piątek, 20 listopada 2009

Niski poziom absurdu rozdział 6

-Kupiłeś chleb?
-A ty Roki to zawsze jakiś roszczeniowy jesteś? Nie pochwalisz, że ładnie wyglądam…- po raz kolejny zaczynamy grę słów i skojarzeń. Taki Miliard w Rozumie abstrakcji.
-Ładnie wyglądasz. Kupiłeś chleb?
-Materialista!- Podnoszę głos udając oburzenie- Męska szowinistyczna świnia. Kupiłem!
Roki krząta się po kuchni. Poza tym pustka.
-Sam jesteś męska świnio?
-Sam. A poza tym pije. I kradnę! Bo każdy pijak to złodziej!
-I pewnie jeszcze kłamiesz! Bo kto kłamie, ten kradnie!- Kończymy show i zaczynamy normalną rozmowę.- A gdzie Kruszyn?
- Poszedł do domu.
-Jak to?- Przyznam, że zniknięcie Tomka bardzo mnie zdziwiło.
- No matka dzwoniła I że niby ma przyjść coś pomóc- Roki zaczął wydłużać zdania- Jaaaa nieeee wiieeeem- Teraz już przypomina wijącą się jaszczurkę, jednak po sekundzie wraca do normalnego toku rozmowy- Myślałem, że się minęliście.
-No nie właśnie. Pewnie poszedł na Synów Pułku- Zakupy całe już rozładowane- Mówił coś jeszcze?
-Że na pewno popołudniu będzie na Bielskiej.
-I na pewno alkohol będzie chciał tam pić?!

Powracamy do ogrodu sarkazmu.

-Pewnie tak. Wiesz jak tam jest…
-Melina….
-No tak. Dziewczyny piją dniami i nocami.
- A jeszcze jak tam ta Aśka jest!- Zaczynamy przypominać stare dewotki budujące swoje życie na obrazach z okna.
-Panie!- Roki wyszczerzył oczy jakby chciał mi przekazać tajemnice wszechświata.- Ta ruda to Sodomia i Gomoria!
-Wiem panie- Przytakuje mu bezapelacyjnie- Gomoria! Gomoria!
-I tam jedno z drugim takie rzeczy- Roki skręca ręce w dziwny sposób starając się zobrazować galimatias.
-Ruchają się? –Staram się ukazać zdziwienie połączone z ciekawością.
-Panie jakby się ruchali to jeszcze pół-biedy. Każdy kiedyś się ruchał.
-No podobno nie. No wie pan, kto się podobno nie ruchał?
- Wiem ,wiem, ale to mój ojciec, więc to tylko plotka.
-Plotka ma krótkie nogi. Jest malutka jak Wiola. Tyle, że plotka jako sama w sobie maleńkość nie zakrzyknie nigdy: „Moc jest z nami- z krasnoludkami!” Ale do rzeczy. Gadaj pan!
-A więc….
-Nie zaczyna się zdania od : A więc…
-No to….hmmmm….. A chuj!
-Tak lepiej! Kontynuujcie panie…
-A chuj! A więc…. Większość się kiedyś ruchała. Ja sam się ruchałem.
-Ale tak sam siebie?
-Ciii. Panie takie rzeczy przy dzieciach?!
Rozglądam się dookoła, przy okazji otwierając jogurt.
-Panie, ale tu dzieci nie ma!
-Jak to nie ma!? Rodziców pan ma?
-Mam.
-To jest pan dzieckiem! Więc ciiiiii- Jest taka scena w „Weselu ” Smażowskiego, kiedy pijany Arek Jakubik idzie po sali oznajmiając, że główny bohater ma sekret.
A robi on to przystawiając palec do ust i mówiąc:
Ciiiichoooo kurwa!Ja wiem wszystko! Aaaale nie powiem! Ciiiicho kurwa! – Roki w tym momencie wygląda podobnie.

Postanawiam uciąć rozmowę, gdyż zaczęła być ona dla nas obu lekko wtórna i nużąca.

-Dziewczyny na górze są?- To zdanie jest jak napis Game Over.
- Pewnie tak. Aśkę na pewno słyszałem.
-To idę zobaczyć w takim razie, co robią.
-Idź! Idź! A ja sobie białasa ugotuje!
-Świnia!
-Co świnia znowu? Bardziej rasista, bo białych gotuje! -Game is not over nigdy.
-Nygro.
-O! same komplementy z rana. To idź już!
-Idę, idę. Ale jeszcze wrócę!
-Zawsze wracacie!

Czas jest kolisty.
Koło, choć nie ma początku, ani końca ma coś takiego jak punkty styczne. Miejsca, od których mierzy się jego obwód.
Czas.
Czas ma miejsca styczne. Narodziny i śmierć.
Pomiędzy punktami stycznymi, są inne punkty styczne. Dzieciństwo, starość etc.
Najmniejszą formą styczną jest sekunda- ale życie zmienia się w ciągu sekundy bardzo rzadko.
W ostatnim czasie punktami stycznymi dla mnie był okres od jednego wejścia po schodach do drugiego.

Zawsze na górę, ale chyba rzadko pod górkę. Takie już są uroki życia na najniższym poziomie mieszkania. Najniższy poziom mieszkania…. hmmmm to brzmi ciekawie. Dwoistość słów powoduje to, że mogę zarówno mieszkać na parterze jak i w slumsach Rio. Słowa dają nam wielkie możliwości.

Już przy pralni słyszalny jest szum płynący z kuchni na górze. Ogólnie żeńskie głosy uzupełniane jednak bardzo intensywnie i mocno przez Gracjana:
- I choćby skały srały zdobędę pieniądze od uniwersytetu na ten spływ.
Moje wejście na krótko przerywa jego przemowę .
-O! Krzysiu!- Wytrącony zauważa moją obecność- Siemano. Pomyśl, że te chuje z uniwerka nadal jeszcze nie zdecydowały czy dadzą pieniądze na spływ.
Zgodnie z jego rozkazem pomyślałem.
-Uwierzysz w to?
Pytanie było retoryczne. Uwierzyłem.
- Ale chyba mają jakiś okres urzędowo ustalony na rozpatrywanie takich wniosków?- Na pewno mają, więc tym pytaniem staram się lekko uspokoić naszego domowego szefa płetwonurków.
- Tak mają. Dwadzieścia jeden dni.
Dwadzieścia jeden dni…
21 dni

To w sumie nieistotne.
Istotny


Widok kuchni
(gdybym umiał rysować to bym go narysował, a tak opisuję, choć będąc uczciwym nie wiem czy umiem pisać)

od myślników:

-kuchnia ładna nowoczesna
-Ja(to niegrzecznie zaczynać od siebie, więc zacząłem od kuchni) stojąc siedzę( tak! Tak! Mogę tak robić ze względu na moje gabaryty) opieram się/ na szafce dolnej w pobliżu zlewu
-Gracjan oparty jest od kuchenkę

Powinienem zacząć od kobiet.
W pewnym sensie kuchnia jest kobietą, więc usprawiedliwiam sam siebie

-Koza stoi oparta o szafkę , tak mniejwięcej w połowie drogi między mną a Gratką(Gracjan)
- Magda i Aśka siedzą przy stole(nowoczesnym więc małym i niefunkcjonalnym, a na dodatek wyglądającym bardziej jak element wystroju speluny niż dostojny wiktoriański mebel)
Poza stolikiem i setką butelek rozlokowanych po całym domu, stancja nie przypomina speluny.

Przeważnie…




no dobra!

Od czasu do czasu.

Powróćmy do wydarzeń bieżących.

Aśka zbliża się do mnie przybierając posturę pełzającego potrzebowacza ciepła
-Masz coś słodkiego?- Zawsze
ale to zawsze, czyli często słyszę to pytanie.
Wypowiedziane naprawdę zawsze w taki sam sposób.
To nasz rytuał.
Ja wchodzę do ich kuchni. Ona wchodzi do mojego pokoju.
Aśka( często będąc w chyba różowym szlafroku ) pyta:
-Masz coś słodkiego?
Z reguły nie mam.
Więc:
Odpowiedzi są dwie:

A) Mam! Siebie!
B) A co ja jestem? Cukiernia?

Za to, w jaki sposób mnie pyta oddałbym jej wszystkie słodycze świata( za co ona by mnie zabiła bo się odchudza).
- sylwetka lekko skulona
-różowy szlafrok
-głowa opuszczona pochylona bardzo do przodu
-krok bardzo a to bardzo tuptający
- głos pięcioletniej dziewczynki witającej ojca po jego powrocie z delegacji
-wzrok: kompilacja wszystkich spojrzeń bohaterów „Zakochanego kundla” połączona z wzrokiem Shirley Temple w latach świetności

Kobiety są skomplikowane

.

Brak komentarzy: