wtorek, 18 grudnia 2007

Klubokawiarnie XXI wieku

Muszę przyznać, że już sie nie mogę tego doczekać. O czym mówię? O powstaniu pierwszej klubokawiarni prałata Jankowskiego.
Pomyślcie sobie sami. Urodziwe kelnerki, obowiązkowo dziewice ,podają ci kawę. Kawa jest oczywiście polska, pochodzi z najlepszych polskich plantacji kawy.
Na dodatek, jeśli ktoś nie lubi kawy to innych trunków jest od wyboru do koloru.
Już widzę siebie tam oczami wyobraźni. Czytam Biblię, w drugim ręku kieliszek wódki "Prałackiej"
a przede mną na tak zwana zapojke lampka wina Monsignore.
Jak wspominałem na początku: już się nie mogę tego doczekać!

poniedziałek, 17 grudnia 2007

Kolejka

Zauważył go ,gdy przechodził przez przejście dla pieszych. Gruby, niezdarny-łatwa ofiara.
-Boże! Gdzie ci ludzie zgubili gust?- Pomyślał z politowaniem patrząc na jego czerwone ubranie. Czasy, w których było ono modne pokryła już mgła zapomnienia.
Starał się iść za nim jakieś dziesięć metrów. Nie za blisko, żeby go klient nie zauważył, lecz też nie za daleko, żeby nie pozwolić zgubić mu sie sprzed oczu.
-Skręć kurwa w lewo.- Zażyczył sobie w myśli zauważywszy wąską, słabo zapewne uczęszczaną uliczkę po tej właśnie stronie.
Mężczyzna jakby kierowany siłą umysłu Andrzeja skręcił zgodnie z jego marzeniami.
Andrzej ocenił sytuacje.
-Idealna do ataku.- Brak innych przechodniów i słabe oświetlenie rejonu wyraźnie poprawiły mu humor.
Wyciągnął z kieszeni finkę i przystąpił do akcji.
-Dawaj forsę dziadku!- Przystawił mężczyźnie nóż w okolice lędźwi.
-Chłopcze, Mikołaja napadasz?-Odpowiedź zaatakowanego była zaskakująco spokojna.
-Mikołaja nie ma! Kurwa!- Andrzej nie miał ochoty na dysputy. Nerwowo ukradkiem rozglądał się ,czy nie napatacza się gdzieś niepożądany świadek.-Pieniądze kurwa!Bo cię rozpruje.
-Nie mam.
-Dawaj co masz!
-Mam tylko prezenty...dla dzieci.
-To kurwa wyskakuj z fantów.
-Ale to dla dzieci...- Głos Mikołaja lekko ścichł i posmutniał.
-Tu nie Unicef!Powiedz dzieciakom:chuj bombki strzelił, choinki nie będzie!- Andrzej stawał sie coraz bardziej nerwowy. Dla przezorności kazał Mikołajowi pójść z nim do pobliskiej bramy, w której wydawało się być najciemniej na całej ulicy.
Mikołaj dał worek z prezentami Andrzejowi.
-Nie pierwszy raz nie będzie prezentów na święta!-Złodziej szybko przejrzał zawartość worka.- Ja też kiedyś prezentu nie dostałem. No i bez tego na ludzi wyszedłem!
-A co to był za prezent?
- A chuj cię to obchodzi!Kolejka taka.-Andrzej posmutniał wspominając o tym fakcie.-Pełen wypas.

Ocknął sie gdy już świtało.
Mikołaja i worka z prezentami nie było ani śladu.
-Kurwa jebana mać.- Rozpoczął niezbyt elokwentnie monolog.- Musiałem się zagapić i mnie jebnął. Chojrak swoją drogą.-Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
Nagle nieopodal niego zauważył dosyć spory karton. Pomyślał, że Mikołaj uciekając musiał w pośpiechu zostawić jeden fant. Podszedł bliżej. Karton był mniejszy, niż mu sie początkowo zdawało. Lecz nie wielkość a zawartość go zdziwiła. To była kolejka. Taka jaką chciał kiedyś. Otworzył opakowanie z szybkością pięciolatka.
Pudło było puste.

poniedziałek, 10 grudnia 2007

Pejzaż listopadowy

Zapłoneły cmentarze oddając cześć Charonowi
Ugasiliśmy je wódką płacząc za marszałkiem

Z pierwszym śniegiem na ziemie upadły anioły
Twarze ich naznaczone whisky i kokainą

Noc coraz dłużej trwa w ludzkich jaskiniach
Dusze trzeba zapalać, by nie zatopić się w czerni

Powietrze mleczne pachnie dymem istnień
Swąd śmierci wypełnia nam płuca

niedziela, 9 grudnia 2007

U-boot

Dla kazdego fana marynistyki oraz zagadnień związanych z drugą wojną światową niemiecki serial "Das boot"(Okręt), którego reżyserem był późniejszy twórca"Troji" Wolfgang Petersen jest pozycją obowiązkową.  Serial ten niedawno ponownie był emitowany na antenie pewnej komercyjnej polskiej telewizji.
Jeśli ktos wiec tęskni za tym serialem, lub jest fanatykiem niemieckich łodzi podwodnych, to mogę dać mu recepte jak sobie czas samotności osłodzić.
A więc przepis na U-Boota:
-50/100 ml. wódki
-3/4 kufla piwa
 
Do kufla piwa wrzucić kieliszek wódki i spróbować pić tak piwo, by kieliszek nie zdążył dotknąć dna kufla.

Po kilku U-Bootach pójscie na dno gwarantowane.

sobota, 8 grudnia 2007

Słaby i oklepany wiersz o miłości

Gdy ciebie nie ma
Chcę cie zobaczyć
Gdy ciebie widzę
Chcę się napić...
...Martini bym sobie
takie czerwone wypił...
...
Dotykam twoich ust
Dotykam twoich stóp
Dotykam twojego...tfu!
Otwieram oczy i widzę, że
dotykam siebie. Mocne to Martini!

piątek, 7 grudnia 2007

Też fajnie

Ludzie to mają szczęście.
Mają szczęście, że żyją, że pracują, że ich żona nie jest ukrywającą sie strażniczką obozu w Oświecimiu.
Niektórzy są szczęśliwi.
Bo się zakochali.
Bo się odkochali.
Bo ich żona nie jest ukrywającą się strażniczką obozu w Oswiecimiu.

A ja?
A ja pokonałem na ergometrze 500 metrów w 1:49,00
Też fajnie

poniedziałek, 3 grudnia 2007

Pomóżmy Piotrkowi!

Wielu z nas uważa się za ludzi nieszczęsliwych, ale dopiero jak spotkamy sie z prawdziwą tragedis innych uswiadamiamy sobie jak bardzo się mylimy.
Ja uswiadomiłem sobie to dzisiaj.
On ma na imie Piotrek.
W jego życie wkroczyły  u samego zarania polityka i ból.
Piotrek był swietnie zapowiadajacym sie skoczkiem narciarskim.
Był.
Któregos pięknego lipcowego po południa Piotrek skupiony nad wierszami Rilkego szedł przez las.Niestety przez ten sam gaj przemieszczał sie ostatni rosyjski czołg opuszczajacy tajna baze w Polsce.Ich drogi się przecieły.
Piotrek nie usłyszał czołgo, albowiem jego umysł wypełniała VII symfonia Beethovena.
Rozpedzony czołg wpadł na Piotrka i odrzucił go na 2 metry.Piotrek upadł tak nieszczęśliwie, że spadł na minę.
Diagnoza:Uszkodzona łąkotka. Zakaz skakania.
Więcej o Piotrku wkrótce.

Mogę was prosić tylko o jedno:Pomózmy Piotrkowi wrócić na skocznie!

sobota, 1 grudnia 2007

Dobry i tani drink

Martini Red Point
Przepis:Do wysokiej szklanki wrzucić tyle lodu, ile się zmieści.Wlać Martini Rosso, dopełnić sokiem jabłkowym i odrobiną wody sodowej. Położyć na wierzch plasterek jabłka i wisienkę koktajlową.

Drink jest dobry-wczoraj próbowałem.

środa, 28 listopada 2007

Prezent

Miejsce akcji-Miejski autobus
Czas akcji-Około godziny 15
Bohaterowie:Moja znajoma i ja
Klimat-ironiczno-surrealistyczny

Dialog:
-Co chciałabyś dostać na urodziny?
-Okres.

wtorek, 27 listopada 2007

Jej dotyk

Biło od ciebie światło
Uśmiechnąłem się
Mimo,  że poczułem z twojej strony
Powiew chłodu
Milcząca, brunetka
Byłaś taka jak lubie
Dałaś mi tyle słodyczy
Twoje dłonie rozpoczeły ekspedycje
Po moim ciele
Docierając do miejsc, gdzie
Żadna istota dawno już nie była
Twoje dłonie...
Kurcze!
Muszę przestać pić!
Każdy wie, że kanapka z nutellą nie ma rąk!

wtorek, 20 listopada 2007

Haiku część 1

***
Rap gra w głowie
Poukładałem książki
Jestem już dobry
***
Dostał siedem kul
A chciał tylko kupić broń
Przewrotność losu
***
Szary blok marzy
Chce być lepszy lecz nie może
Status zabrania

sobota, 17 listopada 2007

Bez komentarza

Usprawiedliwienie

Faceci to chuje
Słyszę od kobiet
Dookoła.
W pewnym sensie
Trudno temu zaprzeczyć.
Matka mówiła mi
Nie płacz-mężczyźnie nie wypada.
A teraz słyszę-
-Nie masz uczuć!
Kobieta kobiecie stworzyła piekło.

piątek, 16 listopada 2007

Klimatyzm

Listopad mamy goracy jak stosunki prezydenta Kaczyńskiego z premierem Tuskiem.
No cóż, ocieplenie klimatu.
Niedawno przeczytałem, że na Zachodzie coraz więcej wyznawców zdobywa nowa religia-klimatyzm.
Głównym guru tej wiary jest laureat pokojowej Nagrody Nobla, były wiceprezydent USA-Al Gore.
Założeniem tej quasi-religii jest wiara w to, że obecne anomalia pogodowe( dla mnie to rzecz do dyskusji) są karą za nasze(czytaj nasze amerykańskie) grzechy.
Popieram ekologie.
Sam brałem udział w programie "Czysta Wisła".
Sądze jednak, że Klimatyzm to moda chwilowa, szczególnie że powstał on w państwie, które nie ratyfikowało traktatu z Kioto(nawet gdy wielebny Gore był u władzy).
Będe się temu zjawisku przygladał.
Na razie jednak z dystansem.

poniedziałek, 12 listopada 2007

Pejzaż październikowy

Diabły juz kopią sobie nory-czekają na zime
Czas ustapić silniejszym!-wołają-Smierć idzie!

Ślepe watachy inteligentów zaczynają nową orgie
Dla umysłu, dla chuci, dla wątroby

Dawne giganty życia dzis przypominaja łysiejace zapałki
Z wulkanu zieleni zostały tylko wągry na twarzy gleby

Szary wąż wypatruje ludzkich dusz
To czas wchłaniania życia

niedziela, 11 listopada 2007

Gombrowicz by mnie wyśmiał

"Nie jeden nie raz nasz kraj próbował zniszczyć
Nie jeden raz powstaliśmy ze zgliszczy
Teraz nasz czas nadszedł- korona błyszczy
A ja z dumą na nią patrzę, więc wytrzyj łzy"
Zipera-Patriota

sobota, 10 listopada 2007

Kuchenna ksenofobia

Z racji że moja matka wyposażyła mnie w dobre mięso, postanowiłem dziś zrobić gulasz.
Nigdy go nie robiłem, ale po krótkich poszukiwaniach(głównie w pamięciach koleżanek)stałem się posiadaczem przepisu na(mam nadzieję) najprostszy i najlepszy gulasz na świecie a nawet i w całym Olsztynie.
Przygotowanie gulaszu zaczyna się zwykle od pokrojenia mięsa w kostke, więc i ja tak zacząłem.
-Co ty tam kroisz w kostkę.-Głos właścicielki wynajmownego przeze mnie mieszkania trochę mnie zaskoczył.Byłem przekonany, że śpi a ona tymczasem stała w drzwiach i przygladała się mojej pracy.
-Gulasz robię.
-Takie ładne mięso. Zrób z tego schabowe, a nie tam żaden gulasz.
Muszę przyznać, że to zdanie mnie uderzyło.No bo w czym lepszy jest schabowy od gulaszu, że do tego pierwszego mam brać dobrę mięso a do drugiego gorsze?
Może tym, że schabowy jest nasz a gulasz obcy?
Mówię na to Nie!
Dość kuchennej ksenofobii!

piątek, 9 listopada 2007

Golem

Jestem zbitkiem
Wynikiem pewnych myśli i czynów
Jestem tym co czytam
Słucham, widzę i jem
Stworzyłem siebie
I stworzono mnie
Z pierwszej kazdej płyty
Z pochłonietych filmów
Zniedoczytanych wierszy
Jedną częścią-narodziny
Drugą-śmierć
Trzecią-śmiech
Inną -ból
Ja to chłopak w swetrze, obejmujący Magdę
Ja to gość posolarium pijący Holandie
Ja to dobro i zło
Ja to...
Ja

środa, 7 listopada 2007

"Szufladkowcy"
W swych małych szufladkach
Dzielonych na mniejsze
Siedzimy jak myszki
Czekając na szczęście

Patrzymy przez okna
Biegniemy do pracy
Jeździmy na grilla
Lubimy czas tracić

Pijemy wódeczke
Chodzimy na czterech
Śpiewamy "Góralu..."
By było weselej

W swych małych szufladkach
dzielonych na mniejsze
Patrzymy bezradnie
Jak ucieka nam szczęście.

poniedziałek, 5 listopada 2007

Refleksja

Może dla wielu będzie to dziwne, ale ja uwielbiam Święto Zmarłych. Jest to dla mnie czas nie tyle nostalgii co ponownego splecienia nadwątlonych nieraz rodzinnych więzów. Może źle to zabrzmi, ale tylko na cmentarzu mogę ponownie zobaczyć część mojej rodziny i dawnych znajomych. I to jest powód dla którego to święto darze tak olbrzymim sentymentem.

niedziela, 28 października 2007

Tak się trochę literacko polansuje

Spotkanie

-Czekałeś na mnie?
-Jak osioł na zbawienie.-Jej pytanie było ze zbioru rozbrajających.-W końcu się umówiliśmy nie?
-Tak, tak.-Nerwowo rozglądała się po lokalu.-To pewne miejsce?
-Kurwa, żyjemy w Polsce! Tutaj teraz nie ma pewnych miejsc-Lekko się uniosłem.-A poza tym, jeśli nie zauważyłaś jesteśmy sami.
Zauważyła.
Swoją drogą to dziwne. Powinien być jakiś barman. Byłem tam już dłuższy czas i nie spotkałem nikogo.
Przypomniało mi się po sekundzie.
Zatrudniłem się w tym lokalu jako barman.
Nie, moment!
Zmyła.
To mój bar.
Kupiłem go niedawno
Kurwa, za dużo pije.
-Chciałeś mnie widzieć.-Rozpoczęła dosyć rzeczowo.
-Osiągnąłem swój cel.- Zacząłem się bawić zapalniczką jak Humphrey Bogart.
-Bawisz się zapalniczką jak Humphrey Bogart.
Uwielbiałem jej spostrzegawczość. Jeszcze bardziej uwielbiałem jej cycki.
-Co u ciebie mamo?- Spytałem.
-Nic ciekawego.-Tu nie mijała się z prawdą-Żyję sobie powoli, jak to zwykle mają emeryci. Codziennie to samo. Rano kościół, potem targ, jakiś obiad, trzy godziny telenoweli, różaniec no i małe pieprzono z twoim ojcem jak nie zapomni zażyć viagry.
- Jezu mamo!- To ostatnie nie było dla mnie miłe.
-Dobra. Dobra. A co ty porabiasz?
-He, he, he - Zaśmiałem się ala Lepper- Prawie to samo, co ty. No oprócz różańca i kościoła rano.
-Jezu!- Spąsowiała- Pieprzysz się z własnym ojcem! To ja się teraz nie dziwię, że mu viagra na tak krótko starcza!
-Mamo! Boże! Fuj- Skrzywiłem się jak pięciolatka na myśl o penisie kolegi z przedszkola.-Mówie o seksie w ogóle.
-Aha- Jej twarz na powrót zbladła.- Masz kobietę?
-Przecież wiesz, że mam. Przedstawiłem ci Agnieszkę, kiedy ostatnio u mnie byłaś.
-A, no. Wiesz ja nie wiedziałam, że to twoja kobieta. Mówiłeś, że to koleżanka.
-No tak się mówi.
-Chyba w dzisiejszych czasach. Dawniej mówiło się narzeczona.
-No mówiło się, mówiło. Ale to było kiedyś.
-Ja w ogóle to myślałam, że to jakaś bezdomna była. TY syneczku, masz takie dobre serce, no i pomyślałam: pewnie chlała i ćpała to do domu wziął. I dobrze. Psy z schroniska są lepsze i bardziej oddane od wychowanych w domu, to może i bezdomne kobiety mają podobne cechy?
-Wiesz, co mamo? Ta rozmowa nie ma dłużej sensu.

sobota, 27 października 2007

Dziewica

Podobno pierwszy raz zawsze boli.
Ten pierwszy raz nie bolał mnie wcale. Mógłbym napisać coś o wielkim kroku dla mnie, żenująco małym kroku dla ludzkości, ale... już przed chwilą to napisałem.
Jako internetowy analfabeta do jednej rzeczy jestem zobowiązany: dziękuję bardzo tej osobie, która pomogła mi założyć blog.
To koniec.
To wszystko.
Na razie.
He he he.