sobota, 28 listopada 2009
9
niebo już dawno nie było tak chmurzasto-błękitne
jest zima
w tym kraju zawsze zima jest
bardziej dosadna w porównaniu do innych pór roku
gdyby niebo było mężczyzną z reklam
nie wystarczyłoby wsystkich szamponów świata
by zwalczyć padający z jego głowy łupież
Kant codziennie patrzył
przez swoje okno
na wieże kościoła znajdującgo się na przeciwko
gdy widok zasłoniło mu drzewo
kazał je ściąć
na śnieg nic poradzić nie mógł
jest pięknie
Nie wiem dlaczego. Nie wiem dlaczego wtedy nie uciekałem. To przychodzi tak szybko.
Myśli …
- Masz fajkę?- Głos z ciemności wypłynął tuż za moich pleców.
Nawet nie kazałem im spierdalać. Nie miałem fajek. Przecież ja nawet nie palę. Nie liczę tych fajek wypalonych z Agatą lub Emilem na balkonie ich mieszkania.
To kwestia jednostkowa.
Mogło to trafić na kogoś innego. Trafiło na mnie. W sumie dobrze, że nie mieli noża. Za głupi byli na napad. Nawet mnie nie okradli. Sam siebie bym okradł. Tylko te kilkanaście ciosów. Sam siebie bym okradł.
Nie widziałem… Nie widziałem twarzy. Nie widziałem ich twarzy. Nie widziałem ich twarzy?
Hmmm.
….
Podobno, jak kobieta spojrzy na mężczyznę dłużej niż kilkanaście sekund to oznaka, ze się jej podoba. Ta blondynka przechodząca drugą stroną drogi była w takim razie gotowa płodzić dzieci ze mną seriami. Jej oczy świdrowały mnie bardzo długo. Jeśli było to czternaście sekund , to było to najdłuższe czternaście sekund w historii wszechświata.
Czas jest względny.
No cóż. Niektóre kobiety mają bardzo dziwny gust.
Fajne miała piersi. Kształtne stanowiące kontrast do jej wełnianego swetra. Ludzkość nigdy nie powinna wynaleźć grubych wełnianych swetrów.
Pogoda sprzyja budowaniu zdań.
Czasem
coś mi mówi że to wszystko
nie ma sensu
Od uderzenia serca do uderzenia serca chwila
Arytmia życia
Arytmia świata
Zaburzenia optymizmu ducha
Nawet joga nie pomoże ci kiedy brak jest pytań
czasem
małe ludziki w małych samochodach
pędzą między małymi budynkami
to jak piętnasta bajka o królestwie Lajlonii
Allen Ginsberg już odmówił żałobną modlitwe
czasem
czas
posprzątać zabawki
kończy się czas na relaks
Czasem
warto się cofnąć do czasów nieistniejących
obudowanych o naszą tęsknotę
żeby zobaczyć
kolistość naszych zachowań
gdyby prawdy były oczywiste
to nasze piaskownice nie byłyby ubabrane gównem
Zawsze w najważniejszych momentach brakuje kartki. W idealnym świecie twórcy przybory, nieważne czy kartka i długopis, czy sztaluga, powinny znajdować się przy każdym większym drzewie lub przydrożnej lampie. Nie musiałyby być tam cały czas. Skądże! To nie ekologiczne. Mogłoby to wyglądać jak rozciągnięta na cały świat akcja z „Zaczarowanego ołówka”.
Idziesz.
Masz pomysł.
Pyk! Pyk! Bum!Bum!
Pojawia się przybór.
No i możesz zapisać swój pomysł. Możesz go namalować. Możesz nagrać. Rób, co chcesz!
A co z resztą zawodów?
Hmmm twórca to nie zawód. No wiadomo o co mi chodzi!
Hmmm….. Nie każdy pomysł musi być w końcu doskonały!
To kwestia pogody. Powinienem jechać jednak autobusem. Mimo wszystko. Mimo, że praktycznie zawsze chodzę, a praktycznie rzadko jeżdżę. Boże! Przecież ja nawet nie mam prawa jazdy. Miałem problem ze zdaniem egzaminu na kartę rowerową, mimo że rower przez wiele lat stanowił metalowy odpowiednik moich nóg, a co dopiero mówić samochodzie, skoro do tej pory prowadziłem go i za mało i zbyt krótko. Ale jak to powiedział Wojtek Kowalczyk:
„ Po co mi samochód skoro są taksówki!”
taki czas .
taka zima.
To wszystko jest jak ze snu muzyków Bang Gang. Ja też czuję, że something wrong. Kurwa, something wrong. Czasami serce pulsuje mocniej. Pocę się bardziej niż grając w Guitar Hero. Ręce drżą mi, mimo tego, że teoretycznie nie mam się czego bać. Teoretycznie. Teoretycznie podobno saper zna się na swojej robocie. A jednak. Jednak saperzy też umierają. Taki już człowieczy los.
Wszystko rozgrywa się z reguły w pierwszej osobie liczby pojedynczej skonfrontowanej z drugą osobą liczby nieodczuwającej tak samo. Reguły gry już znam. Gorzej jak naprzeciwko ciebie staje ktoś reprezentujący pierwszą osobę liczby pojedynczej odczuwającej to samo, ale… . Skurwysyn. Nie ma takiego kombosa by wygrać bez bólu, zawsze wychodzi się z walki pokiereszowanym, a wynik brzmi:
You lose!
Tak to już bywa… życie. Banał. To jest wszystko jak w Watchmen. Kiedy jesteś mały wierzysz w dobro i zło. W dobrych i złych ludzi. A później …. Nagle się kurwa okazuje, że tego nie ma. Dobro i zło jako same w sobie nie istnieją. Są tylko uczynki. Zdarzenia i czyny. Nie ma w nich dobra lub zła z zasady. Są rzeczy często dobre dla jednej strony a złej dla drugiej. Są zwycięzcy i pokonani. I tak z sekundy na sekundę, z minuty na minutę, cały czas wszystko się toczy, role się zmieniają. Kolistość czasu.
Zbudowałem cię z wosku
(jego zapach przypomina mi pewien wiersz Stachury)
i z pustki za tymi co na pustyni
wybawiają ludziki operujące kuszą i bombami
Krainy smutku
Przemierzyłaś wzdłuż i wszerz
Zbudowałem cię z wosku
A później o tym zapomniałem
Zbudowałem cię z wosku
Odpowiadającemu kolorowi twojej cery
Nie myśląc o tym, że wosk nie jest wieczny
Zapaliłem w sobie ogień...
Tak naprawdę nie czuję nic. Oprócz zimna nic. Może lekkie obrzydzenie. Jakiś mały wredny chochlik siedzący między trąbką Eustachiasza a mózgiem podpowiada mi myśli zupełnie dla mnie nietypowe.
Kurwa mać!
Mam wrażenie, ze obudziłem się w krainie idiotów i meneli. Mijam ludzi na przystanku. Stado tworzące nietypową mieszankę kiczu, brudu i głupoty. Bardziej już kocham grunge niż ludzi zatraconych tak bardzo w ukochaniu siebie, że nie potrafią spojrzeć w lustro. Często po drugiej stronie nie ma nic. Pustka, brud i głupota.
Nie jestem zły.
To nie ten stan.
Jestem totalnie krytyczny. To taki mój sposób na odreagowanie tego co mnie dotyka. Oni patrzą na mnie jak na kosmitę. Czasem. Wiec i ja nie mam litości dla skurwieli. Jak Kuba Bogu tak i Bóg Kubie.
Nie wierze w ten świat. Nie wierze w świat wypełniony chłopcami ubranymi w różowe polówki naśladującymi to, co Dawid Beckham wypromował kilka lat temu i co dawno minęło. Świat poszedł do przodu… Taki już urok prowincji, że wszystko przychodzi później i to w najbardziej karykaturalnej formie.
Kiedyś byłem pierwszy. Byłem krok przed nimi. Pierwszy ubrałem marynarkę, później kapelusz, gdzieś była jeszcze kamizelka. A oni? Oni patrzyli na mnie z politowaniem uzupełnionym słabością. Wiedzieli, że nie mają odwagi. Tchórze zawsze wychodzą drudzy na ulicę. I nagle… Raz, dwa, trzy…Pół roku później widzę ich. Takich samych jak ja wcześniej. I ty pierwszy nie masz gdzie uciekać, gdyż nagle zamiast sobą stajesz się elementem grupy. Nieswojego świata.
Zapala ci się czerwona lampka.
To jest jak w poradniku egoisty:
Przecież nie możesz być tak jak oni! Kurwa! Przecież nie możesz być taki sam. Taki sam jak ktokolwiek!
Musisz być jednym olbrzymim Ja.
Ja
Zresztą tak naprawdę to nieistotne.
Gniew, jaki czasem mnie przepełnia, spowodowany jest tym, że… no właśnie? Może po prostu chciałbym zostać beatnikiem. Jeździć po kraju w towarzystwie polskich odpowiedników Jacka Kerouaca i Neala Cassidiego, szczególnie byłby to dziwne, gdyż w rzeczywistości chyba nie lubię takich typków jak Dean Morriarty, a w szczególności nie lubię Cosmo. Cosmo jako człowieka, nie jako artysty. Cosmo jako człowiek ma coś z Krystiana. A Krystian to chyba jedyna osoba na świecie której nie lubię, zresztą z wzajemnością.
Olsztyn zimą jako miasto praktycznie nie istnieje. To grobowiec. Pięknie obielony śniegiem grobowiec. Nie jest to świat rodem z Fallouta, ale wiele do tego mu nie brakuje. Zresztą ,jeśli można jakoś opisać to miejsce to mi przychodzi tylko jedna nazwa: Miasto- ogród. A jak wiadomo zima jest dla ogrodu bardzo nieprzychylna. Wpływ ma na to również położenie miasta. Niby nie jesteśmy aż tak bardzo na wschodzie, ale od Mińska mamy zaskakująco blisko. I wszystko , co przychodzi ze Wschodu, zaczynając od mroźnej zimy, a kończąc na gorących żołnierzach Armii Czerwonej zawsze jakoś miało do Olsztyna bliżej niż do innych miast.
I teraz przydałaby się jakaś fotografia żołnierza Armii Czerwonej. Takowego nie posiadam, a więc:
Miejsce na twoją własną prywatną fotkę żołnierza Armii Czerwonej.
Tu
środa, 25 listopada 2009
Healosz- (dedykowane L.P.)
emo-pogoda idealna na emo-czasy
zrobiła nam się druga Irlandia
padająca
na kolana
wezmą nas wspólni nobliści
zatrważająco do siebie podobni
i opowiedzą o czasach błotnistego dojrzewania
poniedziałek, 23 listopada 2009
8
511-272-009: No cześć!
632-448-227: No siema Ryś. Dobrze , że zadzwoniłeś.
Ryś: Co tam?
632-448-227: A w domu siedze. Wiesz robote dostałem.
Ryś: Gdzie?
632-448-227: Rozdaje ulotki wydawnictwa do którego złożyłem kiedyś cv. Chujówka niby ale zawsze jakaś kasa.
Ryś: Kurwa Krawiel ty to zawsze znajdziesz jakiś literacki fach
Kurwa Krawiel: Wiesz Ryś trzeba pracować. Wysłałem teksty do Reda.
Ryś : Znowu? Przecież cię już drukowali.
Kurwa Krawiel: Za dwa numery mają puścić coś nowego.
Tururururuuuuuuu
Ryś: Czekaj… dostałem wiadomość na giegie.
Kurwa Krawiel: Chuj z giegie
Kruszyna
Siemanko.
Krzysiek
Siema, a co tak szybko uciekles?
Kruszyna
A musiałem ojcu pomóc.
Krzysiek
Kurwa Krawiel: Jesteś?
Ryś: Jestem Michasiu jestem hehhehhe. Czekaj.
Krzysiek
z/w
Kruszyna
Ok.
Ryś: No już.
Michaś: Słuchałeś już nowego Buriala?
Ryś: Nie , a wydał coś?
Michaś: Epke, konkretna nawet…wiesz… mocny dubstep no i plus lekki industrial.
Ryś: Ściągnę sobie.
Michaś: Ściągnij. Stary Burial rządzi. Stary wiesz arfggdjh
Ryś: Co?! Powtórz bo coś niewyraźnie słyszałem.
Michaś: Byłem wczoraj na slamie w takim starym squacie. Wiesz gromadka antify tam sobie gniazdko uwiła. Nawet fajne
Ryś: Czytałeś tam coś?
Michaś: Chciałem, ale tam takiego gościa spotkałem, co to wcześniej był na slamach, taki starszy, nawet nieźle pisze, no i żeśmy sobie popili bo on flaszke miał i już mi się nie chciało
Ryś: hehehe bohema!
Michaś: A co!? Olsztyn rządzi hehehe. Wujek Michał jest we Wrocławiu to niech wiedzą, że przyjechał.
Ryś: Tylko kurwa znowu nie wal głową w mur jak na tych spotkaniach w Warszawie. Do tej pory mamy złą sławe.
Michaś: Krzysiek spoko. Przynajmniej staliśmy się legendą hahaha
Krzysiek: Taaa czarną owcą raczej. Swoją drogą do tej pory zastanawiam się jakim cudem w tydzień po powstaniu grupy ktoś o niej wiedział w Toruniu i jeszcze wyszła opinia że jesteśmy bandą aroganckich skurwysynów.
Michaś: Dobry ten czerwic był…
Krzysiek: Ale skończył się. Czerwce czasem się kończą.
Michaś: Piszesz coś ?
Krzysiek: Mam trochę nowego materiału…
Michał: Wyślij mi.
Jeszcze nie zaopiniowałeś starego.
Michał: Dałem Makowskiemu. Nie podobało mu się. Musisz jeszcze popracować… Może dadzą to za dwa numery..
Krzysiek: A może Makowski by w końcu drugi tomik wierszy napisał?! Bo nasz Rimbaud to cierpi na syndrom siedemnastoletniego geniusza i chuj z tego
Michaś: Hahahaha no Ryś wyrabiasz się…
Ryś: Może w końcu nauczę się pisać hehhehehe. Widziałeś ostatnio Miśkę?
Krzysiek: Co ty? Nie miałem jak i kiedy. Sam wiesz, że my się praktycznie nie spotykamy. Może Chyła czasem do nich wpadnie, ale to rzadko.
Michaś: Wiesz, że się porobiło.
Krzysiek: Wiem, to musiało się tak skończyć. Porobiło się, porobiło. Urok malutkich bohem hehe… Wiesz, myśle że tak to się nie skończy, że któreś z nich będzie chciało choć na moment, na moment przestać być artystą… wiesz to są uczucia
Michaś: Oni zbyt dużo ćpają.. i tak jest im dobrze…
Krzysiek: Do czasu, do czasu…pewnie…myśle że nie można długo bawić się w pełni otwarte małżeństwo bez zranienia drugiej osoby.
Michaś: Dla mnie to fasada, to co mówią… to co oni mówią jest nieważne… mogą pieprzyć o otwartym związku… jego to jara wiesz, on chce być artystą za wszelką cenę, ale tak naprawdę nie będzie taki jak ty czy ja…
Krzysiek: Pamiętam tą rozmowę w Molotovie hehhehehe
Michaś: Krystian chciał być robotnikiem, walczącym socjalistą, ale nie mógł być, nie może… jak syn prawników może być robotnikiem…
Krzysiek: Przecież on nie przepracował jednego dnia…
Michaś: Bo widzisz Ryś najbardziej zaciekłymi socjalistami, są ci którzy widzieli robotników tylko w telewizji albo obok nich przechodzili…
Krzysiek: Przecież wiem… wiesz jaki jest mój stosunek do socjalizmu…
Michaś: Hehehe uważaj bo Antifa cię zajobie Ryś
Krzysiek: Rysie są pod ochroną hehehh. Pieprzą mnie faszyści i pieprzy mnie Antifa
Michaś: Żeby cię od tego dupa nie rozbolała hehehehe
Krzysiek: Spadaj! Hhehehe Tak mi się pieprzneło.
Michaś: Literat! Polonista! A pieprzy… hahahha
Krzysiek: Dobra…dość! A co tam u Szuby?
Michaś: Siedzi obok mnie… no i cię pozdrawia.
Krzysiek: Dzięki, wzajemnie. Widziałem nowe zdjęcia- zajebiste.
Michaś: Wiesz jak to jest. Jak ma dziewczyna pomysł to robi.
Krzysiek: Ja tylko jednego się boję…
Michaś: Czego?
Krzysiek: Że kiedyś kliknę w necie na nowy akt zrobiony przez nią akt…
Michaś: No i ?
Krzysiek: I wyskoczy twoje nagie ciało! Hahahaha
Michaś: Hahahahaha mój chuj rozjebie ci ekran…
Krzysiek: Taaa chyba ten się wcześniej ze śmiechu rozpadnie.Hahahaah. A ja już nic więcej nie zjem w życiu.
Michaś: Dobra! I tym optymistycznym akcentem zakończymy tą rozmowę.
Krzysiek: No trudno!
Michaś: Idę kupę zrobić!
Krzysiek: Wysraj się!!!!! Nara
Michaś: Nara Ryś!
Krzysiek
Ok.
Już jestem
Kruszyna
Ok.
Krzysiek
Będziesz dziś na Bielskiej?
Wezwani do sprawy policjanci CBŚ ustalili, że Wiesław S. dwa dni wcześniej połknął ponad 80 kapsuł z kokainą. Polak został przewieziony do szpitala, lekarze stwierdzili w jego organizmie jeszcze kilkanaście narkotykowych kapsuł. Jego życiu i zdrowiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Kruszyna
Pozałatwiam parę spraw i wpadnę
Krzysiek
27 % z pliku Nas- Illmatic
Szacowany czas pobrania: 14 minut 20.2 z 68 Mb (48 Kb/s)
N- n- now th- that don't kill me
can only make me stronger
i need you to hurry up now
cause i can't wait much longer
i know i got to be right now
cause i cant get much wronger
man i've been waitin' all night now
that's how long i've been on ya
i need you right now
i need you right now
Kruszyna
Uderzyłem kogoś wczoraj?:D
Krzysiek
:D
Nie
aco?
A co?
Kruszyna
Bo mnie coś łokieć boli
Krzysiek
Może ci Kac tak dziwnie wychodzi:P
Kruszyna
Może
:D
Mężczyzna wykorzystując uzależnienie służbowe podległych mu funkcjonariuszy Policji, jak i pracowników cywilnych, wielokrotnie przekraczał uprawnienia w celu osiągnięcia korzyści majątkowych. Wielokrotnie wydawał polecenia wykonywania nieodpłatnie, bez umowy, w czasie pełnienia służby bądź wykonywania obowiązków w ramach stosunku pracy, prac fizycznych związanych z budową swojego domu. Wykorzystywał przy tym sprzęt będący na stanie Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi, działając tym samym na szkodę interesu publicznego.
And I Wonder if you know
What it means, what it means
And I wonder if you know
What it means, what it means
And I wonder if you know
What it means to find your dreams
I've been waiting on this my whole life
These dreams be waking me up at night
You say I think I'm never wrong
You know what, maybe you're right, aight
And I wonder if you know
What it means, what it means
And I wonder if you know
What it means to find your dreams
You say he get on your f**king nerves
You hope that he get what he deserves, word
Do you even remember what the issue is
You just trying to find where the tissue is
You can still be who you wish you is
It ain't happen yet
And that's what the intuition is
When you hop back in the car
Drive back to the crib
Lekkie muskanie, które jest zapewne pukaniem do drzwi buduje korelacje z cichnącą nagle muzyką.
-Proszę!
niedziela, 22 listopada 2009
sobota, 21 listopada 2009
7
A właściwie:
Droga Madziu!
Nigdy nie miałem doświadczenia w pisaniu listów. Może właśnie, dlatego nigdy tego listu nie napisałem i nie napiszę do ciebie. Zostanie on na krótki moment pamięci w mojej głowie. Mimo wszystko jednak na wstępie przepraszam Cię za wszelkie niedoskonałości słowne i formalne.
Piszę ten list, gdyż uznaję że już na to pora. Pięknie wyglądasz teraz gdy siedzę na szafce i obserwuję Cię pijącą herbatę. Wiesz, że dla mnie zawsze pięknie wyglądałaś i nie są to puste słowa, co mi zarzucałaś wielokrotnie. Potrafię kłamać. Przyznam, że wiele razy wysługiwałem się kłamstwem jako odpowiedzią na dotykające mnie problemu. Z kłamstwa stworzyłem sobie tarczę przed odpowiedzialnością za to kim jestem i jak żyję.
Kłamstwo to ja.
Piszę do ciebie, bo widzę cię teraz przed sobą. Gdyby w życiu coś człowiek powinien. Gdyby „powinniśmy” nie było idiotyczną formą nakazu zawierającą elementy marzenia i konwenansu to napisałbym, że ten list powstaje, gdyż powinniśmy ze sobą więcej rozmawiać. Nie napisze tak, gdyż rozmawiamy ze sobą dużo. Można by nawet powiedzieć, że rozegraliśmy wszystkie warianty scenariusza, te które miał miejsce w rzeczywistości i te wyimaginowane, za pomocą słów.
Może jest w tym coś z Junga. Wiem. Praktycznie nie czytałem Junga, ale chciałem dodać do tego myślo-listu odrobinę elokwencji i oczytania. Jung mi się wprawdzie źle kojarzy( z jedynego egzaminu, na który czytałem Junga dostałem dwóję), ale jest ogólnie znany. Poza tym ty znasz Junga i po raz kolejny moglibyśmy się posprzeczać.
To nie powinno pójść w tą stronę
Uznajmy akapit z Jungiem za nieistniejący. I tak będzie, skoro ty i tak nie przeczytasz tego listu, a ja go nie napiszę.
A więc:
Droga Magdo!
A właściwie:
Droga Madziu!
Nigdy nie miałem doświadczenia w pisaniu listów. Może właśnie, dlatego nigdy tego listu nie napisałem i nie napiszę do ciebie. Zostanie on na krótki moment pamięci w mojej głowie. Mimo wszystko jednak na wstępie przepraszam Cię za wszelkie niedoskonałości słowne i formalne.
Piszę ten list, gdyż uznaję, że już na to pora. Pięknie wyglądasz teraz, gdy siedzę na szafce i obserwuję Cię pijącą herbatę. Wiesz, że dla mnie zawsze pięknie wyglądałaś i nie są to puste słowa, co mi zarzucałaś wielokrotnie. Potrafię kłamać. Przyznam, że wiele razy wysługiwałem się kłamstwem jako odpowiedzią na dotykające mnie problemu. Z kłamstwa stworzyłem sobie tarczę przed odpowiedzialnością za to kim jestem i jak żyję.
Kłamstwo to ja.
Piszę do ciebie, bo widzę cię teraz przed sobą. Gdyby w życiu coś człowiek powinien. Gdyby „powinniśmy” nie było idiotyczną formą nakazu zawierającą elementy marzenia i konwenansu to napisałbym, ze ten list powstaje gdyż powinniśmy ze sobą więcej rozmawiać. Nie napisze tak, gdyż rozmawiamy ze sobą dużo. Można by nawet powiedzieć, że rozegraliśmy wszystkie warianty scenariusza, te które miał miejsce w rzeczywistości i te wyimaginowane, za pomocą słów.
Nie wiem. Nie mam pomysłu co ci powiedzieć/ napisać. Czas już minął. Czasem mówisz, że już wszystko przeanalizowaliśmy. Mamy za sobą kilka rozmów, słowotoków zakończonych ogólnym stwierdzeniem, że jest już ok, a nawet bardziej niż ok.
Zostało mi jedno słowo.
I mam je na końcu języka.
piątek, 20 listopada 2009
Niski poziom absurdu rozdział 6
-A ty Roki to zawsze jakiś roszczeniowy jesteś? Nie pochwalisz, że ładnie wyglądam…- po raz kolejny zaczynamy grę słów i skojarzeń. Taki Miliard w Rozumie abstrakcji.
-Ładnie wyglądasz. Kupiłeś chleb?
-Materialista!- Podnoszę głos udając oburzenie- Męska szowinistyczna świnia. Kupiłem!
Roki krząta się po kuchni. Poza tym pustka.
-Sam jesteś męska świnio?
-Sam. A poza tym pije. I kradnę! Bo każdy pijak to złodziej!
-I pewnie jeszcze kłamiesz! Bo kto kłamie, ten kradnie!- Kończymy show i zaczynamy normalną rozmowę.- A gdzie Kruszyn?
- Poszedł do domu.
-Jak to?- Przyznam, że zniknięcie Tomka bardzo mnie zdziwiło.
- No matka dzwoniła I że niby ma przyjść coś pomóc- Roki zaczął wydłużać zdania- Jaaaa nieeee wiieeeem- Teraz już przypomina wijącą się jaszczurkę, jednak po sekundzie wraca do normalnego toku rozmowy- Myślałem, że się minęliście.
-No nie właśnie. Pewnie poszedł na Synów Pułku- Zakupy całe już rozładowane- Mówił coś jeszcze?
-Że na pewno popołudniu będzie na Bielskiej.
-I na pewno alkohol będzie chciał tam pić?!
Powracamy do ogrodu sarkazmu.
-Pewnie tak. Wiesz jak tam jest…
-Melina….
-No tak. Dziewczyny piją dniami i nocami.
- A jeszcze jak tam ta Aśka jest!- Zaczynamy przypominać stare dewotki budujące swoje życie na obrazach z okna.
-Panie!- Roki wyszczerzył oczy jakby chciał mi przekazać tajemnice wszechświata.- Ta ruda to Sodomia i Gomoria!
-Wiem panie- Przytakuje mu bezapelacyjnie- Gomoria! Gomoria!
-I tam jedno z drugim takie rzeczy- Roki skręca ręce w dziwny sposób starając się zobrazować galimatias.
-Ruchają się? –Staram się ukazać zdziwienie połączone z ciekawością.
-Panie jakby się ruchali to jeszcze pół-biedy. Każdy kiedyś się ruchał.
-No podobno nie. No wie pan, kto się podobno nie ruchał?
- Wiem ,wiem, ale to mój ojciec, więc to tylko plotka.
-Plotka ma krótkie nogi. Jest malutka jak Wiola. Tyle, że plotka jako sama w sobie maleńkość nie zakrzyknie nigdy: „Moc jest z nami- z krasnoludkami!” Ale do rzeczy. Gadaj pan!
-A więc….
-Nie zaczyna się zdania od : A więc…
-No to….hmmmm….. A chuj!
-Tak lepiej! Kontynuujcie panie…
-A chuj! A więc…. Większość się kiedyś ruchała. Ja sam się ruchałem.
-Ale tak sam siebie?
-Ciii. Panie takie rzeczy przy dzieciach?!
Rozglądam się dookoła, przy okazji otwierając jogurt.
-Panie, ale tu dzieci nie ma!
-Jak to nie ma!? Rodziców pan ma?
-Mam.
-To jest pan dzieckiem! Więc ciiiiii- Jest taka scena w „Weselu ” Smażowskiego, kiedy pijany Arek Jakubik idzie po sali oznajmiając, że główny bohater ma sekret.
A robi on to przystawiając palec do ust i mówiąc:
Ciiiichoooo kurwa!Ja wiem wszystko! Aaaale nie powiem! Ciiiicho kurwa! – Roki w tym momencie wygląda podobnie.
Postanawiam uciąć rozmowę, gdyż zaczęła być ona dla nas obu lekko wtórna i nużąca.
-Dziewczyny na górze są?- To zdanie jest jak napis Game Over.
- Pewnie tak. Aśkę na pewno słyszałem.
-To idę zobaczyć w takim razie, co robią.
-Idź! Idź! A ja sobie białasa ugotuje!
-Świnia!
-Co świnia znowu? Bardziej rasista, bo białych gotuje! -Game is not over nigdy.
-Nygro.
-O! same komplementy z rana. To idź już!
-Idę, idę. Ale jeszcze wrócę!
-Zawsze wracacie!
Czas jest kolisty.
Koło, choć nie ma początku, ani końca ma coś takiego jak punkty styczne. Miejsca, od których mierzy się jego obwód.
Czas.
Czas ma miejsca styczne. Narodziny i śmierć.
Pomiędzy punktami stycznymi, są inne punkty styczne. Dzieciństwo, starość etc.
Najmniejszą formą styczną jest sekunda- ale życie zmienia się w ciągu sekundy bardzo rzadko.
W ostatnim czasie punktami stycznymi dla mnie był okres od jednego wejścia po schodach do drugiego.
Zawsze na górę, ale chyba rzadko pod górkę. Takie już są uroki życia na najniższym poziomie mieszkania. Najniższy poziom mieszkania…. hmmmm to brzmi ciekawie. Dwoistość słów powoduje to, że mogę zarówno mieszkać na parterze jak i w slumsach Rio. Słowa dają nam wielkie możliwości.
Już przy pralni słyszalny jest szum płynący z kuchni na górze. Ogólnie żeńskie głosy uzupełniane jednak bardzo intensywnie i mocno przez Gracjana:
- I choćby skały srały zdobędę pieniądze od uniwersytetu na ten spływ.
Moje wejście na krótko przerywa jego przemowę .
-O! Krzysiu!- Wytrącony zauważa moją obecność- Siemano. Pomyśl, że te chuje z uniwerka nadal jeszcze nie zdecydowały czy dadzą pieniądze na spływ.
Zgodnie z jego rozkazem pomyślałem.
-Uwierzysz w to?
Pytanie było retoryczne. Uwierzyłem.
- Ale chyba mają jakiś okres urzędowo ustalony na rozpatrywanie takich wniosków?- Na pewno mają, więc tym pytaniem staram się lekko uspokoić naszego domowego szefa płetwonurków.
- Tak mają. Dwadzieścia jeden dni.
Dwadzieścia jeden dni…
21 dni
To w sumie nieistotne.
Istotny
…
Widok kuchni
(gdybym umiał rysować to bym go narysował, a tak opisuję, choć będąc uczciwym nie wiem czy umiem pisać)
od myślników:
-kuchnia ładna nowoczesna
-Ja(to niegrzecznie zaczynać od siebie, więc zacząłem od kuchni) stojąc siedzę( tak! Tak! Mogę tak robić ze względu na moje gabaryty) opieram się/ na szafce dolnej w pobliżu zlewu
-Gracjan oparty jest od kuchenkę
Powinienem zacząć od kobiet.
W pewnym sensie kuchnia jest kobietą, więc usprawiedliwiam sam siebie
-Koza stoi oparta o szafkę , tak mniejwięcej w połowie drogi między mną a Gratką(Gracjan)
- Magda i Aśka siedzą przy stole(nowoczesnym więc małym i niefunkcjonalnym, a na dodatek wyglądającym bardziej jak element wystroju speluny niż dostojny wiktoriański mebel)
Poza stolikiem i setką butelek rozlokowanych po całym domu, stancja nie przypomina speluny.
Przeważnie…
no dobra!
Od czasu do czasu.
Powróćmy do wydarzeń bieżących.
Aśka zbliża się do mnie przybierając posturę pełzającego potrzebowacza ciepła
-Masz coś słodkiego?- Zawsze
ale to zawsze, czyli często słyszę to pytanie.
Wypowiedziane naprawdę zawsze w taki sam sposób.
To nasz rytuał.
Ja wchodzę do ich kuchni. Ona wchodzi do mojego pokoju.
Aśka( często będąc w chyba różowym szlafroku ) pyta:
-Masz coś słodkiego?
Z reguły nie mam.
Więc:
Odpowiedzi są dwie:
A) Mam! Siebie!
B) A co ja jestem? Cukiernia?
Za to, w jaki sposób mnie pyta oddałbym jej wszystkie słodycze świata( za co ona by mnie zabiła bo się odchudza).
- sylwetka lekko skulona
-różowy szlafrok
-głowa opuszczona pochylona bardzo do przodu
-krok bardzo a to bardzo tuptający
- głos pięcioletniej dziewczynki witającej ojca po jego powrocie z delegacji
-wzrok: kompilacja wszystkich spojrzeń bohaterów „Zakochanego kundla” połączona z wzrokiem Shirley Temple w latach świetności
Kobiety są skomplikowane
.
niedziela, 15 listopada 2009
czwartek, 12 listopada 2009
Niski poziom absurdu rozdział 5
Kwestia odczuć.
Zawsze tak jest. Odczucia potrafią zapanować nad rozumem.
Może jednak nie będzie tak źle z tą wiosną. Było wcześniej fatalnie. Zimno i deszczowo.
Co z tą wiosną?
Zapytałby Tomasz Lis w swym nowym programie telewizji jakiejkolwiek. Jakakolwiek telewizja dałaby mu władzę i możliwość bycia sumieniem narodu. Bogiem dziennikarstwa.
W S
T A
W
D I
AG
R
A
M
:
Schemat Ewolucji autorytetu czasów obecnych.
Miasto huczy.
Samochody poruszają się ruchem jednostajnym na trasie gdzieśtam- gdzieśtam-gdziekolwiek.
Skoro dziś weekend to jesteśmy w sklepie. Całkiem niezły sposób na spędzenie wolnego czasu. Sam często lubię wybrać się w niedziele do jakiegoś hipermarketu.
Mam czas.
Mam wtedy czas na powolny konsumpcjonizm. Konsumpcje w stanie czystym. Czasem mam wrażenie, że Lechu przeskoczył przez płot tylko dla mnie. Przeskoczył abym spokojnie mógł zastanawiać się w Tesco, które oliwki wybrać. Te większe ale puste w środku, czy te drylowane wypełnione papryką.
Świat uwolnił w nas egoizm. Egoizm tak naturalny dla tego narodu. Egoizm tłamszony przez lata w imię lepszej sprawy.
Egoizm tak wielki, że pozwalający nam być altruistami.
-Pane! Pane!- Mały czteroletni Rom chyba czyhał tylko na mnie pod Biedronką- Daj złotówkę! Na bułkę!
Yhm na bułkę. Jasne!
Romska Drużyna- A stojąca nieopodal Biedronki wyglądała na bardzo wygłodniałą. Każdy z tych „opiekunów” młodego miał wygląd rodem z MMA, więc wszystkie moje bezczelne odzywki w stylu:
„To może kupie ci bułkę” (oni by mi już sprzedali bułę)
wolałem schować do kieszeni.
Presja czterolatka była niesamowita , więc dałem mu całe 2 złote.
Toż to kradzież w biały dzień.
Na odchodne chyba usłyszałem dziękuję, ale nie jestem pewien, bo młody znalazł już kolejnego darczyńcę, który dołoży mu do najdroższej bułki świata.
To są jedyne momenty, kiedy rodzi się w moim umyśle nacjonalizm. Faszyzm stanu czystego, taki który rodzi się w sercach każdego uczciwie zarabiającego człowieka, który jest zaczepiany przez żebraka innej maści. Swoi to tylko nieroby. Inni to szkodniki społeczne.
To nieistotne.
wtorek, 10 listopada 2009
Niski poziom absurdu rozdział 4
Królowo studentów!
Matko nasza!
Pocieszycielko nasza!
Opiekunko nasza!
To ty stworzyłaś parówki po pięć złotych za kilogram
Wodę po pięćdziesiąt groszy
Ciastka admiralskie za trzy złote
O Pani nasza!
Z dobytkiem swoim nas pojednaj!
Dobytkowi swojemu nas polecaj!
O dobytku swoim nas informuj!
Hare Biedronka ! Hare kochana!
Hare! Hare! Hare! Hare!
Hare Biedronka! Hare kochana!
Hare! Hare! Hare! Hare!
O Biedronko!
Królowo studentów!
Matko nasza!
Pocieszycielko nasza!
Opiekunko nasza!
To ty stworzyłaś parówki po pięć złotych za kilogram
Wodę po pięćdziesiąt groszy
Ciastka admiralskie za trzy złote
O Pani nasza!
Z dobytkiem swoim nas pojednaj!
Dobytkowi swojemu nas polecaj!
O dobytku swoim nas informuj!
Hare Biedronka ! Hare kochana!
Hare! Hare! Hare! Hare!
Hare Biedronka! Hare kochana!
Hare! Hare! Hare! Hare!
O Biedronko!
Królowo studentów!
Matko nasza!
Pocieszycielko nasza!
Opiekunko nasza!
To ty stworzyłaś parówki po pięć złotych za kilogram
Wodę po pięćdziesiąt groszy
Ciastka admiralskie za trzy złote
O Pani nasza!
Z dobytkiem swoim nas pojednaj!
Dobytkowi swojemu nas polecaj!
O dobytku swoim nas informuj!
Hare Biedronka ! Hare kochana!
Hare! Hare! Hare! Hare!
Hare Biedronka! Hare kochana!
Hare! Hare! Hare! Hare!
Starczy!
poniedziałek, 9 listopada 2009
Niski poziom absurdu rozdział 3
Nie jest taka zła…
Nigdy nie czekałem na nią, tak jak nie wierze zwykle podstarzałym rockmanom, tak mało już mnie obchodziła Chinese Demoracy. Co ja tam w ogóle pamiętam… Axla, Slasha i Welcome in the Jungle
Niektórzy od dziecka słuchają death metalu. Od trzech tysięcy lat…
Aqua, Modo, La Busche, Alexia- ja: przedział wiekowy 6-9 lat. O ile pamiętam ,to wszystko zmieniło Voodoo People. Chłopcy na koloniach słuchali Pantery. Ci starsi. Ja zobaczyłem Keitha Flinta i otworzyły się wrota Mordoru.
I'm the trouble starter, punkin' instigator.
I'm the fear addicted, danger illustrated.
I'm a firestarter, twisted firestarter.
You' re the firestarter, twisted firestarter.
I'm a firestarter, twisted firestarter.
I'm the bitch you hated, filth infatuated.
Yeah. I'm the pain you tasted, well intoxicated
Aśka nie lubi Prodigy. Nigdy nie lubiła. Były dwie Aśki. Jak Twoface.
Swoją drogą biedak nigdy nie doczekał się dobrego wykreowania jego postaci w filmie. Najpierw Tommy Lee Jones zagrał jedną z najgorszych ról w swoim życiu , a później Aaron Eckhart dobrze zagrał tylko Harvey’a Denta. On nie nadawał się na Two Face. On był Harvey’em Dentem. Zbyt dobrym, zbyt ulizanym, zbyt poprawnym, żeby nadawać się na zło. Brutalne, krwawe, zranione zło.
Były tylko dwie Aśki.
Tak naprawdę to było ich wiele. Koniec końców teraz jest tylko jedna. Albo aż jedna. Jak kto woli.
Patrzę na swoją skórę. Ciemne, chude rączki. Kiedyś znajoma Marty spytała się czy jestem Pakistańczykiem. Nabrała odwagi, by zadać mi to pytanie dopiero po opróżnieniu butelki wina.
Nie jestem Pakistańczykiem.
Podobno mam azerskie korzenie. Przynajmniej tak usłyszałem kiedyś, od któregoś członka swojej rodziny. Dobry materiał na mit. A mity kształtują życie. Mit Bielskiej, mit łun nad miastem, mit czerwca kiedy zaczęło się Euro, mit Souflaja i mit- mitów, czyli Olsztyn Wschodni dziwko! Nigdy nie byłem Pakistańczykiem. Nawet jakbym spędził lata w solarium leżąc na łóżku solarnym i czytając Koran nie zostałbym Pakistańczykiem.
Jestem egoistą- nie obcokrajowcem.
Milczę
w sekundach mikrochwil
przerywających makrosłowotoki
Kiedy połączenia nerwowe wołają o pokarm
Żywię je fast foodem informacji
Na śmietniku mojego umysłu
Mudżahedini bawią się z koniem Joli Rutowicz
Illusion zamiera. Teraz ja. Walka na muzykę.
Raz, dwa, trzy… pierwsze hi-haty, pierwsze loopy…
La Coka Nostra z gościnnym udziałem Snoop Dogga…
Bang Bang
Tomek się uśmiecha.
- Ty i ten twój hip-hop- Ta szydercza żmija się ze mnie podśpiewuje.
Jakby tak popatrzeć to jestem rodzynkiem wśród znajomych. Muzycznym trędowatym. Kerouac (często o nim ostatnio myślę) słuchał be-bopu –muzyki czarnych. Ja też słucham muzyki czarnych. To jedno nas łączy.
Zdania są coraz bardziej soczyste… loop za loopem sączy się z głośników.
Bloody Sunday, Black Sabbath
The pope’s a pedophile with a drug habit
We’re all clinically depressed, they got us all manic
We keep swallowing their pills so we don’t fucking panic
Run for the hills, grab your automatic
Bring your big black boots and your fighting gloves
Psychorealm’s in the house screaming out, “Fuck love!”
Fuck love? A może jednak love fuck? Brakuje mi zapachu kobiecych ud, drżenia ich drżących brodawek. Brakuje mi ich uśmiechów. Brakuje mi…
Wysypuje odrobiną tabaki na płytę. Dziele ją jakbym był stałym klientem karteli z Sinaloi lub pogrobowcem idoli z Medelin. Robię to zaskakująco sprawnie zważywszy na to, że moje doświadczenie z amfetaminą jest epizodyczne.
Zawsze wolałem alkohol.
Trzy ruchy kartą biblioteczną i kreski są równe niczym niemieckie drogi. Kolejny rozdział z cyklu: literatura i używki. Jako, że zwykle nie mam przy sobie stuzłotowych banknotów, namiastką bohemy musi być dla mnie ucięta rureczka, taka którą sprzedaje się w tysiącach opakowań. Nie pije soków, więc zażywam przez nią wyłącznie tabakę. Czerwony red bull wypełnia moje nozdrza. Świeży. Mocny. Oczy napływają mi łzami.
Co daje ci tabaka?
Słyszałem to chyba z tysiąc razy. Odpowiedź mam zawsze taką samą: nic.
Jesteś moją kokainą. W tym sęk, że w tabace jest dla mnie coś bardziej mistycznego a zarazem coś żywotnego. Często mówiąc o tabace nasuwa mi się obraz kaszubskich mężczyzn siedzących przed domem i zażywających z tabakiery. Mimo, że tabaka przybyła na Kaszuby sto lat temu, wydaje się tak bardzo złączona z kulturą tego narodu, że jest ona już mitem kulturowym. A mity są bardzo mistyczne.
Tabaka to Kaszubi. Kaszebe to tabaka. Związek dwóch silnych podmiotów, pełen pasji, miłości i przeciwieństw.
No i nie poszło. Jedno kichnięcie za drugim.
- A co na to dziadek?- Kruszyna siedzi na fotelu i wyraźnie rozbawił go mój widok.
-Przewraca się w grobie!- Zawsze jak kicham po tabace ta wymiana zdań znajduje jakoś swoje miejsce w dyskusji.
Jako pół- Kaszub buduje swój tabaczny mit. Heros tabaki i inne takie. Tylko zabrudzony nos, z którego kapie od czasu do czasu brązowo-czarna maź stanowi rysę na wizerunku stachanowca zmielonego tytoniu.
Jest pewien taki moment pulsowania umysłu.
Jakieś dwadzieścia trzydzieści sekund, które dają zażywającemu wrażenie olbrzymiego odświeżenia organizmu. Może jest to złudne i wywołanie podrażnieniem dróg oddechowych przez tytoń, ale te kilkadziesiąt sekund powoduje, że ten brązowy pył zawsze znajdzie swoich adoratorów.
Mam jak zwykle ubrudzony czubek nosa. Używki czasem odpędzają kobiety. Z tabaką jest podobnie. Tyle, że w tym przypadku chodzi o kwestie estetyczne. Można być najpiękniejszym człowiekiem świata, mieć budowę Apolla, umysł Stephena Hawkinga oraz elokwencje Umberto Eco a dla wielu kobiet będzie się odpychającym człowieczkiem, kiedy głównym punktem waszej rozmowy będą twoje drogi nosowe zapchane grudkami tabaki oraz brązowo- błotniste ślady na nosie i wąsach( lub w tym miejscu, w którym one powinny być). I nagle z nieba metro-przystojniaków lądujemy w piekle pryszczatych zakatarzonych grubasów.
Trzeba coś zjeść.
Trzeba coś zrobić.
!
Ogarnia mnie kacowy szał. Zwykle na kacu człowiek stara się udowodnić sobie i innym, że nie jest na kacu. Ja zaczynam od pójścia do Biedronki. Zbieram zamówienia. Głównie alkohol i bułki. Prawie Chrystusowy zestaw.
Buduje konstrukcje.
Zawsze, wszędzie i ze wszystkiego buduje konstrukcje. Kwestie dopasowaności. Słowa w zdania. Zdania w przekazy. Przekazy w obraz. Buduje wiersze i własną osobowość.
Dziś zbudowałem siebie-
- moją wizje własnego wyglądu:
zielona koszulka z napisem Lama Sound Systema
+
błękitne bokserki
+
brązowe skarpetki
+
jasnokremowe spodnie nieznanej firmy
+
czarne duże okulary ala Sylwester Stalone w Cobrze marki H&M
+
brązowa tweedowa marynarka połatana w nowoczesny sposób
+
kapelusz ze słomki poliestrowej
=
Ja
Wychodzę na powierzchnie
jako ugruntowane wyzwanie dla mężczyzn w niedopasowanych spodniach, fanatyków adidasów i zwolenników koszulek bez rękawów.
Ten kto wymyślił koszulki bez rękawów powinien przejść szkołę śmierci w Guantanamo.
Drzewa w ogrodzie kołyszą się nieśmiało popychane przez wiosenny wicher. Jest cieplej niż mi się wydawało. Cumulonimbusy stworzyły wraz z słońcem świat nieba idealnego.
Na ulicy jest nieskazitelnie cicho.
Dzielnica z łatwością zaakceptowała taki stan. Wszystko, co nieskazitelne jest tu bardzo pożądane. Od samego rana nieskazitelni mężczyźni w nieskazitelnie białych slipkach chodzą po nieskazitelnych mieszkaniach drapiąc się po nieskazitelnych brzuchach i w obecności nieskazitelnej rodziny puszczają nieskazitelne bąki.
Nie lubię bąków.
Są takie nieludzko ludzkie.
P
R
R
U
F
F
!
!
F
U
J
!
!
!
Ciekawe co robi Marta?
Hmmmm
Kiedyś jak mieszkałem na Nagórkach widzieliśmy się codziennie. Pamiętam nasz pierwszy powrót pietnastką. Wysiedliśmy na jednym przystanku i dalej dyskutowaliśmy o Bóg wie czym.
O Liberze?
Tak o „Madame”.
Kilka miesięcy później dowiedziałem się, że ona przeczytała Libere tylko, dlatego, że podobała się temu idiocie.
No cóż nieszczęśliwe miłości czasem dają coś dobrego zakochanym.
No i tak szliśmy, szliśmy, rozmawialiśmy, rozmawialiśmy, aż ona przystanęła i powiedziała:
-No dobra! Nie musisz mnie dalej odprowadzać. Ja tu mieszkam.- Wyraz jej twarzy uzmysłowił mi koniec spaceru.
Poczułem się lekko skonsternowany.
-Ale ja cię nie odprowadzam!- Mocno ją zdziwiło to zdanie- Ja też tu mieszkam! No tylko blok obok.
I tak zostaliśmy sąsiadami.
Na całe nasze życia.
sobota, 7 listopada 2009
Niski poziom absurdu rozdział 2
Robert( w stronę rozmówców):
Ach! Panowie! Kawa to napój dżentelmenów!
(Tomasz i Krzysztof potakują głową na znak potwierdzenia jego słów)
Odkąd ten uroczy napój przywędrował do nas z Turcji, ten kraj rozkwita intelektualnie i umysłowo.
Tomasz ( w stronę Roberta)
Robercie…
Robert
Tak?
Tomasz
A nic w sumie
Krzysztof (stanowczo)
Tomaszu! Po co znów bezużytecznie strzępisz język?
Tomasz
No bo wiesz…
(zaczyna rozbrzmiewać muzyka musicalowa)
Ja luuuuubięęęęę (przeciągle)
(szybko) mówić, mówić, mówić, mówić
mówić, mówić, mówić, mówić, mówić,
ciągle, przeciągle
mówić, mówić, mówić, mówić,
mówić, mówić, mówić, mówić,
(Tomasz zaczyna stepować. Dołączają do niego pozostali mężczyźni, grupa roznegliżowanych tancerek, różowe flamingi i kilka pingwinów)
mówić, mówić, mówić, mówić,
mówić, mówić, mówić, mówić,
mówić, mówić, mówić, mówić,
mówić, mówić, mówić, mówić,
mówić, mówić, mówić, mówić,
mówić, mówić, mówić, mówić,
Ja lubię (wielki finał wszyscy śpiewają i klęczą)
Móóóóóóóóóówwwwwwiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiććććććććććććććć
Tak!
(Koniec piosenki wszystko wraca do stanu sprzed piosenki)
Krzysztof
Panowie. Co sądzicie o sytuacji na Bliskim Wschodzie.
Robert
Hmmmm zdaję mi się, ze sytuacja staję się tam coraz bardziej klarowna.
Tomasz
Chyba tak, lecz nie zapominaj Robercie, że nadal skomplikowane są relacje wewnątrz samego państwa palestyńskiego. Fatah nie potrafi dogadać się z Hamasem
Krzysztof
Przepraszam, że ci przerywam…
Tomasz
Ależ to nic….
Krzysztof
Mimo to przepraszam.
Tomasz
No dobrze
Robert
Panowie! Nie kłóćcie się!
Tomasz
Masz rację. Co tam ciekawego Krzysztofie chciałeś nam wypeorować?
Krzysztof
A więc. Wprawdzie nie zaczyna się zdania od słowa „a więc”
Tomasz
To nie słowo
Robert
To zbitka słowna
Krzysztof
Moi drodzy jak ja bym sobie poradził bez was!
Tomasz i Robert (razem):
Od tego są przyjaciele!
Krzysztof
Racja. Wracając jednak do tematu. Sądzę, że kluczową rolę odgrywa tu Hezbollah , wpływając na działania prowadzone przez Hamas spoza granicy Autonomii
Robert
Masz w zupełności rację
Tomasz
Panowie, może jednak zmieńmy temat. Cały czas wojna i krew, krew i wojna.
Krzysztof
Dobrze, co proponujesz?
Tomasz
Hmmmm co sądzicie na temat ostatniej płyty Guns ’n’ Roses?
Robert
O! Ciekawe zagadnienie!
Tomasz
Czternaście lat wyczekiwania z całą pewnością wpłynęło na odbiór tej płyty.
Robert
Czekałeś?
Tomasz
Ja nie… inni czekali
Krzysztof
Niektórzy zawsze czekają, taki już ich charakter.
Tomasz
A tu Axel Rose naraz przyszedł. Nie jest on bowiem jak Godot.
Robert
Cudowne porównanie
Krzysztof
Masz dziś wysoki biorytm intelektualny przyjacielu.
Tomasz
Możliwe. Czuję, że mój mózg pędzi dziś niczym pociąg
Krzysztof
Bardziej TGV niż PKP
(wszyscy wybuchają śmiechem)
Robert (machając palcem w dwuznaczny sposób)
Oj, oj ,oj żarcik! Kawalarz z ciebie Krzysztofie, oj kawalarz!
(oddycha spokojnie)
No ale wróćmy do tematu. Sądzę, że z tą płytą nie jest jak z winem.
Krzysztof
Co masz przez to na myśli?
piątek, 6 listopada 2009
Niski poziom absurdu rozdział 1
1
To nie jest tak, że nie chce pić. Chce pić. To znaczy lubię pić. No, ale są czasem takie chwile, że wiesz, że tylko jeden krok, jeden pieprzony krok i dworzec może następnej nocy stać się twoim domem.
Mieszkanie śmierdzi wódą. Zrobiło się cicho. Nie śpię już od jakiegoś czasu. Pająk. Wcześniej go nie widziałem. Nawet duży. Wije swoją nić nade mną. Mam nadzieje, że mnie nie ukąsi. Nie mam sił dziś gonić przestępców w pedalskim trykocie.
Nie wiem, która jest godzina. Sobota. Dziś jest sobota. To jedno jest pewne. Chłopaki śpią pokotem po pokoju. Wczoraj byli niczym herosi z plakatów komunistycznych. Przodownicy pracy z kilofami w rękach i traktorami od dupą. Dziś złożenie jednego sensownego zdania będzie dla nich trudniejsze niż ugryzienie tłustego księdza w dupę. Wczoraj oni wygrali-dziś ja będę zwycięzcą.
Zwykle bolą mnie kolana, kiedy mam kaca. Dziś nic. Po prostu nie chce pić.
Kochankowie moi umarli poeci
Nigdy nie chciałem żyć jak on. Tym bardziej nie mam zamiaru tak zdechnąć. Zrobiłem w życiu wiele głupstw, ale śmierć byłaby najgłupszym z nich.
Uffff
Żyje! W drodze do łazienki złapał mnie lekki ból głowy. Teraz to nazywają ćmieniem mózgu. Taka nowomowa telewizyjnych reklam środków przeciwbólowych.
Swoją drogą gdyby ktoś pomyślał, że reklamy w tym kraju odpowiadały na najczęstsze problemy Polaków to by się okazało, że wszyscy mamy problemy ze zgagą, a nasze ciała służyły jako przykład do stworzenia mapy bólu ludzkiego ciała.
Metaliczny smak wody był właśnie tym, czego moje coraz bardziej poniewierane przez kaca ciało potrzebuje.
Szybki prysznic i mocna kawa. Dwa kluczowe elementy poranka ,co bardziej nowoczesnego Polaka. Ci bardziej staroświeccy rezygnują z kontaktu swojego ciała z wodą.
Jedna hmmmm może jednak dwie łyżeczki kawy. Nie ma się ,co z sobą cackać. Odgłosy dochodzące spoza kuchni świadczyły o jednej z dwóch rzeczy: albo moi ukochani współlokatorzy z pokoju obok niestety zostali na weekend ,co owocowałoby koniecznością wysłuchiwania niekończących się rozmów o proszkach i rozmów o kościele katolickim na poziomie średniowiecznych chłopów, albo obudził się ktoś z tego „lepszego” pokoju, co byłoby drugim dowodem, udokumentowanym,na zmartwychwstanie. Niestety ciche:
-Hej
wypowiedziane przez wchodzącego do łazienki Ryśka rozwiały moje nadzieje na zobaczenie drugiej osoby po Jezusie, która uciekła z łap Charona.
Odpowiadam mu charknięciem, które w języku części ziemian oznacza tak.
-Co pochlaliście wczoraj?- Nienawidzę tych pytań Ryśka. Mają one zakamuflowane w sobie zazwyczaj pytanie: Co, wy zapijaczone mordy myślące tylko o narkotykach i seksie przedmałżeńskim, znowu wczoraj nadużyliście w dzikim widzie alkoholu plamiąc dobry wizerunek tego krzywdzonego przez zachód pięknego kraju?
- No wiesz, wypiliśmy parę piwek w Luzaku. W końcu był piątek.- W sumie mogłem mu powiedzieć cokolwiek, i tak nie zmieniłoby to układu myśli w jego głowie.
- A was z Wiolą, czemu nie było?
Mamrotanie, którą on uznał za odpowiedź brzmiała:
- No, bo Jola nie chciała.
I nagle zniknął w odmrokach łazienki.
No cóż, to była nasz najdłuższa rozmowa w tym tygodniu.
Kawa się zaparzyła. Śniadanie. To najdoskonalszy pomysł na następne kilkanaście minut.
Mózg pulsuje niczym roztańczony dziwak na salsie w Sowie.
Nie ma mowy o jedzeniu. Brak apetytu połączył się z mikro odruchami wymiotnymi. Swoją drogą grubo było wczoraj. Od razu po pracy, zahaczając o McDonald wpadłem do Luzaka. Powiedziałbym, że jak zazwyczaj, ale ostatnio bywałem tam rzadko. Ale skoro wychodzi Bielska to nie sposób odmówić. Nie spotkanie w Luzaku znajomego w piątkowy wieczór jest tak samo prawdopodobne jak polizanie się po łokciu. Jeśli domem można nazwać miejsce, gdzie człowiek czuję się komfortowo, gdzie wie że może pozwolić sobie na więcej, niż gdzie indziej, to dla wielu z nas ten lokal to był dom. Drugi, trzeci, dziesiąty, ale jednak dom.
Pierwszy łyk kawy parzy mój język. Tak miało być. Nie ma się z sobą, co cackać na kaca.
Wrócę do pokoju chyba. Chuj, że obudzę chłopaków. Trudno. Jest już najwyższy czas wstawać i wracać do życia.
Nie uśmiecha mi się siedzieć w kuchni, bo Obrońca Wszelkich Cnót i Innych Zagadnień Moralnych( w skrócie cipka) kiedyś zakończy mycie włosów i opuści królestwo naszej małej łazienki, a mój przewód pokarmowy nie powinien być dziś zbytnio wystawiony na bodźce wymiotne.
Entres do pokoju było tak ciche, że się Roki obudził po sekundzie i rozpoczął dzień od rozważań na temat życia:
- O ja jebie -po czym wydał odgłos, który nasunął mi na myśl skowyt gwałconego psa, mimo że nigdy nie widziałem tej formy gwałtu, ba nigdy nie widziałem żadnej formy gwałtu i przed każdym sądem tak bym zeznawał.- Uuuu ale mnie łeb napiżdża
Łączyłem się z nim w bólu.
-Trzeba by jakąś muzykę zapodać, bo cicho tu- Niczym Adam Małysz skoczył w stronę swojej mini wieży i za chwilę można było usłyszeć dźwięki Illusion.
W niczym mu nie przeszkadzało, że właśnie obudził śpiącego na fotelu Kruszynę.
Podziwiałem jego miłość do muzyki. Podziwiałem jego mózg za skrajną formę sadomasochizmu.
Mężczyźni na powrót stawali się mężczyznami wychodząc powoli ze skorup wczorajszych chłopców by stawić czoła bolącej rzeczywistości.
- O! Matka dzwoniła!- Niedowierzanie na twarzy Kruszyny zmieniało się powoli w lekki uśmiech- I tak zawsze, co sobotę. Zaraz do niej oddzwonię.
Nie zapraszaj nas do domu
Wypijemy ci cały alkohol
My
Nihiliści
Dzwoniący wieczorami do matek
Żeby obudziły nas rano
Jeśli matka mnie nie obudzi
Już nikt nigdy może tego nie zrobić
Dopełniam porannego rytuału włączając laptopa. Tak! Mam nowy system z Redomond. Kocham tą czteroczęściową flagę monopolisty niszczącego świat wolnego rynku. Sekundy dzielą mnie od połączenia się ze światem. Nikt na tym świecie nie lubi Visty. Nikt poza mną.
W tle rozbrzmiewa rozmowa Kruszyny z matką. Spokojna. On zawsze spokojnie rozmawia, nawet wtedy, kiedy kopniakami giął znaki drogowe mówił do mnie spokojnie.
Bierze nóż ten koleś bierze nóż wychodzi nocą szukać dnia
Bierze łom ten koleś bierze łom wychodzi nocą posiać strach
- Masz gdzieś tabakę koło siebie?- Pytanie Rokiego jest już tak klasyczne jak
muzyka Chopina.
Tabaka, czerwony Red Bull leży na parapecie. Rzucam mu ją, a po chwili obaj z Kruszyną śmiejemy się z łez Rokiego, który właśnie wciągnął kreskę tabaki z okładki płyty Brand New Sin.
-Kopie!- Każdy z nas wie, że nie kopie, ale i tak nie jest to zabawka dla laików.
Otwieram okno. Chłodny powiew wiatru drażni moją skórę. Wiosna jest w tym roku chłodniejsza niż zazwyczaj, co jest koronnym dowodem dla przeciwników teorii
o ociepleniu się klimatu. Przyjdzie gorące lato, to przeciwnicy schowają się w norze a zwycięsko z lasu wyjdą wojska ekologów ryczących przeciągle i tryumfalnie:
A ziemia płonie, płonie, płonie
Korporacyjny niszcząc ład
A ja? Dla mnie po prostu wiosna jest chłodniejsza w tym roku.
Tło wygasa.
Magazyn Empire zaprezentował nowe plakaty do filmowej adaptacji gry "Książę Persji". Możemy na nich podziwiać dwójkę głównych bohaterów disnejowskiego widowiska Gemmę Arterton i Jake'a Gyllenhaala.
Jonathan Lamy odpowiedział w ten sposób na pytanie o zabezpieczenia plików muzycznych, które zadał mu dziennikarz magazynu SCMagazine (wywiad ma się ukazać w najnowszym numerze SCM). Cóż, jeśli facet odpowiedzialny
za kreowanie medialnego wizerunku RIAA mówi coś takiego, to znaczy, że ta organizacja chyba wreszcie zrozumiała, że na DRM (czyli systemy zabezpieczające pliki muzyczne przed nieautoryzowanym kopiowaniem) nie ma miejsca na obecnym rynku muzyki...
Kamienice w Warszawie, Wrocławiu i Krakowie, willa w centrum Szczecina. Tylko dwie pierwsze nieruchomości mogą być warte 60 mln zł. Pałacyk w Krakowie to kolejne 15-17 mln. W sumie budynków, które mają zostać sprzedane do końca roku jest osiem.
12-letni Mauricio Baldivieso wystąpił w ekstraklasie boliwijskiej w barwach Aurory w meczu z La Paz. To nowy rekord świata w kategorii debiutu w najwyższej klasie rozgrywkowej
Chłonę to wszystko. Mój mózg to gąbka. Stajnia Augiasza, która potrzebuję jakiegoś Herkulesa racjonalności, żeby to wszystko uprzątnąć.
Porządek musi być.
Litery przekształcają się w słowa. Słowa w wyrazy. Wyrazy w zdania. Zdania w akapity, wersy, strofy. Akapity, wersy, strofy w informacje, instrukcje, arcydzieła i gnioty.
Słowa
Słowa
Słowa
Wracam do rzeczywistości i spoglądam na pokój.