niedziela, 19 grudnia 2010

Pytania gwiazd

Pokój. Jim Morrison i John Lennon siedzą na kanapie. Oglądają telewizję. Morrison wstaje i podchodzi do okna.
Morrison (odsłaniając firankę): A jeśli to nieprawda?
Lennon (wpatrzony w telewizor): Co?
Morrison: To wszystko.
Lennon: Co wszystko?
Morrison: No telewizja. To wszystko co pokazują w telewizji.
Lennon (przeciąga się):To trzeba będzie włożyć martwe kurczaki do lodówki.

środa, 8 grudnia 2010

Gwiazdy w obliczu nazizmu

Pokój. Na kanapie siedzą John Lennon i Jim Morrison. Słuchają płyty Madballa.
John Lennon: A oni to na pewno nie śpiewają nic nazistowskiego w tych swoich tekstach na tych swoich płytach?
Jim Morrison ( z pełnym przekonaniem) : Nie!
John Lennon (zawiedziony): Szkoda…

piątek, 3 grudnia 2010

Mordercze instynkty gwiazd

Pokój. Na kanapie siedzą John Lennon i Jim Morrison. Oglądają telewizję.
Lennon: Wiesz, gdybym miał możliwość zabiłbym ich wszystkich.
Morrison: Yhm. Chcesz herbaty?
Lennon: Tak

niedziela, 28 listopada 2010

Zabawy gwiazd

Pokój. Na kanapie siedzą John Lennon i Jim Morrison. Oglądają telewizję.
Morrison: Wyobraź sobie wszystkich tych ludzi...
Lennon (mówi lekko zdenerwowanym głosem) Wiesz co?! (zbliża się do Morrisona na odległość kilku centymetrów; następnie mówi do niego szeptem) Choć tu skarbie, rozpal mój ogień.
Lennon ucieka do kuchni. Morrison wstaje gwałtownie z kanapy i biegnie za Lennonem.
Morrison ( biegnąc; w stronę Lennona): Już nie żyjesz gnoju!

środa, 3 listopada 2010

Męska końcówka

Jak ma wyglądać pisarz i czy pisarz wyglądać ma- te dwa pytania nasunęły mi się ostatnio z dwóch powodów. Pierwszy powód jest związany ze spotkaniem , które odbyło się niedawno w Beczce i została szumnie określona ołpenmajkiem (spolszczenie celowe).
Impreza jak impreza istotna ale nie w tym przypadku. Tu liczy się kilka zdań , które padły kilka dni po całym zdarzeniu z ust mojego dobrego przyjaciela i brzmiały prawie dokładnie tak: nie mógłbym chyba zostać pisarzem bo wyglądam normalnie ( swoją drogą dużo było w nim buty- osobiście nigdy bym nie odważył się powiedzieć, że wyglądam normalnie). Słowa te odnosiły się w pewnym stopniu jako jego opozycja do aktywnie piszących uczestników wspomnianego ołpenmajka.
I tak kursowały swobodnie w mojej głowie, nieszkodliwie i powoli aż rozbiły się o punkt drugi. O zdjęcie Sherko Fetaha Jeśli kogoś interesuje sam Sherko Fetah to odsyłam uczciwie do internetu. Bo w tym przypadku prawie nic z Sherko Fetaha nie jest istotne. Prawie nic, nic tylko... osobnik wcześniej wspomniany i jego wygląd.
Delikwent wygląda jak osobnik żywcem wyjęty z polskiego koszmaru modowego lat 80- tych .Dziwnie grubawy, pod nosem klasyczny wąsik, na pucułowatej twarzy różowe rumieńce kontrastujące z bardzo słabym i rzadkim zarostem, włosy wprawdzie dłuższe niż u zwykłego ziemianina ale systematycznie przerzedzane przez czas. Całość dopełnia ciemnofioletowy sweter i płaszcz w kolorze khaki. Te akurat obecnie mogłyby spokojnie zostać uznane przez męskie magazyny lifestyle’owe za dopuszczalnie modne- już nie tak bardzo jak kiedyś ( teraz bowiem króluje skóra i krata) ale jednak odrobinę wciąż i nadal.
I co z tego? Mógłby ktoś zapytać. W sumie nic. Podobno nie liczy się wygląd tylko człowiek. Opisywany przeze mnie przykład to bądź co bądź osobnik rozwinięty , wschodząca gwiazda niemieckiej literatury, czyli jak najbardziej ktoś. Tak mówią.
Tyle, że w tym przypadku Fetah absolutnie nieświadomie dla niego stał się symbolem. Czego? Otóż postrzegania przez znaczną część społeczeństwa nie sztuki samej w sobie ale jej wykonawców bądź twórców, czyli w skrócie symbolem pisarza-w domyśle zapewne nieudacznika i frustrata . Tak właśnie postrzega twórców literatury większość mieszkańców planety Ziemia ( czyli kilku może kilkunastu moich bliższych i dalszych znajomych).Już z definicji jest to wprawdzie wyobrażenie przejaskrawione i uproszczone, ale jak najbardziej funkcjonujące w społeczeństwie. Zgodnie więc z tą tezą książki piszą albo [ tu miejsce na dowolne brzydkie słowo] nowomodne pseudofeministki ( bądź też [ a tu na kolejne dowolne brzydkie słowo] staromodne bibliotekarki – jak kto woli) albo bogaci niezbyt męscy kolesie oderwani od rzeczywistości. Bo rzeczywistością jest wygląd. A literaturą Sherko Fetah.
Czy tak jest naprawdę? Nie wiem. Trochę tak i trochę nie , zresztą nie mam czasu na odpowiedź. Właśnie zakładam sweter o kolorze kawy z mlekiem i odrywam się od rzeczywistości.

wtorek, 2 listopada 2010

Zbiór potrzeb

Kasjerze z Lidla
Podsiadłam cię w tramwaju numer 10
Wiem, że zwróciłeś na mnie uwagę
Niebieskooka dziewczyno w białej koszulce z napisem
Jestem z lasu
Płonę myśląc o tobie
Kolporterko gazet
Stojąca nieopodal katowickiego dworca
Obiecałaś że będziesz opracować jesienią
A teraz cię nie ma
Wysoki chłopaku z empeku numer 230
Wysiadłeś na przystanku przy Powstańców Warszawskich
patii mis@sp.pl
Jarek z dworca
Domiszka
Twoja na zawsze Ola
Gdzie jesteście
Samotni
?

sobota, 23 października 2010

Nadal jest jesień

Czasem już znowu pada śnieg. Wiesz jak to jest jak przed twoimi oczami pojawia się biała ścieżka. Drżysz, podkurczasz palce, twoje źrenice rozszerzają się i te wszystkie inne sprawy. A później wychodzi słońce. Bo to w końcu jest jesień. Nadal jest jesień.

środa, 6 października 2010

Kubica

Pozwól mi się urządzić
w domu moich marzeń
choćby sam Ben Kingsley zbudował go
z piasku i mgły
Odszedłem od ciebie ich panie
leniwie bez zbędnych gestów
na chwilę
na coraz dłużej
na kilka zbawiennych lat

niedziela, 26 września 2010

19

Tak sie nagle zachmurzyło
Bywa gwarnie. Bywa gwarnie jak to właśnie (po raz trzeci w dwóch zdaniach) bywa.
Szare sine ciężkie niebo
Zobaczyłem Cie za oknem

Mniej więcej dwadzieścia minut, czyli obecną jazdę autobusem dzieli nas od kresu naszej wędrówki. Od celu dnia. Od naszej Itaki. Wszystkie te określenia dotyczą jednego miejsca: klubu studenckiego Luzak
Wejdź do domu to nie zmokniesz
Może Ciebie tam nie było
Tylko ze mną coś sie stało
Znów mnie oszukała miłość

Pieprzone, nudne radio, pieprzone De Mono, pieprzeni ludzie. Alkohol dobija się uparcie do mojej głowy. Stan stosunkowo rzadki. W życiu upiłem się…można by policzyć na palcach jednej ręki. Ja doliczyłem do trzech
Zawsze było efektownie. Na cywilnym siostry rzygałem przez godzinę. Tak się kończy picie z Ukraińcami. Trzeba znać swoje miejsce w szeregu. A w tej grze byłem w drugiej linii. Organizm chciał jednak przedrzeć się na pierwszą linię frontu. Dlaczego nie piszę „ja” tylko „organizm”? Bo ja nie pamiętam momentu, kiedy organizm wrócił do stołu, okraszając to słowami:
Czemu kurwa jeszcze nie polane?!
Mnie tam nie było. Był organizm. Sytuacja numer dwa: wygrałem konkurs na najdłuższego bucha na urodzinach Miśki. Celebrowanie zwycięstwa trwało pięć minut. Stan nieprzytomności trwało sporo dłużej. Bywa .A później jak się ocknąłem… to bardzo długa historia.
Sytuacja numer trzy… każdy wie jak to jest na wyjazdach służbowych.
Tak pragnąłem Twego ciała
I widzę tylko Twoje kapelusze......
Jak statki na niebie
Jak statki na niebie
. Lalalala blehhhhhhhhhhhhhhhhhhhh
Ciemne chmury wiatr przegonił
Kiedy chciałem je dogonić

Chowam Specjala. Każdy chowa. Lekko przysłonięty przez klapy marynarki staję się automatycznie niewidoczny dla innych uczestników podróży. Każdy gdzieś jedzie, jedzie i wraca. Banał. Rozmawiamy…
I zmieniła sie pogoda,
Wiem, ze jutro Cie tu spotkam

O czymś i o niczym. O prawie budowlanym i nowej płycie Anathemy. O wyjazdach przyszłych i przeszłych. Gwar. Oprócz nas i kierowcy są może trzy osoby. Jest piątek i jest późno- to zrozumiałe. Młodzi wypełnili kluby lub podobnie do nas jadą jakimś mpkiem w towarzystwie innych trzech osób o również innych planach. Jadą zbawiać lateksowe panny o plastikowych mózgach i nieudaczne kopie Cristiano Ronaldo w rytm muzyki, która ma tyle wspólnego co szósta część Beethovena z szóstą symfonią Beethovena.
Starsi? Oni już śpią. Śpią znużeni czwartym piwem. Piwem które im się należało. Bo ciężko pracują, bo utrzymują rodziny, bo co to kurwa za życie i gdzie kurwa te czasy. Lepsze czasy.
Teraz sobie przypominam,
Dzisiaj tutaj byc nie mogłaś
Przecież jeszcze nie wróciłaś

Może lepiej, bo nie zmokłaś
Bo nie zmooookłaaaś iiiiiiiiii………
I widzę tylko Twoje kapelusze........
Jak statki na niebie

Żenujące. Świat muzyki. W radiu i poza. Mam czasem wrażenie, że funkcjonują dwie rzeczywistości kulturowe. Rzeczywistość Radia Zet i świat realny. W świecie Radia Zet cała populacja słucha do znużenia Beaty Kozidrak. A teraz pytanie do czytelnika:
Ilu znasz fanów Beaty Kozidrak?

Moja odpowiedź: Zero!
W świecie Radia Zet istnieje tylko wyłagodzony pop.
Rock? Nie ma. Hip Hop? A co to? Jazz Bądź pan poważny. Thrash Metal? Arrrrghhh Blues? Oh my Darling nie!
Istnieje jeden wielki plastikowy Pop.

Powietrze lekko drgało tak

Jezusmaria Kurwa Mać!
W dzień gorącego lata
Arggggghhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh
Nie wiem jak wpadłem na Twój ślad
W dzień gorącego lata
I wtedy to poznałem cię

Ja rozumiem każdy to zna, ale na litość boską tylko kretyn mógłby uwierzyć w to, że ktoś tego słucha.
W dzień gorącego lata
Wiedziałem, że przygarniesz mnie

dobra może znajdę jakiś pogrobowców polskiego popu n tym łez padole. Nikt nie mówi , że każdy musi mieć gust.
W dzień gorącego lata

A, a, a, w dzień gorącego lata
Nie ma to jak skomplikowany refren.
A, a, a, w dzień gorącego lata
W tym a,a,a coś jest. Mój mózg chciałby wydłużyć to a w nieskończoność.
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!

Był festyn spadających gwiazd
Festyn spadających gwiazd?! Na litość boską! ( używam imię pana Boga swego nadaremno, wszystko winą złego popu)
W dzień gorącego lata
Był zatrzymany dziwnie czas
W dzień gorącego lata

Choć ta nowa wokalistka………..mrauuuuu……no ładnie ładnie wygląda. Zresztą nie trudno dobrze wyglądać na tle grupy podstarzałych fanów Oasis.
I ogień był i pierwsze łzy
W dzień gorącego lata
Istniałaś dla mnie tylko Ty
W dzień gorącego lata

W dzień gorącego lata, la,la, la


A, a, a, w dzień gorącego lata
A, a, a, w dzień gorącego lata


Dość. Nastąpił przystanek Koniec.

niedziela, 5 września 2010

18

Zazwyczaj gdy odwiedzał to miejsce czuł pewien rodzaj mrowienia, w okolicy lędźwiowego odcinka kręgosłupa. Nigdy nie traktował tego, jako rzeczy niepokojącej. Według niego mrowienie było cielesnym dowodem na spokój jaki ogarniał jego organizm, zawsze gdy przechodził do tego domu.

Tym razem, weszli bardziej hałaśliwie niż zazwyczaj, co wiązało się z głośno- prowokacyjnym usposobieniem Emila.
Tu drzwi zawsze są otwarte, powiedział dość głośno, czy u was nie kradną?! Patrz Roki- Bielska- oaza spokoju! A jak okradną chatę będzie płacz.
Odpowiedziała im cisza, co akurat bardzo ich zdziwiło. Na Bielskiej było różnie, ale cicho było niezwykle rzadko
Może poszli do ogrodu?
Agata ma rację.
I byśmy ich nie słyszeli jak byliśmy przed domem, zapytał Emil.
Jakby jeden z nas nie pierdolił na okrągło i nie śpiewał jakiś idiotyzmów , to byśmy może ich usłyszeli, Agata podniosła zabarwiając wyrzutem ton głosu.
Oj tam, Emil starał się zbagatelizować sprawę, od razu tam śpiewał. Bardziej melorecytował.
Głupie piosenki.
Głupie ale swoje! Chodźmy więc do ogrodu, zaproponował Emil.
On stał cicho. Zazwyczaj mówił dużo. Obserwował ściany. Znał je dobrze.
Są tu od początku, zaśmiał się w duchu.
W oszukiwaniu mieszkańców wyszli więc na podwórko, by następnie skierować się do ogrodu , który to znajdował się na tyłach domu. Głosy dobiegające zza budynku upewniły ich, ze to dobry kierunek wyprawy.
O! Patrzcie, kto przyszedł!- Głos Aśki przywitał ich w ogrodzie.
Wy to naprawdę jesteście dojrzali, Emil zaczął ponownie swoją tyradę, która to tak była ubogacona ironią, ze nikt nie wierzył w jej prawdziwość. Drzwi otwarte, tylko wejść i kraść! Dobrze że żaden z nas nie jest złodziejem
Ja tam co mogłem to już wcześniej wyniosłem, uzupełnił Roki.
Ty tak, ale ja mówię o amatorach a nie zawodowcach.

To fenomenalne, pomyślał, z jednej strony wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie, a z drugiej… czasem czuję kolistość czasu i trwałość pewnych zdarzeń, ludzi i rzeczy.
Wiedział, że zdarzało mu się mitologizować czas i miejsce. Nigdy nie wiedział tak naprawdę czemu to służyło. Rzadko w sumie o tym myślał. Jego ulubione wytłumaczenie miało korzenie w literaturze, tak zresztą jak wiele poza tym wytłumaczeniem rzeczy. Beatnicy. To działało na wyobraźnie, każdego kto kiedykolwiek zetknął się z Kerouaciem, Ginsbergiem, Cassidym. I po raz kolejny przewija nam się motyw Deana Moriarty’ego.
Grill powoli się rozpalał.

And I'm so dirty
Call me daddy
You're so sexy
You can be my bad girl

If someone hurt you
And you tried to hide it
I'll cut you deeper
'Cause I know you like it

Pain I got, girl
Can satisfy you
But I can't love you
I won't even try to

And that junkie urge
Deep down inside you
Couldn't keep my secret
But I know you'd like to

Girl, you never gon' get
Love from a heart of stone
Some of us were just plain
Meant to be alone

I'm all out of secrets
I'm running out of lies
And I can see the end, girl
When I look into your eyes
Yeah, yeah, yeah, yeah

And I'm so nasty
And I'm so greedy
And I'm so lonesome
Girl, I'm so needy

Było stosunkowo ciepło, jak to bywa w czerwcowe wieczory. Grill całkowicie się już rozpalił, a powietrze nasyciło się całkowicie dymem i różnoraką skalą głosów. Jak zwykle bielskie siedzenie na trawie sprowadziło na Osiedle Mazurskie chordy pijaków i różnej maści dewiantów. Żart. To oczywiście żart.
-Kicikicikici- Emilowe udawanie kota wprawiało w dezorientacje Mańka, który jak to psy mają w zwyczaju biegał po ogródku w poszukiwaniu wywoływanego wcześniej Kota. Oczywiście, żadnego Kiciusia w pobliżu nie było. Manchester był psem bardzo miłym, każdy go lubił, w szczególności jego uzależnienie od pieszczot.
Każdy znał też psy mądrzejsze od Mańka.
Mańkowi na inteligencji raczej nie zależało. Dla niego było istotnym aby być podrapanym pod szyją(najlepiej aby go drapać cały czas), żeby nie był głodny i żeby mógł się zesrać dwa razy dziennie na w mikro-parku-polanie, która była blisko jego bloku.
Tak, Manchester nie był roszczeniowy.
Jak tam Emil praca, spytał Robak, słyszałem że awansowałeś
Mów mi do mnie panie kierowniku, hehe
Może od razu skrócę do panie?
Możesz, w tym momencie Emil zmienił ton głosu, w sumie cały czas uczę się. Racy sporo…
Taaa dlatego codziennie zamiast o 15 wracasz trzy godziny później, wtrąciła z wyrzutem Agata.
Kotek, wiesz że muszę się wykazać. Dostałem szansę od pani dyrektor, jedną jedyną.
No, Robak zaczął lekko nadgryzać kurczaka, którego właśnie zdjął z rusztu, w Olsztynie rzadko się zdarza możliwość pracy na takim stanowisku, szczególnie prawie od razu po studiach…
Wiem i dlatego się staram.

Ezoteryczny Poznań po godzinach szczytu
Cichy skwer
A pod latarniami spacerują dziwni goście
Nic nie noszą pod płaszczami
Z dziurawymi sumieniami goście marzą o atrakcjach
Taryfy stoją wszędzie
Tania błyskawiczna miłość
Na ruskich rejestracjach
SPOKOJNIE to tylko
Ezoteryczny Poznań
Miastem rządzi mafia
Przy placu obok Dwóch Krzyży
Pędzą szemrane auta
Jest tu kilka takich miejsc
Gdzie nie warto sie pałętać
I kilka takich miejsc
By zapomnieć i pamiętać

Kupiłam sobie nowe buty, Aśka zwróciła się w jego stronę.
Wiesz, odpowiedział jej z uśmiechem, jakoś w ostatnim czasie nie jest to zdarzenie dla mnie nowe. Które to już w ostatnim czasie?
Aśka usiadła na trawie, uprzednio poprawiając błękitny chropowaty koc, a następnie poprawiając swoją sukienkę aby czasem nie wymsknęło się spod niej nic co jest przeznaczone tylko i wyłącznie dla oczu Robaka.
No co? Przybrała w tym momencie minę słodkiej ośmiolatki
No nic Asiu, nie ukrywajmy , to nie pierwsze twoje nowe buty tej wiosny
No co kurwa, ośmiolatka dalej była nieco niewinna ale pewna doza wulgarności jej nie przeszkadzała, ósme , ale wszystkie są mi potrzebne, poza tym wiesz w końcu mogę się odbić trochę zakupowo dzięki pensji, co nie?
Jesteś chyba pierwszą nauczycielką , która nie narzeka na pensję, wtrącił się z boku niespodziewanie Wojtek.
Wojtek miał ciekawy pseudonim łączący się jednakowo z jego usposobieniem jak i z miejscem , w którym lubił przebywać.
Wojtek- Luzak.
Wiesz, odpowiedziała mu, roboty jest sporo, ale ważne że ją mam.
To fakt, odparł Wojtek
To śmieszne trochę, że nie liczy się teraz , czy praca jest ciekawa, czy dobrze płatna, liczy się że jest. Kończył właśnie trzecie piwo. Wojtek, podasz mi bułkę?
Jasne.
I tak uczynił.
Takie miasto, takie czasy, głos Aśki nieco posmutniał.
Wiesz, dodał Wojtek, lepsza jakaś kasa niż żadna.
Oczywiście, sam znał ból nieposiadania pieniędzy więc w zupełności zgadzał się ze słowami Wojtka, a jak ci tam idzie?
Daj spokój, cisną i cisną na tą sprzedaż.
A sprzedajesz coś?
Coś tam sprzedaję, ale wiesz jak to jest… praca na słuchawkach sama w sobie jest chujowa.
Fakt, choć w garnkach pracowało mi się przez pewien czas nawet znośnie.
Zbudowali fabryki
Opracowali maszyny
Produkują wódkę
Tak, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo wódki
Bo im tylko, tylko o to chodzi
Abyś sam sobie szkodził
Abyś sam nie mógł myśleć
Abyś sam nie mógł chodzić
Ustawili kominy
Zbudowali drabiny
To już wszystko pracuje
Pracuje i truje
Bo im tylko o to chodzi
Abyś sam sobie szkodził
Abyś sam nie mógł myśleć
Abyś sam nie mógł chodzić
Jeszcze dymią kominy
Produkują spaliny
Produkują wódkę
Tak, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo wódki
Bo im tylko, tylko o to chodzi
Abyś sam sobie szkodził
Abyś sam nie mógł myśleć
Abyś sam nie mógł chodzić

Rozmawiali o pracy. To naturalna kolej rzeczy. Kiedyś rozmawiali o studiach, teraz studia pojawiają się rzadziej. Czasem coś tam o podyplomówkach, czasem w kontekście ostatnich studiujących, a najrzadziej mówiąc o tych , którzy studia mają praktycznie za sobą. Praktycznie bo z różnorakich powodów nie zrobili jednej rzeczy. Nie napisali pracy magisterskiej.
I tak bywa.

Zazwyczaj nie były to rozmowy pełne szczęścia i optymizmu. Rynek pracy w Olsztynie nie prezentował się zbyt okazale. Nie ma się zresztą co dziwić przy kilkunastoprocentowej stopie bezrobocia w regionie. Dla wielu o wiele bardziej ważne było posiadanie pracy samej w sobie, niż szukanie czegoś , co odpowiadałoby ich ambicjom i pasjom. Bo jakby to wam powiedzieć moje drogie dzieci. Hmmm
Zdarza się, że życie, że otaczającą nas rzeczywistość… robią nas w chuja.
Dlaczego jest to oznaczone tak dużą czcionką?
Kto choć odrobinę przeżył wie o co chodzi, kto nie, pewnie i tak się dowie.

Pomyślał o tym, że chciał być dziennikarzem. Miał taki plan jeszcze w liceum. Stąd wybór taki a nie inny. Polonistyka najmniej przyszłościowy kierunek studiów świata.


(…)humaniści;
najbardziej spierdolony genetycznie plebs,
który, z małymi wyjątkami, przejawia w swym studiowaniu roszczeniową postawę,
domagając się wyższych stypendiów czy zniżek na komunikację miejską, które się im przecież, kurwa, należą;
wkoło organizuje debaty ze znanymi ludźmi,
z których kompletnie nic nie wynika; wśród tego typu można wyróżnić jeszcze podtypy:
a) doktrynerzy z nowej lewicy; na pewno uczęszczają do Klubów Krytyki Politycznej w swoim mieście.
b) feministki spod strzech katedr gender studies i social sciences; na gównie się znają, ale wydaje im się, że są omniscentne (swoją drogą szacun dla pana Pieniądzo, który jest autorem tej „wypowiedzi” za używanie wyrazów trudnych, balansujących na granicy istnienia); lubują się w używaniu słowa „przemoc”, które pasuje im jak ulał do każdej sytuacji z życia codziennego; chcą robić doktorat, ubolewając, że są skazani na promotora rodem z ciemnogrodu, reprezentanta ideologii szowinizmu (…)

Może i coś w tym jest. Ale Panowie i Panie! Nie ulegajmy internetowej nienawiści. Jeszcze nie teraz. Jeszcze przyjdzie czas na zjedzenie tego narodu. Do ostatniego kęsa. ( kęsu?)

Humaniści humanistami, ale tego wieczoru było ważne aby Specjal był taki jaki Specjal być powinien, a mięso było takie jakie powinno być dobre mięso z grilla.
Zabiję cię kurwo! Nieco nieprzystojąca do salonów wypowiedź Rokiego zwiastowała , że do grona gości na grillu dołączyły również komarzyce. I byli to goście, których nikt nie lubił, ale każdy ich przybycia się spodziewał.
Oby nas nie zjadły te komary, Ania krzątając się między grillem a swoim „siedliskiem” starała się zaklinać rzeczywistość.
Jak zaczną gryźć… to się zmyjemy do domu, zawyrokowała Asia używając pomysłu i postanowienie bądź co bądź najbardziej logicznego.
Na razie żyjemy, zasygnalizował swoją obecność Krzysiek Majchrzak, a później i tak pewnie się wszyscy zwiniemy do Luzaka?
No na pewno, odpowiedziała mu Ania, ale nie przesadzajmy, jest jeszcze masa jedzenia, trzeba coś z nim zrobić.
Aniu, w charakterystyczny ( wolny, wolny, wolny) sposób w dyskusję włączył się Piłat, jedzenie się zje, a jakże, tylko ja jednego nie rozumiem…
A czegóż to Piłat nie rozumiesz?
Po cholerę wy tam wszyscy do tego Luzaka chodzicie. Knajpa byle jaka, ludzi mało i piwo drogie i mały wybór…
Smakosz się znalazł. I jeszcze powiesz, że my cię Piłat na siłę tam zaciągamy.
No niby nie, ale jak człowiek chce gdzieś z wami wyjść…
Jak ty nigdzie nie wychodzisz?!
Bo wy do tego Luzaka…
Weź ty się Piłat ogarnij i sam siebie posłuchaj. Zresztą weź ty nie marudź…
I było to w wykonaniu Anii kolejne tego wieczoru myślenie życzeniowe.
Marudzenie było częścią Piłata tak nieodzowną jak nieprzymierzając jego ręka. Piłat i marudzenie żyli w szczęśliwej symbiozie.

Mamy trochę wolnego miejsca, więc korzystając z tego wrócimy tu do wywołanej wcześniej postaci Krzysztofa Majchrzaka. Forma Krzysztof jest tu może i adekwatna, ale używana niezwykle rzadko, więc spłaszczmy to wszystko do formy: Krzysiek.

Więc kim jest Krzysiek Majchrzak?
Po pierwsze człowiekiem… to raczej drodzy czytelnicy powinno być oczywiste. Nie opisuję tu bowiem trzeciorzędnej historii science-fiction. Z budowy ciała jest on osobnikiem dosyć sporym. Na oko można dać mu jakieś 190 cm wzrostu i ponad 1 hmmm10 kilogramów wagi. Więc jest co tulić, jakby ktoś chciał.

Oprócz budowy charakteryzują go jeszcze trzy rzeczy: bandaż na jednym z przedramion (bodajże lewym), charakterystyczna wada wymowy(niezbyt dokuczliwa i słyszalna, ale jednak występująca) oraz spora wiedza na temat prawa budowlanego. Każda z tych cech ma inne pochodzenie. Wada wymowy jest wrodzona, wiedza nabyta, natomiast bandaż… najciekawsze jest to, że nawet według samego Krzyśka bandaż jest tylko dla picu, gdyż jego przedramię jest całkowicie zdrowe. No cóż każdy jest tak modny jak lubi.

Stała za filarem
Miała modne spodnie, bluzę modną
I modny zegarek
Podszedł bliżej, przyjrzał się
Tak, to będzie ona
Wymarzona cud-kobieta
Może nawet żona

Chłopak zdobył się na gest
Skoczył po dwa drinki
Jak to cudo rusza się!
Jaki kolor szminki!
Teraz albo nigdy - myśli
Chłopak już nie może
You know babe
Trzymaj drinka
Czekam na danceflorze
A na płycie w reflektorach
Big rozczarowanie
Bo bez listka był zegarek
Bez pasków ubranie

Dyskoteka gra

Właśnie!
Gra muzyka.

Ukształtowanie muzyczne spotkań towarzyskich było raczej tłowe ( w języku polskim wyraz „tłowy” nie istnieje- do dzisiaj, ale jest on najlepszym określeniem stanu , który próbuję określić). Jednak to właśnie muzyka kształtowała stosunki międzyludzkie i była początkiem wielu historii związanych z tym miejscem. Muzyka dla jednych jednolita, a dla innych różnorodna. Główne punkty oparcia muzycznego kształtowała gitara, raczej elektryczna, a od osobnika zależało czy preferował aby ta gitara rzępoliła troszeczkę mocniej czy była muskana ledwo ledwo przez palce wirtuoza/wyrobnika sztuki gitarowej.
Jak kto lubi.
Przekrój był dosyć spory: od Hey i Anathemy poprzez Quens of the Stone Age tudzież Pearl Jam aż po Sabaton, Creatora a nwet Vadera i Behemotha. Dla każdego coś dobrego.
Można też było śpiewać Bryana Adamsa, ale tylko po pijaku i tylko o 5 rano.
There is Alllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll for one
One for allllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll

Ugryzienie komara nieco go pobudziło. Nigdy nie był energetyczną kulką emocji, co tłumaczył zazwyczaj budową swojego ciała.
Jestem duży więc nie muszę się niczym przejmować i emocjonować. Tak można by pokrótce określić jego życiową filozofię.
Pomyślał o kawie. A myślenie jego było nasiąknięte czułością.
EEE, pomyślał, dam sobie spokój. Wypije piwo i nie będę wymyślał.
Tak, był uzależniony od kawy. Czarnej bez żadnych dodatków. Po prawdzie było mu obojętne pochodzenie kawy. Miał wprawdzie swoje ulubione: Davidoffa, Kimbo i to coś co nazywa się biedronkowską Kawą o Poranku (wiedział, ze była to kawa zbożowa, ale potrafił z tym żyć), ale zazwyczaj było mu obojętne co pije, byleby tylko zapewnić krwi odpowiedni zastrzyk kofeiny.
Jestem winny wysoki sądzie, lecz nie zamierzam się poprawiać.
To było jego jedyne uzależnienie. Nie licząc ludzi i Internetu. Z całej trójki środkowy narkotyk najbardziej wpływał na jego psychikę. Potrzebował ludzi, choć z drugiej strony miał charakter samotnika. Sam uznawał ,że to zaskakująco sprzeczne wewnętrznie, ale tak było. Po prostu.
Słońce powoli pomarańczowiało, co było ewidentnym dowodem na coraz szybsze napływanie wieczoru. Połączone było to z narastającym z minuty na minutę ochłodzeniem atmosfery. Był to fakt tak samo oczywisty jak i przyjemny. Powodował on jednakowoż regularne przybywanie liczby ubrań przypadających na jednego uczestnika grillowania.
Trzeba będzie się niedługo zacząć zbierać do Luzaka, zdanie to, całkowicie logiczne i oczywiste, wyszło z ust osoby najodpowiedniejszej do wydania tego zdania, a zarazem jednej z niewielu w pełni uprawnionych do wydania komendy wymarszu- Ani.
Mężczyznom mimo wszystko się nie śpieszyło, co było spowodowane rzeczą prozaiczną- alkoholu do wypicia było jeszcze całkiem sporo, a nikomu nie uśmiechało się dokańczać piwa w autobusie, bo jak każdy wie w takich sytuacjach bywa różnie a mandaty, jak to mandaty bywają drogie i konieczne (lub nie) do zapłacenia.
Spokojnie, Aniu…
Piłat! Adresatka wcześniej wypowiedzianego zdania szybko rozpoznała nadawcę, mimo, że byłą odwrócona do niego plecami. Nie zamulaj! Masz godzinę. Zdążysz w tym czasie wypić to co masz.
Bardzo sprawne myślenie Aniu, odpowiedział, ale powiedz mi , skąd tyle pośpiechu w was?
A chcesz iść pieszo?
No nie chce, nikt nie chce…chociaż trochę ruchu by się człowiekowi zawsze przydało.
Ale czy ja cię wyrzucam z ogrodu? Jak chcesz siedź sobie nawet do nocy, bylebyś doczłapał się do Luzaka później.
Cały czas ten Luzak…
Nie marudź!
Nie marudzę, wyrażam tylko tą no dezaprobatę i zdanie osobne. Przecież Aniu wiesz, że ja tak i tak z wami tym autobusem pojadę.
Wiem i nie rozumiem po co ta rozmowa…
Ba, zaśmiał się Piłat, rozmawiać zawsze warto.
No niby tak, ale Piłat chyba zbyt rzadko poznawał w swoim życiu osoby nie mające nic do powiedzenia a mimo to produkujące słowa z szybkością Chińczyka produkującego Iphony.
W sumie, kontynuował, może będą w tym Luzaku jakieś dziewczyny z mojego rocznika.
A jak wygląda Piłat twój rocznik, zapytał Krzysiek Majchrzak znając z góry odpowiedź, bowiem każdy znał zasadę „rocznika” Piłata.
Docelowo dziewięć zero, ale tak naprawdę, wiesz Krzysiu, każda ładna dziewczyna jest z mojego rocznika, a już szczupłe brunetki to w ogóle są z mojego miesiąca i mojego dnia. Pokrewne dusze po prostu.
Zwyczajowo towarzystwo skwitowało to wyjaśnienie śmiechem.
I nastał gwar. I każdy rozmawiał z każdym, ale tym razem nie było żadnej Bożej wstawki, choć w sumie powoli zaczynał się proces mieszania się języków.

Trawa zaczęła powoli ciemnieć, co nie było w tym wypadku winą samej trawy a bardziej słońca, które na tą trawę przestało powoli świecić. A gdzieś w tle pojawił się spodziewanie księżyc. A o księżycu można by powiedzieć wszystko, tylko nie to, że rozjaśnia kolor trawy.
Tak więc trawa ciemniała, piwa powoli się opróżniały. Nie było wprawdzie korelacji pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami, ale tak się działo, więc nie wypada o tym milczeć.
Piwo się kończy, Emil podkreślił spostrzeżenie, które nasunęło się wszystkim jakieś dziesięć minut przed zdaniem wypowiedzianym.
Nie można było temu zaprzeczyć. Niedobitki, które miały jeszcze nieco większe zapasy alkoholu sączyły go niezwyczajnie wolno ukradkiem obserwując kompanów, pod kątem ewentualnej próby odbicia alkoholu z rąk obserwujących. Przyjaciele przyjaciółmi, ale w obliczu braku alkoholu to nawet człowiek człowiekowi wilkiem, a co dopiero przyjaciel.

środa, 1 września 2010

17

Jest nawet przyjemnie. Emil dopija ostatniego Specjala. Słońce lekko muska nasze twarze. Wdycham dzień razem z całym jego dobrodziejstwem. Siedzimy oparci o biało- popielate parapety tuż przed domem.
-Roki. Kurwa. Szybciej- Emil wysyła ponaglające sygnały w kierunku wnętrza domu.
-Moment. Musze założyć buty- Środek domu mu odpowiada, wypuszczając natychmiast ze swojej otchłani postać Rokiego
- No w końcu!- Podziękowanie od Emila skierowane było ku Wnętrzu- A już się bałem , że zobaczę tu pierwszy śnieg.
- Oj tam, oj tam!- Roki zrobił minę figlarnego lalusia ( jedna z jego min zapasowych) – musiałem się przypudrować , a tu takie halo od razu.
Emil w dalszym ciągu udawał złość:
- Strojniś się znalazł!
Oczywiście nikt mu nie wierzył, gdyż cała trójka nie raz już przerabiała z nim takie gierki. Zabawa słowna w przedrzeźnianie, w kłótnie.
Z zachodu dociera do nas zapach lekkiej spalenizny. Oznacza to jedno- działki kończą powoli swój żywot. Rzecz klasyczna dla cyklu życiowego opartego o przepływ pór roku.
Jest październik.
W sumie to moja ulubiona pora roku. Zawsze kojarzyła mi się z jabłecznikiem i z graniem w piłkę w lekko mroźnej aczkolwiek nadal słonecznej atmosferze. Jako dziecko uwielbiałem przebywać w październiku na podwórku. W inne miesiące to nie było takie oczywiste. Biegałem za piłką jak głupi. Głównie sam. Odgrywałem w tym czasie chyba kolejki piłkarskie wszystkich lig europejskich.

Z czasem piłka schodziła na dalszy tor . Ustępowała miejsca literaturze. Początkowo rodzice nie do końca ze zrozumieniem podchodzili do sytuacji , że ich nastoletni syn , nie siedzi z nimi w kuchni, tylko robi sobie kawę zbożową i idzie z antologią poezji polskiej XX-wieku na dwór by usiąść na ławce i czytać, od czasu do czasu pociągając kawy z kubka. Później uznali po prostu , ze jestem inny . No i dali sobie spokój.
- A oni wiedzą , że dzisiaj będziemy?- zapytał Emil
- Wiedzą.
- I nic nie mówili?
- A co mieliby mówić. Anka się nawet ucieszyła. Zresztą sama was zapraszała wiele razy.
- A Aśka co? Nie idzie z nami?
- No właśnie…- wtrąciła Agata
- Aśka już tam jest od wczoraj. Zresztą …. Hmmm… w przyszłości się przyzwyczaisz.
- Ja bym tak Aśce nie dał sobie długo przesiadywać w moim mieszkaniu.
- Zobaczymy, zobaczymy…
-Co zobaczymy?! Na kawę i do domu.
To zdanie Emil skwitował śmiechem. Parę następnych sekund szliśmy w milczeniu.

Dlaczego lubiłem czytać na werandzie i w taki sposób zajmować sobie październikowe popołudnie?
Po pierwsze to kwestia słońca. Weranda była ustawiona oknami na zachód. O ile więc siedzenie w niej latem było nieznośne, o tyle w październiku, w szczególności około godziny 16 było wręcz cudownie.

Mijamy domy. Naturalna sprawa jeśli ktoś mieszka w mieście, a i na wsi to nie rzadkość. Ogólnie można powiedzieć, że Osiedle Mazurskie jest nawet tymi domami wypełnione. Różni się tym od reszty miasta, które pod względem architektonicznym, jest bardziej blokowo- kamieniczne.

Zgodnie z legendą, czyli relacją pewnego profesora pamiętającego lata 70- te była to początkowo osada poza Olsztynem. Nie byle jaka osada. Była to, bowiem osada ludzi zamożnych i prominentnych. Mieli oni jeden wspólny cel: nie mieszkać w Olsztynie. Pudło. Nie udało się jednym słowem. Oni wprawdzie do miasta nie wrócili, ale miasto przyszło do nich i zabudowało się dookoła. Zresztą jeśli ktoś obserwuje zachowanie się miast wobec takich zachcianek ich byłych mieszkańców , może zauważyć jedno: ostatecznie zawsze miasto zje to co jest wokół niego. Dlaczego? Bo miasto z charakteru jest świnią.

Po drugie to kwestia , można by powiedzieć, umysłowego plagiatowania. Chociaż nie. Lepsze by było stwierdzenie samplingu, lub bardziej staroświecko- natchnienia.

Zazwyczaj bowiem schemat wyglądał tak , że po zacząłem czytać, czytałem tak czytałem, i nagle przychodziła fraza. Przychodzenie fraz to ciemna strona „bycia poetą” ( określenie nadęte i puste) gdyż jak się okazywało później, najlepsze frazy to te, które człowiek zapomina, lub nie może ich zapisać. Do dziś upieram się, że gdyby nie to zostałbym nowym Rimbaudem.


zazwyczaj mam problemy
w prostym komunikowaniu się

tak żeby a znaczyło a a nie be

Idź ty kurwa z twoją przeintelektualizowaną gadką!

fakty są jasne
pragnienia proste
sukcesy nieprzewidziane






-No normalnie debile- Agata tak podsumowała rozmowę, która akurat toczy się między Rokim a Emilem.

Idę z boku po cichu i bez pośpiechu. Emil trąca mnie z boku.

- Nie garb się!
- Nie garbię.
- Co tak nic nie mówisz?
- Czasem nic nie mówię.
- A dziwisz mu się?!- Agata wtrąca się , tak jakby w mojej obronie- Co ma mówić jak idzie w gości z debilem!
- Nie debilem. Po prostu wymyśliliśmy z Rokim jak wygląda związek idealny.
-Właśnie- Roki poczuł się chyba wywołany do tablicy- Zresztą to proste.
- Wiem. Słyszałam.
Mimo to Roki postanowił nam to objaśnić.
- No to jest tak. Jesteś z panną. Ona cię zdradza. Ty popadasz w alkoholizm. Ona czuję się winna. Wraca do ciebie. Wie , że jest winna. To ty jak pijesz , to ona ci wódki podaje. Bo wie, że masz racje, że pijesz. A jeszcze od czasu do czasu ją przelecisz.
Pokrętne, ale nawet logiczne.
- No widzisz kochanie- Emil postanawia nieświadomie potwierdzić moje zdanie- To jest i logiczne i życiowe.
-Naoglądaliście się głupot- Agata jest bardziej sceptyczna.

Głupoty są w naszym przekonaniu nieodzownymi elementami życia. Oczywiście warto wszystko hmmm wyważyć. Nadmiar głupot powoduję zidiocenie, niedobór natomiast sprawia , że stajesz się artystą. Niech każdy osądzi co gorsze.

Droga nie Bielską przypomina łagodną wersję drogi na Golgotę tudzież początek jakiegoś podjazdu, który poprzedza wkroczenie kolarzy w górskie odcinki Tour de France. Nachylenie drogi nie bije zapewne rekordów procentowych, ale mogę zapewnić, że jest jak w życiu- cały czas pod górę, minimalnie ale jednak pod górę.

Rzędy domów. Mijamy rzędy domów. Mijamy rzędy domów, po części różnorodnych, po części jednostajnych. Czasem to tylko kwestia otynkowania. Białe, zielone, różowe. Częściej to rzecz gustu. Zważywszy na to, że zdecydowana część budynków mieszczących się na ulicy Elbląskiej powstała na przełomie lat 70-tych i 80-tych mamy tu znakomity przegląd socjalistycznej myśli architektonicznej tamtych czasów.

Jest więc dom klasyczny, niczym nie różniący się od milionów domów na świecie. Tak nudny i oczywisty, że nie warto o nim wspominać. Mamy też klasyczny kwadrat- złote dziecko architektury Peerelowskiej. Jednocześnie jest to utrapienie dekarzy i ich koszmar zarazem zważywszy na to, że dzięki swojemu kształtowi nie posiada on klasycznej konstrukcji dachowej.

Widząc taki dom można spokojnie powiedzieć również coś o jego właścicielu. Wprawdzie mówi się, że nie powinno się oceniać książki o okładce, ale w tym wypadku prawdopodobieństwo postawienia błędnej tezy jest znikome. Świat właścicieli kwadratowych domków jest dosyć malutki i zamieszkują go dwie rasy, które trzeba określić uwzględniając terminologię bądź co bądź gierkowską. A więc mamy tu prosty podział na przedstawicieli narodu oraz tak zwaną inicjatywę prywatną. Granica między tymi dwoma grupami jest dziwna, gdyż można by ją nazwać płynno-ostrą. Dlaczego? Bowiem hipotetycznie rzecz ujmując mamy tu osobniki stojące po dwóch stronach barykady, ale przepływ osobowy pomiędzy tymi dwoma nacjami był taki duży, że po czasie trudno było stwierdzić komuś stojącemu z boku, kto jest kto. I tyle na ten temat.

Oczywiście zdarzają się też wyjątki architektoniczne, a raczej bez wyjątki, ponieważ wszystkie one bez wyjątku należą do grupy: pijany wid architekta.
Christpher Lambert, wymień trzy jego filmy. No dawaj Roki.
Emil rzuca nam wyzwanie.
Po chuj wam takie konkursy, dziwi się Agata, czy faceci zawsze muszą konkurować?
Roki podejmuje rękawice.
No, Nieśmiertelny…, kurwa….Nieśmiertelny 2
Sequele się nie liczą!
Dlaczego?
Bo nie! Myślisz, że to takie łatwe?
Śmiejemy się wszyscy
Nie wiem
Dobra, Krzysiek dawaj…
Nieśmiertelny, powtarzam początek Rokiego, Greystoke- legenda Tarzana, no i…O! Nirvana!
Nirvana? Roki kwestionuję moją wypowiedź
Tak, Emil niczym stary mentor ogłasza moje zwycięstwo, był taki film, słaby ale był
No i po co wam to? Agata dalej ma wątpliwości co do sensu gry.
No bo widzisz kochanie to jest tak. Masz na świecie znanych aktorów tak?
Tak, no i co z tego?
No i to, że czasem jest tak, że każdy zna gościa a nikt nie potrafi wymienić ci choćby trzech filmów z jego udziałem.
Tak jak tego gościa z „Parku Jurajskiego”?
No tak, każdy go zna, wiedzą że to Sam Neil a nie wiedzą gdzie grał jeszcze. A, że Krzysiek i ja znamy się bądź co bądź na kinie lepiej niż większość zasrańców, która uważa że coś wie, to się bawimy.
Po co?
Po gówno!

I nastała cisza.
A atmosfera napięła się do granic możliwości

niedziela, 29 sierpnia 2010

16

Zbieramy się powoli jednak do przodu. W międzyczasie, który nie istnieje trzeba dopić jeszcze resztki zakupionego jeszcze przez Emila piwa.

- Jak jeszcze raz będzie się ze mną kłócił to mu zajebie- Emil dzieli się ze mną tą obietnicą niby po kryjomu, jednak wystarczająco głośno aby usłyszała to reszta osób w pokoju- Gdyby nie to, że to twoje mieszkanie, i że jednak jestem tu gościem zajebałbym mu. Wiesz o tym.
- Wiem- Bo wiem, że by to zrobił. Innej odpowiedzi nie ma.

Wiadomo zresztą, o kogo chodzi. Rysiek. Jeśli coś o kimś się tu ostatnio źle mówi lub komuś coś chce się zrobić coś złego zawsze chodzi o Ryśka. Taka już wypracowana przez miesiące jego ciężkiego życia reguła. Chcesz tu kogoś uderzyć. To zawsze chodzi o Ryśka.

Postacie antagonistów nie są przeze mnie jednoznacznie nakreślone. Sami zresztą pewnie zauważyliście. Mahatma Ryszard pojawił się coprawdaż (ładne niezrozumiałe dla wszystkich górnolotne słowo zawsze wzbogaca tekst) w pierwszej scenie, ale było tylko lekkie nakreślenie postaci. W sumie zostańmy na tym lekkim nakreśleniu.
Dlaczego?
Po pierwsze rozwijanie postaci powinno być stosowane w przypadku kogoś z ciekawą i rozbudowaną mentalnością , powierzchownością lub intrygującym intelektem. Nasz bohater numer 1 nie spełnia żadnego z kryteriów. Po drugie… nie ma o kim gadać.

Logika nakazuje więc przejść do bohatera numer 2.
Emil

Tak. On spełnia wszystkie trzy kryteria aż nadto. Można nawet powiedzieć , że jest jednym wielkim zbiornikiem wypełnionym po brzegi koktajlem z tych kryteriów. A musicie wiedzieć jedno. Ten koktajl jest trujący.

Co do kwestii charakterystyki. Pierwszego elementu jego psychiki mieliście już możliwość zasmakować. Emil jest jakby to określić… kłótliwy.

Przykładowa rozmowa:
Miejsce akcji: Luzak.
Czas akcji: noc
Agata( Dziewczyna Emila. Kobieta notabene wypełniona bezkresem tolerancji dla zachowań Emila):
Gdzie Emil?
Ja:
Na dworzu. Z kimś się tam kłóci.
Agata:
Acha. A już się martwiłam.

Koniec charakterystyki.
Zawsze można niby powiedzieć więcej, lecz jeszcze częściej można powiedzieć za dużo. Spokojnie. Niedługo poznacie kolejne elementy tej układanki. Nie ręczę za to, że wszystkie puzzle są na miejscu. Po prostu z tysiąca części dostaniecie odpowiednią ilość, która wystarczy do zbudowania ramki. Co do środka… to kwestia intuicji. Zostawiam wam pole do popisu. Czyli klasyczne:

Kto zabił?
Trup będzie się ścielił gęsto.
Zaczęło padać. Wraz z każdą kroplą poziom naszych chęci opadał minimalnie. Wiosenny deszcz jest niezbyt dokuczliwy. Lekko spadające krople dają ulgę po całym dniu tego niesamowicie gorącego maja.
Zakładam trampki, sraczkowatozieloną kurtkę i do przodu. Poprzez tunel duchoty przecinany przez pojedyncze krople deszczu.
- Może zagramy jutro w piłkę?- Propozycja Emila jest kusząca.
Obaj mamy jednak świadomość, że przekucie słów w czyny nie będzie zbyt łatwe.
-Można- Tworzymy ludzki kwadrat. Z przodu Agata z Rokim. Emil i ja tworzymy tylne koła tego wozu.- Trzeba tylko ludzi zebrać.
- W Morągu by nie było problemu- Jakbym usłyszał lekką nutkę tęsknoty za domem.
- No, tu niby też są chętni- Cały czas się łudzę- Trzeba dać znać ludziom.
- Wystarczy dziesięciu- Wystarczy?! Raz udało nam się tylu zebrać. Raz.
- Spoko. Podzwonię po ludziach.- W sumie niewiele za to płacę, więc mogę spróbować.
Wleczemy się. Nie ma co się śpieszyć. Cisza przed burzą. Przed deszczem alkoholu. Pierwszym wyzwaniem i zarazem trudnością związaną z jutrzejszym meczem nie będzie zebranie ludzi. Najtrudniejsze będzie zebranie siebie.
Wracając do futbolu. Jak powiedział kiedyś Albert Camus: „ Piłka nożna to najważniejsza z najmniej ważnych rzeczy świata”. Święte słowa. Sam Camus by sobie pogratulował spostrzegawczości, gdyby był świadkiem naszych rozmów na temat futbolu, które toczą się przy każdej sposobności.
Tworzymy dwa obozy.

Obóz A: Ja
Klub: Real Madryt
Kibic od: no będzie już jakieś 15 lat za Realem, i jakieś zawsze za piłką nożną
Pozycja rozmowy: Jestem przedstawicielem najwybitniejszego klubu wszechczasów.
Obóz B: Emil
Klub: Manchester United
Kibic od: będzie z kilkanaście lat
Pozycja rozmowy: Nikt nie jest większy niż Manchester United!
Nie jest lekko. Choć prawdę powiedziawszy nasze kłótnie z reguły wyglądają tak samo.
-Kurwa!- Emil klasycznie rozpoczyna- Pieprzyłbym Real . Pieprzyłbym ,gdyby nie to, ze kradniecie nam piłkarzy!- Ma odrobinę racji. Dobra! Ma całkowitą racje.
Lista jest krótka, ale treściwa: Dawid Beckham, Gabriel Heinze, Ruud van Nistelrooy, Cristiano Ronaldo. Trzy legendy i jeden koleś, który został ściągnięty, bo był najlepszym kumplem Cristiano. O ironio, kiedy tenże w końcu przeszedł do Realu, Heine musiał się z Madrytem pożegnać. Po prostu zabrakło dla niego miejsca. Oddano go bez żalu do Marsylii , mimo że był naprawdę dobrym obrońcom, a od czasów Fernando Hierro nie było ich tak wielu na Santiago Bernabeu.
Argument mocny, ale można go odeprzeć: wiesz, żeby ktoś kupił, ktoś musi chcieć sprzedać. Kolejny fakt: Ferguson bez żalu rozstał się zarówno z Beckhamem jak i van Nistelrooyem. Dlaczego?
Bo nikt nie jest większy niż Manchester United!
Niech wam to zostanie w głowach na wieki.
Tak. Ale dlaczego wybierają akurat Madryt
?!

Bo chcą grać w najlepszym klubie wszechczasów.

I to jest zły ruch.
Później wszystko utartymi już drogami. Powrót do pewnej katastrofy samolotowej. Następnie kilka odtworzeń Flower sof Manchester na Youtubie. Ewentualnie przerywnikiem może być reklama Premiership z roku 1998 z Seanem Beanem w roli głównej( swoją drogą rewelacyjny spot). Zakończone jest to konkluzją znaną nam już dobrze:
Bo nikt nie jest większy niż Manchester United!

Uczciwie mówiąc nigdy nie zmieniamy zdań. Siedzimy okopani na swoich pozycjach i strzelamy do siebie z dobrze nam znanych argumentów. Zresztą, po co coś zmieniać, skoro jest fun. A jak jest fun to jest dobrze.
Jest też druga opcja na rozwiązanie sporów, choć czasem to ona staję się przyczynkiem do nich.
Pytanie: Jak dorośli mężczyźni powinni pokazywać przeciwnikom swoją wyższość:
Odpowiedzi:
A) Poprzez klasyczne porównanie penisów
B) Bójka
C) Poprzez zwycięstwo w sportowej rywalizacji
Prawidłowa odpowiedź (?): C
I tak uprawiamy sportową rywalizację. Jaki sport? Jak na mężczyzn nowoczesnych przystało : sport elektroniczny. Nie pada, słońce nie świeci, człowiek się nie spoci ( może ten ostatni argument nie zawsze jest trafny).
Czyli krótko: uruchamiamy Pro Evolution Soccer, wybieramy Manchester i Real, no i zaczyna się rzeźnia.
Pierwsze spostrzeżenie:
- Ty skurwysynu- Emil kieruję te życzliwe słowa do „Komputera”- Dlaczego nigdy nie gramy na Old Trafford?
„Komputer” nigdy nie odpowiada, bo wie że Emil ma rację.
Po prostu taki jest futbol.

czwartek, 12 sierpnia 2010

Prywatny schowek

Edward nie żyje
w sobie
tylko dzieli czas między wszystkich
innych
nie posiada spraw
osobistych
charakterystycznych tylko dla pierwszej osoby bytu
lecz bagaż właściwych nie mu
problemów ludzi mu znajomych
Edward jednak posiada
tajemnicę
własny wewnętrzny schowek
nie taki w okolicach pępka
lecz gdzieś pomiędzy neuronami
chowa setki Edwardów
niczym Pantery w piwnicy
wszystko zamknięte na klucz
na razie
na Amen

piątek, 16 lipca 2010

Chwila spędzona z pierwszą śmiercią

Chłopiec
w wieku określanym na lata początkowo
szkolne siedzi na schodach
bloku uderzając bezwładnie o betonowe
stopnie
sytuacja zwyczajna i jednostajna z wielu
punktów widzenia
chłopiec nastawia twarz do słońca
twarz wielu chłopców w wieku określanym
na lata początkowo szkolne siedzących
na schodach przed swoimi blokami
Cień
chyba znał tego pana
co tak krzyczał i tak szybko spadał
Liść
Tak
Wtedy pomyślał o liściu
A później płakał całą noc

poniedziałek, 5 lipca 2010

Błąd systemu

Wyszedł na spacer
po cybernetycznej rzeczywistości
i dotąd nie wraca
rodzina się niepokoi i wysyła sygnały alarmowe
w obawie, ze jego płyta główna została zjedzona przez robaki
ukryte w koniach trojańskich intercywilizacji
Jego życie jest error
error
error
?

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Hiszpania

Wiem
czasem bywam rozczarowującym hitem dnia
konstelacją gwiazd
nie potrafiacą przebić się przez twoja
szczelną niczym Szwajcaria
chłodną obronę
to nie koniec babe
u mnie jest spokój
mieszka mu się dobrze
i całkiem nieźle radzi sobie w grze ofensywnej
w kolejnym meczu rozbiję cię Czile

piątek, 11 czerwca 2010

Pierwszy murzyn w mieście

Początki zazwyczaj bywają trudne
Mówią jedni
Inni po prostu każą ci sperdalać
Disslike you swiecie czasem
mówię ja
twój podmiot coraz rzadziej liryczny

niedziela, 30 maja 2010

Chill

Powietrze napływa kebabami
magia
coraz mniejszych makroojczyzn w mikroświatach

Eldo
ma 27 lat
i to jest jego życie

a matka wciąż powtarza: czas wrócić do domu
Mamo
ale ja ostatnio nigdzie nie wychodziłem
będzie tego lat sześć

cały czas cztery ściany wypełnione
lawendą , hardkorem i kawą

toczy się...toczy wszystko
chillout mamo chillout

środa, 19 maja 2010

Patrol

Oddałem koszulkę z Woodstocku
pewnej Austriaczce poznanej w Bułgarii
, nowoczesnosć Europy dobija i podnieca zarazem,
która miała do zaoferowania dużo mysli
i jeszcze większe alpejskie piersi
warto było
srednio
co kilka tygodni
zdarza mi się
scierać z twarzy błoto
bywa że skóra zdmuchuje sie
samoistnie z oparów alkoholu
dzięki snom
w których nie ma Wietnamu
a i tak nie są symbolem
pokojowego patrolu

środa, 12 maja 2010

11

W soboty
zazwyczaj wstaję około jedenastej
wiele rzeczy wpływa na taki rozwój
zdarzeń
podobno kto rano wstaje ten dostaje
tak mówią
mówią też że premier ma na rękach krew prezydenta
ufać ludziom to głupie

odkąd
zobaczyłem Johny'ego Rottena
w reklamie masła
chodzę jakoś ospały

jestem Cristiano Ronaldo i w telewizji mówię po polsku

bywa
jakby napisał Kurt V
ktoś inny by napisał że to śmierć
ludzkiej myśli
obaj mieliby rację

każdy ma swoje zdania i hobby
system zachowań poprawnych
i nie

ja
w soboty zazwyczaj wstaję o 11

środa, 5 maja 2010

Popołudnie w domu kobiet

Pokoje wypełnił sen
Spokojny, bezbronny, dziecięcy
Małe dziewczynki nie upajają się jeszcze
Nową kolekcją chaosu uzupełnioną
Niemiarą alkoholu
Czas upływa
Koniecznie

piątek, 30 kwietnia 2010

dissworldwork

Odczucie chwili bazuje na uczuciu: disslike work. Jutro podobno jest swięto. Swieto pracy. To brzmi durnie. W swiecie gdzie 90 % spoleczenstwa , gdyby mialo mozliwosć, zrezygnowalo by z wykonywania zawodu, czczenie pojęcia "praca" jest w moim przekonaniu dosyć absurdalne. Mam swiadomosć, że spłycam temat, że to swięto osób pracujących. Fakt...fuck the praca. Napijmy się...

czwartek, 22 kwietnia 2010

Back

Snieg mi nie przeszkadza. Urodziłem się w lutym. Urodziłem się w mrozie i sniegu. Podobno zimowe szczeniaki są silniejsze. Ja na pewno jestem wyższy. Nie wiem czy w lutym rodzą sie same giganty. Królowie mocy wychowani na kanapkach z gradu. I zapewne nie ma też zimą pomoru sierpniowych ludzkich szczeniąt. Więc niech pada, niech nas zasypie.

środa, 31 marca 2010

Kinder-Jajo

Dawno już nic mi się nie sniło. To dobry omen. Sny zwykle przypadają u mnie na okres posuchy.
Zawsze są jakies swięta , zawsze są jakies prezenty, zawsze jestem splukany. Nagromadzenie to powoduje że nie wiem czy kupić mojemu chrzesniakowi dwa Kinder-Jaja czy wiaderko za dziesięć złotych.
Kiedys będę bogaty i kupię mu wiaderko za 20 zlotych i to nawet z grabkami w komplecie.

czwartek, 25 marca 2010

Koszyk

Ogólnie rzecz biorąc wszystko pachnie glebą i zapowiada sie że już niedlugo spoleczeństwo zwiększy znacznie swoja tolerancje na alkohol. Po ostatnich zdarzeniach mogę stwierdzić z calą dozą powagi, że im bardziej zapewniam , że wszystkie legendy dotyczące organizacji paramilitarnej Olsztyn Wschodni są nie do końca trafne i prawdziwe, tym bardziej skłaniam swoimi późniejszymi dzialaniami do tego aby moi wspólrozmówcy jednak utwierdzali się w przekonaniu, że jestemy chamscy i źli. Mniejsza o to, zresztą. Czas kupić pomidory i pograć w koszykówkę.

poniedziałek, 8 marca 2010

Tonik

mam w portfelu tylko duszę
i dowód osobisty
swiadectwa posiadania siebie
,pewnego swiata
oraz naleźnosci za gin z tonikiem
czasy kryzysu
przyszly zaskakująco mocno i sprawnie
a pomarańcze w San Francisco są niepokojąco tanie

piątek, 5 marca 2010

Pretender

Ostatnio coraz rzadziej bawie się w poezje
szkoda wątroby i czasu
Michal ma tramal
Ja
hektolitry kawy
I setki zdań które krzyczą
tylko w zakamarkach mózgu
Już nie ma Nas
Zreszta forma "my"
zawsze nastręczala mi trudnosci
Jest cicho
I tak ma być
Zapelniam pustke glosem Dave'a Grohla
Po raz kolejny ktos stoi sam przeciw swiatu

piątek, 26 lutego 2010

Bez szczególnych oznak polskości

Klapal dziobem
bez potwierdzenia faktow i zdarzen
w szczegolnosci
byl perpetum mobile slowowtoku
w gronie znajomych i nie
calosc glownie opowiadala o niczym
wprowadzala jednak ogolnie w stan
:)
na forach pisal
bez szczegolnych oznak polskosci
konsekwentnie wpisujac sie w tematyke
drugiego utworu Lony
na pewnej absurdalnej plycie
i tak mowil i mowil
laczac gloski
w niekonczacy sie korowod glosow i glossow
az w koncu kiedys umarl
gdzie moral?
nigdzie

piątek, 19 lutego 2010

Napad

Wyjąl broń na znak
Że jednych kryzys dotyka bardziej niż innych
Ochroniarz szybko zorientowal się
że jest podobnie jak w kryminalach
W których tak zaczytywal się w czasie pracy
Nie jest tak jak w Biedronce
Skończylo się dobre
pomyslal
Kilka sekund
Jedna dwie serie slow
I padl
Caly system spoliczkowany slowem
Zlodzieje

niedziela, 14 lutego 2010

15

Cristobal MacKenzie.

Odpłynąłem. Myśli zawędrowały gdzieś tam nad wody w pobliżu Antarktydy, by po raz kolejny towarzyszyć rozmowom MacKenziech.

Kobiety.

Od samego początku identyfikowałem się z Gabrielem. Nietrudno wszakże znaleźć pewne podobieństwa. Obaj mamy twarz dziecka i obaj…hmmm jakoś nasze rdzenie wewnętrzne są …jakby to powiedzieć… niezbyt stalowe.

Krótkie rozmyślania o stosunkach damsko- męskich.

Tak naprawdę każdy z nas jest pewien, że jest ekspertem w tej dziedzinie. Bez wyjątku. Stąd też taka mnogość rad.
Zrób tak i tak!
Nie! Ja wiem co on/ona myśli- zrób tak i tak!
Nie! Bo kobiety/mężczyźni potrzebują żebyś był/była bardziej taka/taki.

Bla bla bla

Każdy w pewnym sensie jest jak Sokrates. Tyle, że my nie wiemy , że nic nie wiemy.
Z jednej strony to wszystko jest jak próba ponownego wynalezienia koła. Wszystko już było. Naprawdę- wszystko już było. Miliardy osób przeżywało szczęśliwe i nieszczęśliwe chwilę na miliard sposobów.
To banał.
To wszystko banał.
















??

Słychać pukanie do drzwi
Robert
Oho!
Krzysztof
Oho!
Robert
Oho!
Krzysztof
Oho!
Robert
Chyba ktoś puka.
Krzysztof
Chyba na pewno
Robert
Co robić?
Krzysztof
Otworzyć?
Robert
Zawsze wybierasz plebejskie rozwiązania. No cóż…
W kierunku drzwi
Proszę!
Drzwi się otwierają. Wchodzi Magdalena
Magdalena
Dzień dobry panowie.
Krzysztof i Robert
Serwus panieńko!
Magdalena
Oj chłopcy! Chłopcy! Co tak siedzicie smętnie?
Krzysztof
Oj Magdaleno! A to to nie wiesz?
Robert
Życie, życie…
Krzysztof
Jest nowelą…
Robert
…wczoraj biały, biały welon…
Krzysztof
…jutro białe, białe włosy…
Robert
I tak dzień za dniem ten marny świat przemija
Krzysztof
I doszliśmy do wniosku.
W kierunku Roberta
Powiemy jej drogi kompanie?
Robert kiwa potakująco głową
Krzysztof i Robert( w tle brzmią fanfary)
Lepiej zalać pałkę siedząc w fotelu
Niż być smętną pałą w tym życia burdelu!
Magdalena
Smucą mnie wasze słowa panowie. Oj smucą. Defetyzm z was wypływa.
Robert
Droga koleżanko. Trzeba zdać sobie sprawę, że defetyzm jest wpisany w losy ludzkości i koniec końców nie jest taki zły. Dla przykładu…
Magdalena
O! Masz mój drogi dobry przykład na pożyteczność z defetyzmu?
Robert
W sumie nie, ale zawsze jak człowiek powie dla przykładu… to tak jakby był odrobinę bardziej elokwentny… no wiesz, że niby oczytany jest i rzuca przykładami.
Krzysztof
Dla przykładu…
Robert
O! to to to! Jedno zdanie i już nasz kolega Krzysztof wydaję się mądrzejszy.
Magdalena
Hmmm. Coś w tym jest. Tak patrzę na niego… i jakoś wydaję mi się bardziej inteligentny niż wczoraj.
W kierunku Krzysztofa
Wiesz jesteś trochę podobny z profilu do Aleksandra Macedońskiego
Krzysztof
To przez mój grecki nos
Magdalena
Grecki?! Nie jednak nadal jesteś głupkiem. Czar prysł.
Krzysztof
Życie
Robert
Jak widać nic nie jest nam dane raz na zawsze.
Magdalena
No ale my tu gadu-gadu , a ja może coś zaśpiewam!
Krzysztof
Ech, droga koleżanko. Śpiewanie jest oględnie mówiąc zajęciem nieco dziecięcym, nieco też plebejskim
Magdalena
Czar już prysł – ostatecznie. Kolego Krzysztofie.













Hulp[p[p---;’
\’’;’]\

Krzysztof
Życie.

Magdalena (smutno w kierunku Krzysztofa)
Wiesz , jak nie chcesz to nie muszę śpiewać…
Krzysztof ( łapie ją „przyjacielsko” za ramię)
Zaśpiewaj… proszę…
Magdalena( podnosi głowę)
No ok. zaczynajmy
(uśmiecha się)
To będzie moja wersja wiersza bez tytułu Osipa Mendelsztama
(na melodię pasującą do tego tekstu. Mężczyźni podrygują w tle, za oknem na parapecie siedzą dwa czerwone sarony)

Ja, uzbrojony we wzrok wąskich os,
Co w oś, os ziemską wpiły się żądłami,
Przeczuwam wszystko to, co da mi los,
I wszystko znam - na próżno i na pamięć.

Nie dla mnie mowa farb, nie dla mnie śpiew,
Nie dla mnie wodzić smyczkiem czarnogłosym:
Ja tylko w życie wpijam się i śmiem
Zazdrościć chytrym i potężnym osom.

O, gdyby mnie, gdyby i mnie choć raz
Udało się, wbrew śmierci i senności,
Przez świergot lata i przez słońca blask
Słyszeć zgrzyt osi ziemskiej, ziemskiej osi...

Krzysztof (z pełnym przekonaniem)
No to się ubawiliśmy…
Robert
Zadumiałem się jak dziki…
Magdalena
Co to są czerwone sarony?
Robert
To nieistotne. Tylko narrator wie.

Narrator nie wie. Miało być efektownie.

Robert
Może teraz ja?
(reszta kiwa potakująco głowami)
no ok. Przypis powie co to.
( Na melodie jakiegoś utworu Kiss)
Cicha noc. Stary zegar tyka,
wpół do trzeciej. Głos świerszczy
budzą się pod sufitem. Brama
wejściowa zamknięta - śpiący ludzie, wąsy,
nagość ale bez pożądania. Kilka moskitów
wzbudziło swędzenie, wentylator obraca się wolno -
auto łomocze po czarnym asfalcie,
parska byk, coś ma się wydarzyć -
Czas zasiadł mocno w czterech żółtych ścianach.
Nikogo tu nie ma, pustka wypełniona gwizdem
pociągu i szczekaniem psów, echo w sąsiednim osiedlu.
Puszkin na półce biblioteczki, nie czytane
dzieła wszystkie Szekspira i Blake'a -
O Duchu Poezji, jakiż sens cię wzywać
paplaniną w tej pustce zastawionej łóżkami
pod jasnym owalem zwierciadła - doskonała noc
dla śpiących by roztopić się
w spokojnej czerni i pozostać tam na osiem godzin
- Budzenie wyplamionych palców, gorzki smak w ustach
i płuca ściśnięte głodem nikotyny,
co począć z tym kciukiem, z tą ręką z tym okiem
w pełnej głodnych szkieletów i obolałych koni
ciągnących tramwaje gorączkowej Kalkucie
w Wieczności - pot i przegniłe zęby -
Rilke mógł przynajmniej marzyć o kochankach,
podniecenie starych piersi i drżący brzuch,
czy to to ? I rozległa gwiezdna przestrzeń -
Gdy mózg się przemienia materia ze strachem
dyszy na człowieka - Lecz teraz
wielki kataklizm domów i planet
przedziera się przez mury języka i topi mnie
na zawsze pod ciężarem swego Gangesu.
Jedyna ucieczka w śmierci Bangkoku i Nowego Jorku.
Skóra jest właśnie skórą, to wszystko
czym mogłaby byc, choć krzyki bólu nerki
obrzydzają jej siebie, migotliwy sen
umiera by zakończyć jej niedolę nazbyt sławną
- Zostaw innym nieśmiertelności niech cierpią jak głupcy,
nie daj się zapędzić w kąt wszechświata gdzie
wstrzykujesz sobie w ramię morfinę i jesz mięso.

Magdalena
To teraz została jedna osoba do śpiewu
( patrzą z Robertem na Krzysztofa)
Krzysztof ( z udawaną niechęcią połączoną z nieśmiałością)
No ok.
Robert
A co to będzie?
Krzysztof
Autorskie.
Robert.
Hmmm może być słabe, pewnie będzie, ale co tam…
Krzysztof
Mała dziewczynka niesie w ręku bukiet polnych kwiatów
Ma włosy tak czarne że aż cygańskie
Obcy rzadko zaglądają w te strony
Nie potrafią znaleźć drogi do domu ciszy

Sącze Lavazze siedząc na ganku
Kot ociera mi się o nogę w oczekiwaniu na pieszczoty

Musi być matka
Gdzieś
Zawsze musi
Skoro są dziewczynki to muszą być matki
Skoro są chabry to musi być miłość
Robert
Słabe
Krzysztof
Starałem się
Magdalena
I co teraz?
Krzysztof
Jak to co? Idziemy na Bielską.

niedziela, 31 stycznia 2010

14

-Jezu!- Przeciągam się. Wszystkie mięśnie nagle uświadamiają jak bardzo kochają stretching- Długo spałem?
Roki czyta książkę.
- Ja wiem?- Nawet nie odrywa od niej wzroku. To chyba Pilch, którego mu pożyczyłem- Jakieś półtorej godziny.
- Zmęczyły mnie te wojaże.
Nie ma w tym ani krzty przekłamania. Jak Afu- Ra po mieście płynę. Jak Afu- Ra po mieście płynę. Jak Afu- Ra po mieście płynę. To chyba Fokus albo Trzeci Wymiar.
To nieistotne.
Mogę dziś zrobić wszystko i nic. To nieistotne. Czuję w środku jakąś dziwną pustkę.
Nic.
Jeśli to byłaby linia życia, to urządzenie do zabawy, huśtawka (?), jeśli byłoby to To, powtórzenie to jest niepoprawne, to po drugiej stronie… po drugiej stronie siedziałbym Ja- trzynastoletni wyglądający przez okno na korytarzu, malutkie stare okno, wypatrujący powracającego ojca, w nadziei że ten tym razem nie wróci pijany.
Mogę zrobić dziś wszystko i nic.
- Idziesz dziś na Bielską? – Wiem, że idzie. Mimo to wiem też, że to pytanie musi paść. Rytuał. Jeden z nas musi je zadać a drugi odpowiedzieć: tak.
-Tak.- dopełnienie rytuału- Zjem coś, wykąpie się i idziemy. Może białasa zjem.
Zdanie zbędne: Roki lubi białą kiełbasę.
Ten żylasty skurczybyk byłby koszmarem każdego dietetyka. Jest jak połowa Edwarda Nortona z American History- X. No prawie nawet jest taki sam, tylko połowę mniejszy, bez przeszłości skinheadzkiej i bez brata. Chude cholerstwo które nie dość, że po zdjęciu koszulki okazuję się bardziej mięsiste niż kościste, to jeszcze jego dieta opiera się głównie na parówkach, gołąbkach i kurczakach.
Cztery tysiące kalorii potrzebne mu by rytmicznie wprawiał publiczność w stan hardcore’owej ekstazy.
Hell yeah!
Wszystko po to żeby wszyscy wiedzieli jedno:
Kiss rządzi!



We’re all for one and we’re all for the glory
We’re all for one and we’re all for the glory
When isn’t all said and done, they’re gonna know the story
‘Cause we’re all for one and we’re for the glory
Glory now

-Wciągasz czy nie?- Roki wyrywa mnie z momentu zadumy jednocześnie przywołując do porządku. Śmiesznego i zarazem koszmarnego porządku oczywistych funkcji i czynności.

Rozsypuję brązową linie, której tłem jest płyta Hardcore Superstar. Naprawdę dobra płyta. Stały rytuał. Szukam gdzieś jakiejś rurki. Nie mam lufek a na wciąganie przez pięćdziesięciozłotówki jestem za biedny. Karta biblioteczna służy za sprawiedliwego pana, którego jedynym celem jest danie każdemu po równo. Co do grudki.

Trzy sekundy.
Zmęczenie chwilowo przechodzi. Trochę mi szumi w uszach.
Kichnięcie.
Dziadek by się w grobie przewracał. Kaszubowi, nawet jeśli jest się nim w jakimś ułamku, nie wypada kichać po tabace. To oznaka słabości. Oznaka, że nie jest się mężczyzną.
Męskość zwykle bywa moją słabą stroną.
Gdzieś w zakamarkach mózgu. Zrodził się myśl o przeszłości.
Czytam. Jak zawsze czytam. Ostatnio męczy mnie Lacrimosa. Lacrimosa, Cotzee i Urszula Kozioł. Na raz. To dziwne, ale jakże swoiste jakże rozedrgane. Jakże moje.

Pamiętam dobrze, miałem już siedem lat
Pamiętam dobrze, miałem już siedem lat
A ojciec ciągle nosił mnie do snu,
Śpiewał O mój rozmarynie rozwijaj się
(…)
Pamiętam coraz mniej, za kilka lat
Zostaną pojedyncze obrazy,
Urywki zdań, nieostry wyraz twarzy

Zniknie ból albo zastąpi go nowy,
Dlatego silniejszy (na przykład z powodu
Utraty psa, pieniędzy, złamania ręki).

Popłynęły łzy i brązowy śluz z nosa. Śluz jest jednym z niewielu minusów zażywania tabaki.

Czerwony Red Bull.

Reszta nie ma praktycznie sensu. Mimo , że z reguły są dobre. Reguły są dobre. A podstawową regułą jest to, że reszta praktycznie nie ma sensu. Jest tylko czerwony Red Bull.

Przypomina mi się fragment z „Pana Tadeusza”. Tuż po tym jak ksiądz Robak mówi o tym aby uprzątnąć dom przed przybyciem Napoleona na Litwę wyjmuję tabakierkę. W środku jest duża ilość częstochowskiej tabaki. Po zaprezentowaniu tej pięknej tabakierki, zadaję zagwostke swoim słuchaczom.
Zgadnijcie, kto zażywał tabakę z tej właśnie tabakierki?
Odpowiedź jest taka: Henryk Dąbrowski.
Jeśli zastanawiacie się kto to taki, dam wam małą podpowiedź:

Marsz! Marsz Dąbrowski!
Z ziemi włoskiej do Polski!

Myślę, że to znacie. I myślę, że już wiecie.
Wniosek:
Tylko wybitne jednostki zażywają tabakę.


Nie ma już przeszłości. Pozostał tylko ten nieestetyczny śluz płynący powoli z dziurek mojego zasępionego nosa.

Z kuchni nadszedł znajomy odgłos. Na co jak na co ale na to moje instynkty są wyczulone. Krótkie syknięcie a następnie jakiś taki cichy, niewyraźny odgłos. Odgłos ulgi i przyjemności. To oznacza jedno: Roki otworzył Specjala. Po sekundzie jednak sytuacja się powtarza. To również oznacza jedno: Roki otworzył dwa Specjale. A że przypuszczam, że nie zaczął on od dzisiaj praktykowania picia dwóch piw naraz, oznacza to, że za chwilę wejdzie do pokoju i powie:
- Otworzyłem ci też piwo- Tak właśnie powinna brzmieć definicja dopełnienia.
- Dzięki- To krótkie słowo oznacza więcej niż może się niejednemu zdawać. Zważywszy na sytuacje była to najbardziej męska rzecz, jaką zrobiłem od dawna. Archetypiczne podziękowanie, stricte samcza rzecz. Samiec dziękuje samcowi za piwo. Za radość. To tak jakby dziewczynie oficjalnie dziękować za seks. Oczywiście zwyczaj ten wychodzi poza schemat typowo samczy, zdarzają się też samice które tak robią, jednakowoż jest to bardziej przejaw dobrego wychowania niż autentyczna wdzięczność.

1872
Ta data widnieje na butelce. Oznacza tradycje. A nic nie jest bardziej szanowane w świecie browarnictwa niż tradycja.
Są browary starsze. To oczywiste. Ale tak naprawdę. Jakby się jednak głębiej przypatrzeć to daty mogą mylić. Przykładowo: na butelce Warki wypisana jest data 1612. Uruchamiamy logikę.
Zdanie A: Browar w Warce powstał w roku 1612.
Zdanie B: Jest to browar produkujący Warkę.
Niby wszystko ok. Wszystko oprócz tego, że to nieprawda. Zdanie B jest oszustwem. Częściowym, ale oszustwem.
Fakt:
pierwszy browar w Warce powstał w roku 1612, ale ten, który jest producentem piwa Warka jest tak naprawdę młokosem.
Może to jest właśnie powód, że nie lubię Warki?
Dlaczego?
Bo udając starego szlachciurę, chcę się panoszyć w browarnianym pałacu, a tak naprawdę jest ledwie nuworyszem.

Pieprzyć nuworyszów!


Muszę przyznać, ze jestem piwoszem. Jakby to była spowiedź to bym powiedział:
Proszę księdza lubię grzeszyć z piwem.
Pewnie stary pijak dałby mi rozgrzeszenie. Swój swojego zrozumie.

Patologia!- Jakby to powiedziała Ania.
Popołudnie. Czyste popołudnie. Pieskie popołudnie. Męskie popołudnie. Tylko my, piwo i stary dobry Kiss.
-Kurwa! Zajebista płyta. Jakby ją nagrali w latach 70-tych. – Z ust takiego fana Kiss jak Roki brzmi to lepiej niż najbardziej rzeczowa recenzja w najbardziej szanowanym czasopiśmie muzycznym- Po prostu stary dobry rock and roll.
-No- Wiem, że nie muszę w tym momencie nic dodawać.
Ciekawe czy ta płyta znalazłaby się na liniach życia bohaterów Hornby’ego? Tylko Jon Cusack to wie.
Zresztą. To nieistotne.
Hell yeah!
Wiem, że to chwila, jakiś króciutki okres czasu, ale mimo to staram się ją łykać. Napawam się momentami. Zjadam uderzenia serca.
- Kurczę zaskoczyli mnie tą nowa płytą- Roki przeciąga się chwilowo odkładając konsumpcję Specjala na bok.
- No wiesz, w sumie pisali o tym w necie, że wchodzą do studia.
-No. No i cisza była.
-Była.- Przyznam, że zapomniałem o tym wszystkim. Gdzieś to uleciało, więc jakieś parę dni temu… wtedy bardziej spodziewałbym się powrotu Mahometa niż Gena Simmonsa i spółki. No, ale cóż, życie to parada zaskoczeń. Jeśli nie to na pewno Coelho tak by o nim napisał.
A może nie? Może jestem da niego zbyt krytyczny? Może naprawdę jest one Lew Ashbym ( tak, tak tym od Californication) prozy?
Zresztą. To nieistotne.
Jest Rock and Roll i tak ma być. Dzisiaj będzie Rock jutro będzie Roll. Naturalny tok spraw.
Żadnej filozofii.
Powoli zatapiam się w stary czerwony fotel. Zalewam kumulujące się we mnie od jakiegoś czasu poczucie głodu powoli to topniejącymi zapasami umieszczonymi w brązowo-czarnej butelce piwa.

Rozmawiamy o muzyce. Jak zwykle. Powtarzalność tematów jest żenująco- fascynująca. Zresztą najłatwiej rozmawia się o miłości. O tym co rozpala i powoduję albo rozwój i szczęście albo przygnębienie.

Roki kocha muzykę. Nie ma takiej kobiety, a może jest tylko jedna, no może dwie, które wzbudzały by w nim takie uczucia. Jest w tym wszystkim coś seksualnego. Można by spojrzeć na to szczeniacko. W końcu chłopak całkiem dobrze posługuję się pałką. Ba! Nawet dwiema! Potrafi nimi rytmicznie uderzać w bęben.
Ten, kto nie słyszał jak wybija rytm dymu na wodzie, ten nie jest w stanie pojąć tego, o czym mówię, myślę, piszę.
- Wolę walić w bęben niż szarpać druta.- Kiedyś taką maksymą zaszczycił świat pewien znany bębniarz.
A może to nieprawda?
Może coś mi się wymyśliło w zakamarkach pamięci?
Zresztą. To nieistotne.

Miałem zawsze mieszane uczucia w stosunku do perkusji. Dlaczego? Bo z jednej strony granie na niej jest zarazem i banalnie proste i koszmarnie trudne.
Pyk! Pyk! Pyk!
Raz! Dwa! Raz! Dwa!

Łatwizna. Wystarczy tyko rytmicznie uderzać pałeczkami w to tworzywo, czasem skórę, które pokrywa bęben.
Wystarczy tylko mieć poczucie rytmu.
Wystarczy? To proste?
Jak się gra prosty pop może i tak. Ale konia z rzędem temu, kto nie mając talentu zagra poprawnie osiemdziesiątkę. Przecież to łatwe. Trzeba tylko w to tworzywo uderzyć osiemdziesiąt razy w ciągu minuty. Poniżej sekundy na uderzenie.

1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,…33…kurwa nie jest łatwo…41,42….fuck!...56, 57…67.
Bach! Bach! Bach!
Mija minuta.
Siedemdziesiąt trzy uderzenia.
Rewelacja!
Ale osiemdziesięciu nie ma! Jeszcze trochę brakuję do Perkusja Hero!
Ułamka sekundy. Więcej czasu. Większego talentu. Lepszego rzemiosła
Chwila. Rytmiczna chwila.
Stawiam orzechy przeciwko pieniądzom, że tylko procentowi z was się uda. Ten procent ma talent.


- Wiesz to dobry czas jest. Nie ma co się oszukiwać takie zespoły , takie granie uciekły nieco z niebytu. Najlepszym przykładem jest AC/ DC. Przecież „Black Ice” sprzedał się w samych Stanach w ponad milionowym egzemplarzu.- Budzi się we mnie małomiasteczkowy recenzent muzyczny. Taki, co to wiecie wypowie się na każdy temat, choćby wiedzę miał zerową lub cząstkową.
No cóż. Nikt nie jest bez wad.
Życie.

- No to fakt. Mogliby jak Wasp odcinać kupony.
- W sumie to dinozaury rocka. Może jeszcze chcą jakoś uciec od tego wszystkiego. Chcą grać.
- Stary to jest ich najbardziej energetyczny album od jakichś 15 może 20 lat. Grają jak w latach 70-tych.- Mimo, że Roki był w tym czasie niewytworzonym jeszcze zapewne elementem rozdzielonych ciał jego rodziców, mówi jak ktoś, kto był na ich wszystkich koncertach w tym czasie. Na wszystkich próbach. Wierze mu. Wierzę bo tak naprawdę tylko on z nas wszystkich zna Kiss. Widzi w nich coś więcej niż bandę dziwnych rockmanów znanych z występowania w dziwnych makijażach.
Ale dość tych peanów!
Nie ma kultury , ale mimo wszystko jakby to powiedział Krawiel- jest kolorowo.
Można się skarżyć. Zawsze można się skarżyć. Trzeba jednak stwierdzić, mimo wszystko. Trzeba stwierdzić, że żyjemy w czasie kulturowego paradoksu. Z jednej strony tak zwany mainstream jest coraz bliżej dna, z drugiej po raz pierwszy w historii żyjemy w czasach kultu aktorów, w czasach kultu artystów. Przeciętny Polak czyta poniżej jednej książki na rok, średnia katastrofalnie niska a pewnie i tak zawyżana przez studentów. Ale patrząc na awers można też powiedzieć , że przeciętny Polak na swym własnym przeciętnym komputerze ma średnio kilka tysięcy emeptrójek a w miesiącu ogląda co najmniej kilka filmów.
38 milionów ziomów- jak w piosence Abradaba.
Prawo własności intelektualnej.
Chyba każdy zna ten termin. Ten pieprzony termin, który istniej w moim przekonaniu tak naprawdę w totalnej opozycji do całej historii kultury. Jak świat światem przez wieki wszelaki plagiat, bądź też adaptacja były napędowymi kultury. Cała polska poezja ziemiańska okresu staropolskiego były to wariacje na temat „Georgik” i „Bukolik” Wergiliusza , „Epodu belli „ Horacego, bądź też „ Przemian” Owidiusza. Ba, nawet można powiedzieć, że wzorowanie się lub nawet bezpośrednie spisywanie z jakiegoś bardziej znanego wzorca było bardzo pożądane i określało wysoką wiedzę autora.
A teraz?
Pan z molocha płytowego stara mi się udowodnić, że słuchając ściągniętej z neta płyty Jaya-Z zawłaszczam jego muzykę( o argumencie, że go okradam nie wspomnę).
To tak jakbym zmieniał sobie Tagi w Winampie i przypisywał każdemu utworowi swoje autorstwo.
A przecież nawet jakbym szedł torem ich rozumowania i zamiast Jay-Z- Big Pimpin w moim odtwarzaczu byłby napis Ja- Big Pimpin to ten utwór cały czas byłby utworem Jaya-Z. Jay-Z, cały świat i ja byśmy o tym wiedzieli.
Poza tym słaby ze mnie Pimp.
Powiedział bym szwedzkim sędziom skazującym na kary więzienia założycieli the Pirate bay:
-Macie panowie rację! Jebać złodzieji!
Gdyby nie świadomość, że to ci złodzieje dają mi szansę rozwoju kulturowego; ci właśnie złodzieje dają mi możliwość wzbogacania mentalnej karmy.
Dlaczego?
Bo tylko dzięki cholernym torrentom abo serwerom mam możliwość posłuchania Dead Man Bones(Ryan Gosling jest uroczy) TV on the radio albo zobaczyć nowy film Flinta Eastwooda tudzież „Moon” Jonesa.
Tylko oni w przeciwieństwie do lokalnych decydentów kulturowych pokroju pana z wytwórni bądź firmy dystrybuującej filmy nie mają mnie w dupie, tylko dlatego że mieszkam w prowincjonalnym ,mimo swojej wielkości, polskim mieście.







Dlatego też w moim gardle nie stoi bezczynnie zdanie:






Chwała złodziejom!
Chwała serwerom!

















Jakby to określił Paulo Coelho: Świat to pole wypełnione minami absurdów i idiotyzmów.

- Dobre albumy ostatnio wychodzą.- Rozmowy o muzyce czas kontynuować.- Motley Crue, Guns byli nawet nieźli, Black River…
- Ac/ DC- Muszę wtrącić swoje trzy grosze.
-No… Ac/Dc , jeszcze Lipali.
- Lipali jest świetne. Poszli trochę w końcu w Illusion.
- Wiesz… gdzie masz Illusion?- Roki zaczyna ironiczną zagadkę z zaskakującym zakończeniem. Poprzez powtarzalność dla mnie nie jest ono już zaskakujące, ale dla innych jest czymś nowym.
- Ja mam Illusion w Trójmieście- Konwencja wymaga niezmienności odpowiedzi.
- No właśnie!- Czas na grande finale- Ty masz Illusion w Trójmieście. A ja? Ja mam Illusion w sercu!
Słyszę to po raz dwudziesty a mimo wszystko bawię się przy tej grze słownej jakbym uczestniczył w niej pierwszy raz.
Gra słowna.
Ludzie zapomnieli już chyba jak takie zabawy i gierki, jak takie aforyzmowanie rozmowy wzbogaca nasz umysł. Jakby komuś chciało się poszukać udokumentowanych w postaci literackiej gierek, przy których gimnastykowały się nasze onegdajsze znakomite głowy to z całą pewnością warto zajrzeć do „Dworzanina Polskiego” Kacpra Górnickiego. Jest to wprawdzie tylko polska wersja dzieła powstałego wcześniej we Włoszech. Mogę się mylić , ale oryginał był chyba autorstwa Gianbatisty Mariniego.
Zazwyczaj pamiętam.
Zazwyczaj pamiętam dużo. Zapewne o wiele więcej niż przeciętny człowiek. Nic to, przyzwyczaiłem się już do tego, że mój mózg z charakteru bardziej jest śmietnikiem niż pokojem detektywa Monka.
Nie! Marini to nie „Dworzanin…” Ktoś inny. Ca..ca.. jakoś tak.
Zresztą To nieistotne.


Przy
Po
Mi
Na
Mi
Się
Zbió
r
Słó
w
któ
ry
za
stał
mnie
wczo
raj
wra
ca

Ce
Go
Ze
Skle
Pu















Podstawą śmierci
jest to
, że
coś umiera.











Czasem takie rzeczy uciekają. Takie oczywistości. Ten cholerny zaczarowany ołówek powinien być dostępny dla każdego.

piątek, 15 stycznia 2010

Wszystko co kocham

a może tak po prostu wszystko wyrzucić w kąt
zapomnieć słowo dom
położyć się na dworcu
w kanałach wódkę pic za metalowy łup
i patrzeć w twarz mijającemu półczłowieczeństwu
porzucić stancję biura kawy swąd
by wzdłuż autostrad
szukać trasy ja- życie
nie słuchać serca już
ta kurwa kłamie
by na manowce znów sprowadzić cię
nie słuchać serca już
bo jak w Filandii
jutro nie będzie takie samo jako dziś

wtorek, 5 stycznia 2010

Punkt

kiedyś powiedziałem znajomej
że gdyby życie było matematycznym wykresem
byłbym właśnie w punkcie minus 1
Pan Cogito wszystko pierdoli
wyrwany z emo-snu umieszczonego w dirty świecie
z zasadami nie do przyjęcia nawet na wymyślonych
turniejach w wymyślonych filmach karate
gdybym mógł rozszczepiłbym się na tyle form mojego Ja
ile jest potrzebnych aby każdy był szczęśliwy
nie wyłączając mnie