piątek, 6 listopada 2009

Niski poziom absurdu rozdział 1

1

To nie jest tak, że nie chce pić. Chce pić. To znaczy lubię pić. No, ale są czasem takie chwile, że wiesz, że tylko jeden krok, jeden pieprzony krok i dworzec może następnej nocy stać się twoim domem.

Mieszkanie śmierdzi wódą. Zrobiło się cicho. Nie śpię już od jakiegoś czasu. Pająk. Wcześniej go nie widziałem. Nawet duży. Wije swoją nić nade mną. Mam nadzieje, że mnie nie ukąsi. Nie mam sił dziś gonić przestępców w pedalskim trykocie.

Nie wiem, która jest godzina. Sobota. Dziś jest sobota. To jedno jest pewne. Chłopaki śpią pokotem po pokoju. Wczoraj byli niczym herosi z plakatów komunistycznych. Przodownicy pracy z kilofami w rękach i traktorami od dupą. Dziś złożenie jednego sensownego zdania będzie dla nich trudniejsze niż ugryzienie tłustego księdza w dupę. Wczoraj oni wygrali-dziś ja będę zwycięzcą.

Zwykle bolą mnie kolana, kiedy mam kaca. Dziś nic. Po prostu nie chce pić.

Kochankowie moi umarli poeci

Nigdy nie chciałem żyć jak on. Tym bardziej nie mam zamiaru tak zdechnąć. Zrobiłem w życiu wiele głupstw, ale śmierć byłaby najgłupszym z nich.

Uffff

Żyje! W drodze do łazienki złapał mnie lekki ból głowy. Teraz to nazywają ćmieniem mózgu. Taka nowomowa telewizyjnych reklam środków przeciwbólowych.

Swoją drogą gdyby ktoś pomyślał, że reklamy w tym kraju odpowiadały na najczęstsze problemy Polaków to by się okazało, że wszyscy mamy problemy ze zgagą, a nasze ciała służyły jako przykład do stworzenia mapy bólu ludzkiego ciała.

Metaliczny smak wody był właśnie tym, czego moje coraz bardziej poniewierane przez kaca ciało potrzebuje.

Szybki prysznic i mocna kawa. Dwa kluczowe elementy poranka ,co bardziej nowoczesnego Polaka. Ci bardziej staroświeccy rezygnują z kontaktu swojego ciała z wodą.

Jedna hmmmm może jednak dwie łyżeczki kawy. Nie ma się ,co z sobą cackać. Odgłosy dochodzące spoza kuchni świadczyły o jednej z dwóch rzeczy: albo moi ukochani współlokatorzy z pokoju obok niestety zostali na weekend ,co owocowałoby koniecznością wysłuchiwania niekończących się rozmów o proszkach i rozmów o kościele katolickim na poziomie średniowiecznych chłopów, albo obudził się ktoś z tego „lepszego” pokoju, co byłoby drugim dowodem, udokumentowanym,na zmartwychwstanie. Niestety ciche:

-Hej

wypowiedziane przez wchodzącego do łazienki Ryśka rozwiały moje nadzieje na zobaczenie drugiej osoby po Jezusie, która uciekła z łap Charona.

Odpowiadam mu charknięciem, które w języku części ziemian oznacza tak.

-Co pochlaliście wczoraj?- Nienawidzę tych pytań Ryśka. Mają one zakamuflowane w sobie zazwyczaj pytanie: Co, wy zapijaczone mordy myślące tylko o narkotykach i seksie przedmałżeńskim, znowu wczoraj nadużyliście w dzikim widzie alkoholu plamiąc dobry wizerunek tego krzywdzonego przez zachód pięknego kraju?

- No wiesz, wypiliśmy parę piwek w Luzaku. W końcu był piątek.- W sumie mogłem mu powiedzieć cokolwiek, i tak nie zmieniłoby to układu myśli w jego głowie.

- A was z Wiolą, czemu nie było?

Mamrotanie, którą on uznał za odpowiedź brzmiała:

- No, bo Jola nie chciała.

I nagle zniknął w odmrokach łazienki.

No cóż, to była nasz najdłuższa rozmowa w tym tygodniu.

Kawa się zaparzyła. Śniadanie. To najdoskonalszy pomysł na następne kilkanaście minut.

Mózg pulsuje niczym roztańczony dziwak na salsie w Sowie.

Nie ma mowy o jedzeniu. Brak apetytu połączył się z mikro odruchami wymiotnymi. Swoją drogą grubo było wczoraj. Od razu po pracy, zahaczając o McDonald wpadłem do Luzaka. Powiedziałbym, że jak zazwyczaj, ale ostatnio bywałem tam rzadko. Ale skoro wychodzi Bielska to nie sposób odmówić. Nie spotkanie w Luzaku znajomego w piątkowy wieczór jest tak samo prawdopodobne jak polizanie się po łokciu. Jeśli domem można nazwać miejsce, gdzie człowiek czuję się komfortowo, gdzie wie że może pozwolić sobie na więcej, niż gdzie indziej, to dla wielu z nas ten lokal to był dom. Drugi, trzeci, dziesiąty, ale jednak dom.

Pierwszy łyk kawy parzy mój język. Tak miało być. Nie ma się z sobą, co cackać na kaca.

Wrócę do pokoju chyba. Chuj, że obudzę chłopaków. Trudno. Jest już najwyższy czas wstawać i wracać do życia.

Nie uśmiecha mi się siedzieć w kuchni, bo Obrońca Wszelkich Cnót i Innych Zagadnień Moralnych( w skrócie cipka) kiedyś zakończy mycie włosów i opuści królestwo naszej małej łazienki, a mój przewód pokarmowy nie powinien być dziś zbytnio wystawiony na bodźce wymiotne.

Entres do pokoju było tak ciche, że się Roki obudził po sekundzie i rozpoczął dzień od rozważań na temat życia:

- O ja jebie -po czym wydał odgłos, który nasunął mi na myśl skowyt gwałconego psa, mimo że nigdy nie widziałem tej formy gwałtu, ba nigdy nie widziałem żadnej formy gwałtu i przed każdym sądem tak bym zeznawał.- Uuuu ale mnie łeb napiżdża

Łączyłem się z nim w bólu.

-Trzeba by jakąś muzykę zapodać, bo cicho tu- Niczym Adam Małysz skoczył w stronę swojej mini wieży i za chwilę można było usłyszeć dźwięki Illusion.

W niczym mu nie przeszkadzało, że właśnie obudził śpiącego na fotelu Kruszynę.

Podziwiałem jego miłość do muzyki. Podziwiałem jego mózg za skrajną formę sadomasochizmu.

Mężczyźni na powrót stawali się mężczyznami wychodząc powoli ze skorup wczorajszych chłopców by stawić czoła bolącej rzeczywistości.

- O! Matka dzwoniła!- Niedowierzanie na twarzy Kruszyny zmieniało się powoli w lekki uśmiech- I tak zawsze, co sobotę. Zaraz do niej oddzwonię.

Nie zapraszaj nas do domu

Wypijemy ci cały alkohol

My

Nihiliści

Dzwoniący wieczorami do matek

Żeby obudziły nas rano

Jeśli matka mnie nie obudzi

Już nikt nigdy może tego nie zrobić

Dopełniam porannego rytuału włączając laptopa. Tak! Mam nowy system z Redomond. Kocham tą czteroczęściową flagę monopolisty niszczącego świat wolnego rynku. Sekundy dzielą mnie od połączenia się ze światem. Nikt na tym świecie nie lubi Visty. Nikt poza mną.

W tle rozbrzmiewa rozmowa Kruszyny z matką. Spokojna. On zawsze spokojnie rozmawia, nawet wtedy, kiedy kopniakami giął znaki drogowe mówił do mnie spokojnie.

Bierze nóż ten koleś bierze nóż wychodzi nocą szukać dnia

Bierze łom ten koleś bierze łom wychodzi nocą posiać strach

- Masz gdzieś tabakę koło siebie?- Pytanie Rokiego jest już tak klasyczne jak

muzyka Chopina.

Tabaka, czerwony Red Bull leży na parapecie. Rzucam mu ją, a po chwili obaj z Kruszyną śmiejemy się z łez Rokiego, który właśnie wciągnął kreskę tabaki z okładki płyty Brand New Sin.

-Kopie!- Każdy z nas wie, że nie kopie, ale i tak nie jest to zabawka dla laików.

Otwieram okno. Chłodny powiew wiatru drażni moją skórę. Wiosna jest w tym roku chłodniejsza niż zazwyczaj, co jest koronnym dowodem dla przeciwników teorii

o ociepleniu się klimatu. Przyjdzie gorące lato, to przeciwnicy schowają się w norze a zwycięsko z lasu wyjdą wojska ekologów ryczących przeciągle i tryumfalnie:

A ziemia płonie, płonie, płonie

Korporacyjny niszcząc ład

A ja? Dla mnie po prostu wiosna jest chłodniejsza w tym roku.

Tło wygasa.

Magazyn Empire zaprezentował nowe plakaty do filmowej adaptacji gry "Książę Persji". Możemy na nich podziwiać dwójkę głównych bohaterów disnejowskiego widowiska Gemmę Arterton i Jake'a Gyllenhaala.

Jonathan Lamy odpowiedział w ten sposób na pytanie o zabezpieczenia plików muzycznych, które zadał mu dziennikarz magazynu SCMagazine (wywiad ma się ukazać w najnowszym numerze SCM). Cóż, jeśli facet odpowiedzialny

za kreowanie medialnego wizerunku RIAA mówi coś takiego, to znaczy, że ta organizacja chyba wreszcie zrozumiała, że na DRM (czyli systemy zabezpieczające pliki muzyczne przed nieautoryzowanym kopiowaniem) nie ma miejsca na obecnym rynku muzyki...

Kamienice w Warszawie, Wrocławiu i Krakowie, willa w centrum Szczecina. Tylko dwie pierwsze nieruchomości mogą być warte 60 mln zł. Pałacyk w Krakowie to kolejne 15-17 mln. W sumie budynków, które mają zostać sprzedane do końca roku jest osiem.

12-letni Mauricio Baldivieso wystąpił w ekstraklasie boliwijskiej w barwach Aurory w meczu z La Paz. To nowy rekord świata w kategorii debiutu w najwyższej klasie rozgrywkowej

Chłonę to wszystko. Mój mózg to gąbka. Stajnia Augiasza, która potrzebuję jakiegoś Herkulesa racjonalności, żeby to wszystko uprzątnąć.

Porządek musi być.

Litery przekształcają się w słowa. Słowa w wyrazy. Wyrazy w zdania. Zdania w akapity, wersy, strofy. Akapity, wersy, strofy w informacje, instrukcje, arcydzieła i gnioty.

Słowa

Słowa

Słowa

Wracam do rzeczywistości i spoglądam na pokój.

Brak komentarzy: