środa, 1 września 2010

17

Jest nawet przyjemnie. Emil dopija ostatniego Specjala. Słońce lekko muska nasze twarze. Wdycham dzień razem z całym jego dobrodziejstwem. Siedzimy oparci o biało- popielate parapety tuż przed domem.
-Roki. Kurwa. Szybciej- Emil wysyła ponaglające sygnały w kierunku wnętrza domu.
-Moment. Musze założyć buty- Środek domu mu odpowiada, wypuszczając natychmiast ze swojej otchłani postać Rokiego
- No w końcu!- Podziękowanie od Emila skierowane było ku Wnętrzu- A już się bałem , że zobaczę tu pierwszy śnieg.
- Oj tam, oj tam!- Roki zrobił minę figlarnego lalusia ( jedna z jego min zapasowych) – musiałem się przypudrować , a tu takie halo od razu.
Emil w dalszym ciągu udawał złość:
- Strojniś się znalazł!
Oczywiście nikt mu nie wierzył, gdyż cała trójka nie raz już przerabiała z nim takie gierki. Zabawa słowna w przedrzeźnianie, w kłótnie.
Z zachodu dociera do nas zapach lekkiej spalenizny. Oznacza to jedno- działki kończą powoli swój żywot. Rzecz klasyczna dla cyklu życiowego opartego o przepływ pór roku.
Jest październik.
W sumie to moja ulubiona pora roku. Zawsze kojarzyła mi się z jabłecznikiem i z graniem w piłkę w lekko mroźnej aczkolwiek nadal słonecznej atmosferze. Jako dziecko uwielbiałem przebywać w październiku na podwórku. W inne miesiące to nie było takie oczywiste. Biegałem za piłką jak głupi. Głównie sam. Odgrywałem w tym czasie chyba kolejki piłkarskie wszystkich lig europejskich.

Z czasem piłka schodziła na dalszy tor . Ustępowała miejsca literaturze. Początkowo rodzice nie do końca ze zrozumieniem podchodzili do sytuacji , że ich nastoletni syn , nie siedzi z nimi w kuchni, tylko robi sobie kawę zbożową i idzie z antologią poezji polskiej XX-wieku na dwór by usiąść na ławce i czytać, od czasu do czasu pociągając kawy z kubka. Później uznali po prostu , ze jestem inny . No i dali sobie spokój.
- A oni wiedzą , że dzisiaj będziemy?- zapytał Emil
- Wiedzą.
- I nic nie mówili?
- A co mieliby mówić. Anka się nawet ucieszyła. Zresztą sama was zapraszała wiele razy.
- A Aśka co? Nie idzie z nami?
- No właśnie…- wtrąciła Agata
- Aśka już tam jest od wczoraj. Zresztą …. Hmmm… w przyszłości się przyzwyczaisz.
- Ja bym tak Aśce nie dał sobie długo przesiadywać w moim mieszkaniu.
- Zobaczymy, zobaczymy…
-Co zobaczymy?! Na kawę i do domu.
To zdanie Emil skwitował śmiechem. Parę następnych sekund szliśmy w milczeniu.

Dlaczego lubiłem czytać na werandzie i w taki sposób zajmować sobie październikowe popołudnie?
Po pierwsze to kwestia słońca. Weranda była ustawiona oknami na zachód. O ile więc siedzenie w niej latem było nieznośne, o tyle w październiku, w szczególności około godziny 16 było wręcz cudownie.

Mijamy domy. Naturalna sprawa jeśli ktoś mieszka w mieście, a i na wsi to nie rzadkość. Ogólnie można powiedzieć, że Osiedle Mazurskie jest nawet tymi domami wypełnione. Różni się tym od reszty miasta, które pod względem architektonicznym, jest bardziej blokowo- kamieniczne.

Zgodnie z legendą, czyli relacją pewnego profesora pamiętającego lata 70- te była to początkowo osada poza Olsztynem. Nie byle jaka osada. Była to, bowiem osada ludzi zamożnych i prominentnych. Mieli oni jeden wspólny cel: nie mieszkać w Olsztynie. Pudło. Nie udało się jednym słowem. Oni wprawdzie do miasta nie wrócili, ale miasto przyszło do nich i zabudowało się dookoła. Zresztą jeśli ktoś obserwuje zachowanie się miast wobec takich zachcianek ich byłych mieszkańców , może zauważyć jedno: ostatecznie zawsze miasto zje to co jest wokół niego. Dlaczego? Bo miasto z charakteru jest świnią.

Po drugie to kwestia , można by powiedzieć, umysłowego plagiatowania. Chociaż nie. Lepsze by było stwierdzenie samplingu, lub bardziej staroświecko- natchnienia.

Zazwyczaj bowiem schemat wyglądał tak , że po zacząłem czytać, czytałem tak czytałem, i nagle przychodziła fraza. Przychodzenie fraz to ciemna strona „bycia poetą” ( określenie nadęte i puste) gdyż jak się okazywało później, najlepsze frazy to te, które człowiek zapomina, lub nie może ich zapisać. Do dziś upieram się, że gdyby nie to zostałbym nowym Rimbaudem.


zazwyczaj mam problemy
w prostym komunikowaniu się

tak żeby a znaczyło a a nie be

Idź ty kurwa z twoją przeintelektualizowaną gadką!

fakty są jasne
pragnienia proste
sukcesy nieprzewidziane






-No normalnie debile- Agata tak podsumowała rozmowę, która akurat toczy się między Rokim a Emilem.

Idę z boku po cichu i bez pośpiechu. Emil trąca mnie z boku.

- Nie garb się!
- Nie garbię.
- Co tak nic nie mówisz?
- Czasem nic nie mówię.
- A dziwisz mu się?!- Agata wtrąca się , tak jakby w mojej obronie- Co ma mówić jak idzie w gości z debilem!
- Nie debilem. Po prostu wymyśliliśmy z Rokim jak wygląda związek idealny.
-Właśnie- Roki poczuł się chyba wywołany do tablicy- Zresztą to proste.
- Wiem. Słyszałam.
Mimo to Roki postanowił nam to objaśnić.
- No to jest tak. Jesteś z panną. Ona cię zdradza. Ty popadasz w alkoholizm. Ona czuję się winna. Wraca do ciebie. Wie , że jest winna. To ty jak pijesz , to ona ci wódki podaje. Bo wie, że masz racje, że pijesz. A jeszcze od czasu do czasu ją przelecisz.
Pokrętne, ale nawet logiczne.
- No widzisz kochanie- Emil postanawia nieświadomie potwierdzić moje zdanie- To jest i logiczne i życiowe.
-Naoglądaliście się głupot- Agata jest bardziej sceptyczna.

Głupoty są w naszym przekonaniu nieodzownymi elementami życia. Oczywiście warto wszystko hmmm wyważyć. Nadmiar głupot powoduję zidiocenie, niedobór natomiast sprawia , że stajesz się artystą. Niech każdy osądzi co gorsze.

Droga nie Bielską przypomina łagodną wersję drogi na Golgotę tudzież początek jakiegoś podjazdu, który poprzedza wkroczenie kolarzy w górskie odcinki Tour de France. Nachylenie drogi nie bije zapewne rekordów procentowych, ale mogę zapewnić, że jest jak w życiu- cały czas pod górę, minimalnie ale jednak pod górę.

Rzędy domów. Mijamy rzędy domów. Mijamy rzędy domów, po części różnorodnych, po części jednostajnych. Czasem to tylko kwestia otynkowania. Białe, zielone, różowe. Częściej to rzecz gustu. Zważywszy na to, że zdecydowana część budynków mieszczących się na ulicy Elbląskiej powstała na przełomie lat 70-tych i 80-tych mamy tu znakomity przegląd socjalistycznej myśli architektonicznej tamtych czasów.

Jest więc dom klasyczny, niczym nie różniący się od milionów domów na świecie. Tak nudny i oczywisty, że nie warto o nim wspominać. Mamy też klasyczny kwadrat- złote dziecko architektury Peerelowskiej. Jednocześnie jest to utrapienie dekarzy i ich koszmar zarazem zważywszy na to, że dzięki swojemu kształtowi nie posiada on klasycznej konstrukcji dachowej.

Widząc taki dom można spokojnie powiedzieć również coś o jego właścicielu. Wprawdzie mówi się, że nie powinno się oceniać książki o okładce, ale w tym wypadku prawdopodobieństwo postawienia błędnej tezy jest znikome. Świat właścicieli kwadratowych domków jest dosyć malutki i zamieszkują go dwie rasy, które trzeba określić uwzględniając terminologię bądź co bądź gierkowską. A więc mamy tu prosty podział na przedstawicieli narodu oraz tak zwaną inicjatywę prywatną. Granica między tymi dwoma grupami jest dziwna, gdyż można by ją nazwać płynno-ostrą. Dlaczego? Bowiem hipotetycznie rzecz ujmując mamy tu osobniki stojące po dwóch stronach barykady, ale przepływ osobowy pomiędzy tymi dwoma nacjami był taki duży, że po czasie trudno było stwierdzić komuś stojącemu z boku, kto jest kto. I tyle na ten temat.

Oczywiście zdarzają się też wyjątki architektoniczne, a raczej bez wyjątki, ponieważ wszystkie one bez wyjątku należą do grupy: pijany wid architekta.
Christpher Lambert, wymień trzy jego filmy. No dawaj Roki.
Emil rzuca nam wyzwanie.
Po chuj wam takie konkursy, dziwi się Agata, czy faceci zawsze muszą konkurować?
Roki podejmuje rękawice.
No, Nieśmiertelny…, kurwa….Nieśmiertelny 2
Sequele się nie liczą!
Dlaczego?
Bo nie! Myślisz, że to takie łatwe?
Śmiejemy się wszyscy
Nie wiem
Dobra, Krzysiek dawaj…
Nieśmiertelny, powtarzam początek Rokiego, Greystoke- legenda Tarzana, no i…O! Nirvana!
Nirvana? Roki kwestionuję moją wypowiedź
Tak, Emil niczym stary mentor ogłasza moje zwycięstwo, był taki film, słaby ale był
No i po co wam to? Agata dalej ma wątpliwości co do sensu gry.
No bo widzisz kochanie to jest tak. Masz na świecie znanych aktorów tak?
Tak, no i co z tego?
No i to, że czasem jest tak, że każdy zna gościa a nikt nie potrafi wymienić ci choćby trzech filmów z jego udziałem.
Tak jak tego gościa z „Parku Jurajskiego”?
No tak, każdy go zna, wiedzą że to Sam Neil a nie wiedzą gdzie grał jeszcze. A, że Krzysiek i ja znamy się bądź co bądź na kinie lepiej niż większość zasrańców, która uważa że coś wie, to się bawimy.
Po co?
Po gówno!

I nastała cisza.
A atmosfera napięła się do granic możliwości

Brak komentarzy: