Zazwyczaj gdy odwiedzał to miejsce czuł pewien rodzaj mrowienia, w okolicy lędźwiowego odcinka kręgosłupa. Nigdy nie traktował tego, jako rzeczy niepokojącej. Według niego mrowienie było cielesnym dowodem na spokój jaki ogarniał jego organizm, zawsze gdy przechodził do tego domu.
Tym razem, weszli bardziej hałaśliwie niż zazwyczaj, co wiązało się z głośno- prowokacyjnym usposobieniem Emila.
Tu drzwi zawsze są otwarte, powiedział dość głośno, czy u was nie kradną?! Patrz Roki- Bielska- oaza spokoju! A jak okradną chatę będzie płacz.
Odpowiedziała im cisza, co akurat bardzo ich zdziwiło. Na Bielskiej było różnie, ale cicho było niezwykle rzadko
Może poszli do ogrodu?
Agata ma rację.
I byśmy ich nie słyszeli jak byliśmy przed domem, zapytał Emil.
Jakby jeden z nas nie pierdolił na okrągło i nie śpiewał jakiś idiotyzmów , to byśmy może ich usłyszeli, Agata podniosła zabarwiając wyrzutem ton głosu.
Oj tam, Emil starał się zbagatelizować sprawę, od razu tam śpiewał. Bardziej melorecytował.
Głupie piosenki.
Głupie ale swoje! Chodźmy więc do ogrodu, zaproponował Emil.
On stał cicho. Zazwyczaj mówił dużo. Obserwował ściany. Znał je dobrze.
Są tu od początku, zaśmiał się w duchu.
W oszukiwaniu mieszkańców wyszli więc na podwórko, by następnie skierować się do ogrodu , który to znajdował się na tyłach domu. Głosy dobiegające zza budynku upewniły ich, ze to dobry kierunek wyprawy.
O! Patrzcie, kto przyszedł!- Głos Aśki przywitał ich w ogrodzie.
Wy to naprawdę jesteście dojrzali, Emil zaczął ponownie swoją tyradę, która to tak była ubogacona ironią, ze nikt nie wierzył w jej prawdziwość. Drzwi otwarte, tylko wejść i kraść! Dobrze że żaden z nas nie jest złodziejem
Ja tam co mogłem to już wcześniej wyniosłem, uzupełnił Roki.
Ty tak, ale ja mówię o amatorach a nie zawodowcach.
To fenomenalne, pomyślał, z jednej strony wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie, a z drugiej… czasem czuję kolistość czasu i trwałość pewnych zdarzeń, ludzi i rzeczy.
Wiedział, że zdarzało mu się mitologizować czas i miejsce. Nigdy nie wiedział tak naprawdę czemu to służyło. Rzadko w sumie o tym myślał. Jego ulubione wytłumaczenie miało korzenie w literaturze, tak zresztą jak wiele poza tym wytłumaczeniem rzeczy. Beatnicy. To działało na wyobraźnie, każdego kto kiedykolwiek zetknął się z Kerouaciem, Ginsbergiem, Cassidym. I po raz kolejny przewija nam się motyw Deana Moriarty’ego.
Grill powoli się rozpalał.
And I'm so dirty
Call me daddy
You're so sexy
You can be my bad girl
If someone hurt you
And you tried to hide it
I'll cut you deeper
'Cause I know you like it
Pain I got, girl
Can satisfy you
But I can't love you
I won't even try to
And that junkie urge
Deep down inside you
Couldn't keep my secret
But I know you'd like to
Girl, you never gon' get
Love from a heart of stone
Some of us were just plain
Meant to be alone
I'm all out of secrets
I'm running out of lies
And I can see the end, girl
When I look into your eyes
Yeah, yeah, yeah, yeah
And I'm so nasty
And I'm so greedy
And I'm so lonesome
Girl, I'm so needy
Było stosunkowo ciepło, jak to bywa w czerwcowe wieczory. Grill całkowicie się już rozpalił, a powietrze nasyciło się całkowicie dymem i różnoraką skalą głosów. Jak zwykle bielskie siedzenie na trawie sprowadziło na Osiedle Mazurskie chordy pijaków i różnej maści dewiantów. Żart. To oczywiście żart.
-Kicikicikici- Emilowe udawanie kota wprawiało w dezorientacje Mańka, który jak to psy mają w zwyczaju biegał po ogródku w poszukiwaniu wywoływanego wcześniej Kota. Oczywiście, żadnego Kiciusia w pobliżu nie było. Manchester był psem bardzo miłym, każdy go lubił, w szczególności jego uzależnienie od pieszczot.
Każdy znał też psy mądrzejsze od Mańka.
Mańkowi na inteligencji raczej nie zależało. Dla niego było istotnym aby być podrapanym pod szyją(najlepiej aby go drapać cały czas), żeby nie był głodny i żeby mógł się zesrać dwa razy dziennie na w mikro-parku-polanie, która była blisko jego bloku.
Tak, Manchester nie był roszczeniowy.
Jak tam Emil praca, spytał Robak, słyszałem że awansowałeś
Mów mi do mnie panie kierowniku, hehe
Może od razu skrócę do panie?
Możesz, w tym momencie Emil zmienił ton głosu, w sumie cały czas uczę się. Racy sporo…
Taaa dlatego codziennie zamiast o 15 wracasz trzy godziny później, wtrąciła z wyrzutem Agata.
Kotek, wiesz że muszę się wykazać. Dostałem szansę od pani dyrektor, jedną jedyną.
No, Robak zaczął lekko nadgryzać kurczaka, którego właśnie zdjął z rusztu, w Olsztynie rzadko się zdarza możliwość pracy na takim stanowisku, szczególnie prawie od razu po studiach…
Wiem i dlatego się staram.
Ezoteryczny Poznań po godzinach szczytu
Cichy skwer
A pod latarniami spacerują dziwni goście
Nic nie noszą pod płaszczami
Z dziurawymi sumieniami goście marzą o atrakcjach
Taryfy stoją wszędzie
Tania błyskawiczna miłość
Na ruskich rejestracjach
SPOKOJNIE to tylko
Ezoteryczny Poznań
Miastem rządzi mafia
Przy placu obok Dwóch Krzyży
Pędzą szemrane auta
Jest tu kilka takich miejsc
Gdzie nie warto sie pałętać
I kilka takich miejsc
By zapomnieć i pamiętać
Kupiłam sobie nowe buty, Aśka zwróciła się w jego stronę.
Wiesz, odpowiedział jej z uśmiechem, jakoś w ostatnim czasie nie jest to zdarzenie dla mnie nowe. Które to już w ostatnim czasie?
Aśka usiadła na trawie, uprzednio poprawiając błękitny chropowaty koc, a następnie poprawiając swoją sukienkę aby czasem nie wymsknęło się spod niej nic co jest przeznaczone tylko i wyłącznie dla oczu Robaka.
No co? Przybrała w tym momencie minę słodkiej ośmiolatki
No nic Asiu, nie ukrywajmy , to nie pierwsze twoje nowe buty tej wiosny
No co kurwa, ośmiolatka dalej była nieco niewinna ale pewna doza wulgarności jej nie przeszkadzała, ósme , ale wszystkie są mi potrzebne, poza tym wiesz w końcu mogę się odbić trochę zakupowo dzięki pensji, co nie?
Jesteś chyba pierwszą nauczycielką , która nie narzeka na pensję, wtrącił się z boku niespodziewanie Wojtek.
Wojtek miał ciekawy pseudonim łączący się jednakowo z jego usposobieniem jak i z miejscem , w którym lubił przebywać.
Wojtek- Luzak.
Wiesz, odpowiedziała mu, roboty jest sporo, ale ważne że ją mam.
To fakt, odparł Wojtek
To śmieszne trochę, że nie liczy się teraz , czy praca jest ciekawa, czy dobrze płatna, liczy się że jest. Kończył właśnie trzecie piwo. Wojtek, podasz mi bułkę?
Jasne.
I tak uczynił.
Takie miasto, takie czasy, głos Aśki nieco posmutniał.
Wiesz, dodał Wojtek, lepsza jakaś kasa niż żadna.
Oczywiście, sam znał ból nieposiadania pieniędzy więc w zupełności zgadzał się ze słowami Wojtka, a jak ci tam idzie?
Daj spokój, cisną i cisną na tą sprzedaż.
A sprzedajesz coś?
Coś tam sprzedaję, ale wiesz jak to jest… praca na słuchawkach sama w sobie jest chujowa.
Fakt, choć w garnkach pracowało mi się przez pewien czas nawet znośnie.
Zbudowali fabryki
Opracowali maszyny
Produkują wódkę
Tak, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo wódki
Bo im tylko, tylko o to chodzi
Abyś sam sobie szkodził
Abyś sam nie mógł myśleć
Abyś sam nie mógł chodzić
Ustawili kominy
Zbudowali drabiny
To już wszystko pracuje
Pracuje i truje
Bo im tylko o to chodzi
Abyś sam sobie szkodził
Abyś sam nie mógł myśleć
Abyś sam nie mógł chodzić
Jeszcze dymią kominy
Produkują spaliny
Produkują wódkę
Tak, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo wódki
Bo im tylko, tylko o to chodzi
Abyś sam sobie szkodził
Abyś sam nie mógł myśleć
Abyś sam nie mógł chodzić
Rozmawiali o pracy. To naturalna kolej rzeczy. Kiedyś rozmawiali o studiach, teraz studia pojawiają się rzadziej. Czasem coś tam o podyplomówkach, czasem w kontekście ostatnich studiujących, a najrzadziej mówiąc o tych , którzy studia mają praktycznie za sobą. Praktycznie bo z różnorakich powodów nie zrobili jednej rzeczy. Nie napisali pracy magisterskiej.
I tak bywa.
Zazwyczaj nie były to rozmowy pełne szczęścia i optymizmu. Rynek pracy w Olsztynie nie prezentował się zbyt okazale. Nie ma się zresztą co dziwić przy kilkunastoprocentowej stopie bezrobocia w regionie. Dla wielu o wiele bardziej ważne było posiadanie pracy samej w sobie, niż szukanie czegoś , co odpowiadałoby ich ambicjom i pasjom. Bo jakby to wam powiedzieć moje drogie dzieci. Hmmm
Zdarza się, że życie, że otaczającą nas rzeczywistość… robią nas w chuja.
Dlaczego jest to oznaczone tak dużą czcionką?
Kto choć odrobinę przeżył wie o co chodzi, kto nie, pewnie i tak się dowie.
Pomyślał o tym, że chciał być dziennikarzem. Miał taki plan jeszcze w liceum. Stąd wybór taki a nie inny. Polonistyka najmniej przyszłościowy kierunek studiów świata.
(…)humaniści;
najbardziej spierdolony genetycznie plebs,
który, z małymi wyjątkami, przejawia w swym studiowaniu roszczeniową postawę,
domagając się wyższych stypendiów czy zniżek na komunikację miejską, które się im przecież, kurwa, należą;
wkoło organizuje debaty ze znanymi ludźmi,
z których kompletnie nic nie wynika; wśród tego typu można wyróżnić jeszcze podtypy:
a) doktrynerzy z nowej lewicy; na pewno uczęszczają do Klubów Krytyki Politycznej w swoim mieście.
b) feministki spod strzech katedr gender studies i social sciences; na gównie się znają, ale wydaje im się, że są omniscentne (swoją drogą szacun dla pana Pieniądzo, który jest autorem tej „wypowiedzi” za używanie wyrazów trudnych, balansujących na granicy istnienia); lubują się w używaniu słowa „przemoc”, które pasuje im jak ulał do każdej sytuacji z życia codziennego; chcą robić doktorat, ubolewając, że są skazani na promotora rodem z ciemnogrodu, reprezentanta ideologii szowinizmu (…)
Może i coś w tym jest. Ale Panowie i Panie! Nie ulegajmy internetowej nienawiści. Jeszcze nie teraz. Jeszcze przyjdzie czas na zjedzenie tego narodu. Do ostatniego kęsa. ( kęsu?)
Humaniści humanistami, ale tego wieczoru było ważne aby Specjal był taki jaki Specjal być powinien, a mięso było takie jakie powinno być dobre mięso z grilla.
Zabiję cię kurwo! Nieco nieprzystojąca do salonów wypowiedź Rokiego zwiastowała , że do grona gości na grillu dołączyły również komarzyce. I byli to goście, których nikt nie lubił, ale każdy ich przybycia się spodziewał.
Oby nas nie zjadły te komary, Ania krzątając się między grillem a swoim „siedliskiem” starała się zaklinać rzeczywistość.
Jak zaczną gryźć… to się zmyjemy do domu, zawyrokowała Asia używając pomysłu i postanowienie bądź co bądź najbardziej logicznego.
Na razie żyjemy, zasygnalizował swoją obecność Krzysiek Majchrzak, a później i tak pewnie się wszyscy zwiniemy do Luzaka?
No na pewno, odpowiedziała mu Ania, ale nie przesadzajmy, jest jeszcze masa jedzenia, trzeba coś z nim zrobić.
Aniu, w charakterystyczny ( wolny, wolny, wolny) sposób w dyskusję włączył się Piłat, jedzenie się zje, a jakże, tylko ja jednego nie rozumiem…
A czegóż to Piłat nie rozumiesz?
Po cholerę wy tam wszyscy do tego Luzaka chodzicie. Knajpa byle jaka, ludzi mało i piwo drogie i mały wybór…
Smakosz się znalazł. I jeszcze powiesz, że my cię Piłat na siłę tam zaciągamy.
No niby nie, ale jak człowiek chce gdzieś z wami wyjść…
Jak ty nigdzie nie wychodzisz?!
Bo wy do tego Luzaka…
Weź ty się Piłat ogarnij i sam siebie posłuchaj. Zresztą weź ty nie marudź…
I było to w wykonaniu Anii kolejne tego wieczoru myślenie życzeniowe.
Marudzenie było częścią Piłata tak nieodzowną jak nieprzymierzając jego ręka. Piłat i marudzenie żyli w szczęśliwej symbiozie.
Mamy trochę wolnego miejsca, więc korzystając z tego wrócimy tu do wywołanej wcześniej postaci Krzysztofa Majchrzaka. Forma Krzysztof jest tu może i adekwatna, ale używana niezwykle rzadko, więc spłaszczmy to wszystko do formy: Krzysiek.
Więc kim jest Krzysiek Majchrzak?
Po pierwsze człowiekiem… to raczej drodzy czytelnicy powinno być oczywiste. Nie opisuję tu bowiem trzeciorzędnej historii science-fiction. Z budowy ciała jest on osobnikiem dosyć sporym. Na oko można dać mu jakieś 190 cm wzrostu i ponad 1 hmmm10 kilogramów wagi. Więc jest co tulić, jakby ktoś chciał.
Oprócz budowy charakteryzują go jeszcze trzy rzeczy: bandaż na jednym z przedramion (bodajże lewym), charakterystyczna wada wymowy(niezbyt dokuczliwa i słyszalna, ale jednak występująca) oraz spora wiedza na temat prawa budowlanego. Każda z tych cech ma inne pochodzenie. Wada wymowy jest wrodzona, wiedza nabyta, natomiast bandaż… najciekawsze jest to, że nawet według samego Krzyśka bandaż jest tylko dla picu, gdyż jego przedramię jest całkowicie zdrowe. No cóż każdy jest tak modny jak lubi.
Stała za filarem
Miała modne spodnie, bluzę modną
I modny zegarek
Podszedł bliżej, przyjrzał się
Tak, to będzie ona
Wymarzona cud-kobieta
Może nawet żona
Chłopak zdobył się na gest
Skoczył po dwa drinki
Jak to cudo rusza się!
Jaki kolor szminki!
Teraz albo nigdy - myśli
Chłopak już nie może
You know babe
Trzymaj drinka
Czekam na danceflorze
A na płycie w reflektorach
Big rozczarowanie
Bo bez listka był zegarek
Bez pasków ubranie
Dyskoteka gra
Właśnie!
Gra muzyka.
Ukształtowanie muzyczne spotkań towarzyskich było raczej tłowe ( w języku polskim wyraz „tłowy” nie istnieje- do dzisiaj, ale jest on najlepszym określeniem stanu , który próbuję określić). Jednak to właśnie muzyka kształtowała stosunki międzyludzkie i była początkiem wielu historii związanych z tym miejscem. Muzyka dla jednych jednolita, a dla innych różnorodna. Główne punkty oparcia muzycznego kształtowała gitara, raczej elektryczna, a od osobnika zależało czy preferował aby ta gitara rzępoliła troszeczkę mocniej czy była muskana ledwo ledwo przez palce wirtuoza/wyrobnika sztuki gitarowej.
Jak kto lubi.
Przekrój był dosyć spory: od Hey i Anathemy poprzez Quens of the Stone Age tudzież Pearl Jam aż po Sabaton, Creatora a nwet Vadera i Behemotha. Dla każdego coś dobrego.
Można też było śpiewać Bryana Adamsa, ale tylko po pijaku i tylko o 5 rano.
There is Alllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll for one
One for allllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll
Ugryzienie komara nieco go pobudziło. Nigdy nie był energetyczną kulką emocji, co tłumaczył zazwyczaj budową swojego ciała.
Jestem duży więc nie muszę się niczym przejmować i emocjonować. Tak można by pokrótce określić jego życiową filozofię.
Pomyślał o kawie. A myślenie jego było nasiąknięte czułością.
EEE, pomyślał, dam sobie spokój. Wypije piwo i nie będę wymyślał.
Tak, był uzależniony od kawy. Czarnej bez żadnych dodatków. Po prawdzie było mu obojętne pochodzenie kawy. Miał wprawdzie swoje ulubione: Davidoffa, Kimbo i to coś co nazywa się biedronkowską Kawą o Poranku (wiedział, ze była to kawa zbożowa, ale potrafił z tym żyć), ale zazwyczaj było mu obojętne co pije, byleby tylko zapewnić krwi odpowiedni zastrzyk kofeiny.
Jestem winny wysoki sądzie, lecz nie zamierzam się poprawiać.
To było jego jedyne uzależnienie. Nie licząc ludzi i Internetu. Z całej trójki środkowy narkotyk najbardziej wpływał na jego psychikę. Potrzebował ludzi, choć z drugiej strony miał charakter samotnika. Sam uznawał ,że to zaskakująco sprzeczne wewnętrznie, ale tak było. Po prostu.
Słońce powoli pomarańczowiało, co było ewidentnym dowodem na coraz szybsze napływanie wieczoru. Połączone było to z narastającym z minuty na minutę ochłodzeniem atmosfery. Był to fakt tak samo oczywisty jak i przyjemny. Powodował on jednakowoż regularne przybywanie liczby ubrań przypadających na jednego uczestnika grillowania.
Trzeba będzie się niedługo zacząć zbierać do Luzaka, zdanie to, całkowicie logiczne i oczywiste, wyszło z ust osoby najodpowiedniejszej do wydania tego zdania, a zarazem jednej z niewielu w pełni uprawnionych do wydania komendy wymarszu- Ani.
Mężczyznom mimo wszystko się nie śpieszyło, co było spowodowane rzeczą prozaiczną- alkoholu do wypicia było jeszcze całkiem sporo, a nikomu nie uśmiechało się dokańczać piwa w autobusie, bo jak każdy wie w takich sytuacjach bywa różnie a mandaty, jak to mandaty bywają drogie i konieczne (lub nie) do zapłacenia.
Spokojnie, Aniu…
Piłat! Adresatka wcześniej wypowiedzianego zdania szybko rozpoznała nadawcę, mimo, że byłą odwrócona do niego plecami. Nie zamulaj! Masz godzinę. Zdążysz w tym czasie wypić to co masz.
Bardzo sprawne myślenie Aniu, odpowiedział, ale powiedz mi , skąd tyle pośpiechu w was?
A chcesz iść pieszo?
No nie chce, nikt nie chce…chociaż trochę ruchu by się człowiekowi zawsze przydało.
Ale czy ja cię wyrzucam z ogrodu? Jak chcesz siedź sobie nawet do nocy, bylebyś doczłapał się do Luzaka później.
Cały czas ten Luzak…
Nie marudź!
Nie marudzę, wyrażam tylko tą no dezaprobatę i zdanie osobne. Przecież Aniu wiesz, że ja tak i tak z wami tym autobusem pojadę.
Wiem i nie rozumiem po co ta rozmowa…
Ba, zaśmiał się Piłat, rozmawiać zawsze warto.
No niby tak, ale Piłat chyba zbyt rzadko poznawał w swoim życiu osoby nie mające nic do powiedzenia a mimo to produkujące słowa z szybkością Chińczyka produkującego Iphony.
W sumie, kontynuował, może będą w tym Luzaku jakieś dziewczyny z mojego rocznika.
A jak wygląda Piłat twój rocznik, zapytał Krzysiek Majchrzak znając z góry odpowiedź, bowiem każdy znał zasadę „rocznika” Piłata.
Docelowo dziewięć zero, ale tak naprawdę, wiesz Krzysiu, każda ładna dziewczyna jest z mojego rocznika, a już szczupłe brunetki to w ogóle są z mojego miesiąca i mojego dnia. Pokrewne dusze po prostu.
Zwyczajowo towarzystwo skwitowało to wyjaśnienie śmiechem.
I nastał gwar. I każdy rozmawiał z każdym, ale tym razem nie było żadnej Bożej wstawki, choć w sumie powoli zaczynał się proces mieszania się języków.
Trawa zaczęła powoli ciemnieć, co nie było w tym wypadku winą samej trawy a bardziej słońca, które na tą trawę przestało powoli świecić. A gdzieś w tle pojawił się spodziewanie księżyc. A o księżycu można by powiedzieć wszystko, tylko nie to, że rozjaśnia kolor trawy.
Tak więc trawa ciemniała, piwa powoli się opróżniały. Nie było wprawdzie korelacji pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami, ale tak się działo, więc nie wypada o tym milczeć.
Piwo się kończy, Emil podkreślił spostrzeżenie, które nasunęło się wszystkim jakieś dziesięć minut przed zdaniem wypowiedzianym.
Nie można było temu zaprzeczyć. Niedobitki, które miały jeszcze nieco większe zapasy alkoholu sączyły go niezwyczajnie wolno ukradkiem obserwując kompanów, pod kątem ewentualnej próby odbicia alkoholu z rąk obserwujących. Przyjaciele przyjaciółmi, ale w obliczu braku alkoholu to nawet człowiek człowiekowi wilkiem, a co dopiero przyjaciel.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz