyłącznie tabakę. Czerwony red bull wypełnia moje nozdrza. Świeży. Mocny. Oczy napływają mi łzami.

Co daje ci tabaka?
Słyszałem to chyba z tysiąc razy. Odpowiedź mam zawsze taką samą: nic.

Jesteś moją kokainą. W tym sęk, że w tabace jest dla mnie coś bardziej mistycznego a zarazem coś żywotnego. Często mówiąc o tabace nasuwa mi się obraz kaszubskich mężczyzn siedzących przed domem i zażywających z tabakiery. Mimo, że tabaka przybyła na Kaszuby sto lat temu, wydaje się tak bardzo złączona z kulturą tego narodu, że jest ona już mitem kulturowym. A mity są bardzo mistyczne.

Tabaka to Kaszubi. Kaszebe to tabaka. Związek dwóch silnych podmiotów, pełen pasji, miłości i przeciwieństw.

No i nie poszło. Jedno kichnięcie za drugim.
- A co na to dziadek?- Kruszyna siedzi na fotelu i wyraźnie rozbawił go mój widok.
-Przewraca się w grobie!- Zawsze jak kicham po tabace ta wymiana zdań znajduje jakoś swoje miejsce w dyskusji.

Jako pół- Kaszub buduje swój tabaczny mit. Heros tabaki i inne takie. Tylko zabrudzony nos, z którego kapie od czasu do czasu brązowo-czarna maź stanowi rysę na wizerunku stachanowca zmielonego tytoniu.

Jest pewien taki moment pulsowania umysłu.

Jakieś dwadzieścia trzydzieści sekund, które dają zażywającemu wrażenie olbrzymiego odświeżenia organizmu. Może jest to złudne i wywołanie podrażnieniem dróg oddechowych przez tytoń, ale te kilkadziesiąt sekund powoduje, że ten brązowy pył zawsze znajdzie swoich adoratorów.

Mam jak zwykle ubrudzony czubek nosa. Używki czasem odpędzają kobiety. Z tabaką jest podobnie. Tyle, że w tym przypadku chodzi o kwestie estetyczne. Można być najpiękniejszym człowiekiem świata, mieć budowę Apolla, umysł Stephena Hawkinga oraz elokwencje Umberto Eco a dla wielu kobiet będzie się odpychającym człowieczkiem, kiedy głównym punktem waszej rozmowy będą twoje drogi nosowe zapchane grudkami tabaki oraz brązowo- błotniste ślady na nosie i wąsach( lub w tym miejscu, w którym one powinny być). I nagle z nieba metro-przystojniaków lądujemy w piekle pryszczatych zakatarzonych grubasów.

Trzeba coś zjeść.
Trzeba coś zrobić.
!

Ogarnia mnie kacowy szał. Zwykle na kacu człowiek stara się udowodnić sobie i innym, że nie jest na kacu. Ja zaczynam od pójścia do Biedronki. Zbieram zamówienia. Głównie alkohol i bułki. Prawie Chrystusowy zestaw.
Buduje konstrukcje.
Zawsze, wszędzie i ze wszystkiego buduje konstrukcje. Kwestie dopasowaności. Słowa w zdania. Zdania w przekazy. Przekazy w obraz. Buduje wiersze i własną osobowość.

Dziś zbudowałem siebie-
- moją wizje własnego wyglądu:

zielona koszulka z napisem Lama Sound Systema
+
błękitne bokserki
+
brązowe skarpetki
+
jasnokremowe spodnie nieznanej firmy
+
czarne duże okulary ala Sylwester Stalone w Cobrze marki H&M
+
brązowa tweedowa marynarka połatana w nowoczesny sposób
+
kapelusz ze słomki poliestrowej


=
Ja
Wychodzę na powierzchnie

jako ugruntowane wyzwanie dla mężczyzn w niedopasowanych spodniach, fanatyków adidasów i zwolenników koszulek bez rękawów.

Ten kto wymyślił koszulki bez rękawów powinien przejść szkołę śmierci w Guantanamo.

Drzewa w ogrodzie kołyszą się nieśmiało popychane przez wiosenny wicher. Jest cieplej niż mi się wydawało. Cumulonimbusy stworzyły wraz z słońcem świat nieba idealnego.

Na ulicy jest nieskazitelnie cicho.

Dzielnica z łatwością zaakceptowała taki stan. Wszystko, co nieskazitelne jest tu bardzo pożądane. Od samego rana nieskazitelni mężczyźni w nieskazitelnie białych slipkach chodzą po nieskazitelnych mieszkaniach drapiąc się po nieskazitelnych brzuchach i w obecności nieskazitelnej rodziny puszczają nieskazitelne bąki.

Nie lubię bąków.
Są takie nieludzko ludzkie.

P
R
R
U
F
F
!
!

F
U
J
!
!
!

Ciekawe co robi Marta?

Hmmmm

Kiedyś jak mieszkałem na Nagórkach widzieliśmy się codziennie. Pamiętam nasz pierwszy powrót pietnastką. Wysiedliśmy na jednym przystanku i dalej dyskutowaliśmy o Bóg wie czym.
O Liberze?
Tak o „Madame”.
Kilka miesięcy później dowiedziałem się, że ona przeczytała Libere tylko, dlatego, że podobała się temu idiocie.
No cóż nieszczęśliwe miłości czasem dają coś dobrego zakochanym.
No i tak szliśmy, szliśmy, rozmawialiśmy, rozmawialiśmy, aż ona przystanęła i powiedziała:
-No dobra! Nie musisz mnie dalej odprowadzać. Ja tu mieszkam.- Wyraz jej twarzy uzmysłowił mi koniec spaceru.

Poczułem się lekko skonsternowany.

-Ale ja cię nie odprowadzam!- Mocno ją zdziwiło to zdanie- Ja też tu mieszkam! No tylko blok obok.

I tak zostaliśmy sąsiadami.
Na całe nasze życia.

4 komentarze:

marta chyła pisze...

hej sąsiad.
zamierzam pisać dziennik razem z Maćkiem. Jak Tarkowski. Nie jak Gombrowicz.
I nie jak Libera...
Podnoszę się z popiołów. Nie chcę mieć słabych dialogów, bo to będzie głupio wyglądało w Twojej książce. Nie zamierzam też być takim skrzydłowym, co to mu pary nie starcza.
Buch.

Bocian pisze...

Musisz mieć słabe dialogi- tak konwencja:)

marta chyła pisze...

że narrator fajniejszy?

Bocian pisze...

Narrator jest wyszczekany, ale na pewno nie fajniejszy.