Soundtrack do rozdziału siódmego:
Jamie Woon- Shoulda
Birdy- Skinny Love
J Cole- Rise and shine
Nigdy nie pamiętałem takiej jesieni. Nigdy takiej jesieni nie było. Nigdy nie mogło być , bo każda jesień jest inna. Taka jest natura rzeczy. Nie może być inaczej. Tak po prostu każda jesień jest inna. Każdy dzień jest inny. Każda sekunda. Proste prawdy zanurzone w banale.
Jest kawiarnia. Jestem ja. Jest późno wrześniowe popołudnie. Zlizuje resztki pianki z łyżeczki upewniając się jednocześnie czy nikt mnie nie widzi. Sekunda powrotu do dzieciństwa. Nikt mnie nie widzi. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Knajpka jest praktycznie pusta nie licząc trójki kelnerko- barmanek. Polubiłem tę kawiarnię od początku. To tu byłem z Nią na pierwszej randce. Pierwszej bo rozmowa w barze się nie liczy. Nie liczy się tym bardziej jeśli ty jako rozmówca wypiłeś wcześniej już sześć piw i miałeś ochotę ewidentnie na siódme na kieliszek wiśniówki na wszystko co ma w sobie alkohol .
Na nikogo nie czekam i nikt nie czeka na mnie .Uwielbiam taki stan rzeczy. Czuję wtedy jakaś niewidzialna granica pomiędzy mną a całą resztą. Całą tą cholerną resztą…oni wszyscy płyną obok tylko i wyłącznie.
Przyjdziesz?
Nie przyjdę. Dziś . Nigdy. Piszę . Sto znaków. Znaków zawierających w sobie ucieczke od tego spotkania. Mam pracę. Mam dużo pracy. Cokolwiek. Piszę miłe kłamstwa, żeby mniej bolało. Kiedyś będzie bolało bardziej, ale teraz nie musi. Teraz nie ma takiej potrzeby. Ważę dokładnie słowa, zbijam jej w uprawdopodobnienia. Ona. Ona jest gdzieś tam. Na pewno poza centrum. Może mnie spotkać? Nie . Chyba nie. Nigdy jej tu nie zaprosiłem. Ba rzadko bywała w centrum w tych godzinach, a w szczególności w tygodniu. To by było za dużo pytań. Niepotrzebne pytania i złość. I więcej kłamstw. Znacznie więcej niż w smsie. Znacznie więcej niż to jest warte.
Tak naprawdę Kamila miała jedną wadę. Nie była Nią. Nie mogła . Nie miała szans. Natura jest nieubłagana i produkuje ludzi w liczbie sztuk jeden. Nawet bliźniacy są w swoim istnieniu pojedynczy. Początkowo jej nieNiość była nawet plusem. Była odtrutką, ale po czasie stało się to coraz bardziej nie do zniesienia.
Dzis nie mogę :( Umowilem sie z Tomkiem . Mam mu w czyms pomoc. Chyba cos przenieść. Zobaczymy sie jutro ! :)
Opcje. Dodaj odbiorcę. Kamila. Wiadomość została wysłana. Dostarczono do Kamila. Poszło.
Nie minęło kilka sekund a telefon rozbrzmiał w rytm Use Somebody Kings of Leon. To jednak nie ona. To Marcin. Ten to ma zawsze wyczucie chwili.
Tak? Rozpoczął nieco ospale. Nie chciało mu się z nikim rozmawiać.
Ty co robisz? Marcin nie czekał nawet na odpowiedź . Wpadnij do Beczki.
Kawę piję na starówce.
O masz hajs chłopie masz hajs.
Nie mam i nie pożyczę . Przy okazji kontaktów z Marcinem kwestia finansowa była często poruszana ,więc szybko ucinam temat.
To spierdalaj! Obaj zaczęliśmy się śmiać. Zasady rozmowy. Są proste.. Cała tą otoczkę całą umowność. Ani Marcin nie chciał pożyczyć pieniędzy ani ja nie chcię ich nie dać. To była po prostu jedna z tysiąca rozmów. Wszystko łącznie z agresją , która zazwyczaj krążyła wokół rozmowy miało swój czas i miejsce. Bywa szorstko między nami, ale to tylko wyłącznie z powodu tego, że znamy się bardzo dobrze i mamy świadomość , że po drugiej stronie nie ma dobrego , grzecznego chłopca, a jeśli i jest to często bywa bardzo dokładnie zamieciony pod dywan.
To co wbijasz?
To jest jakaś opcja. To jest bardzo dobra opcja. Tydzień już nie przychodzę do Beczki. To bardzo długi czas rozłąki zważywszy na to, że przez ostatnie pół roku pełniłem tam praktycznie status kolejnego hookera. Spojrzałem na resztki tego co kwadrans temu było cappuccino. Ty to ja tu dopiję, zajrzę jeszcze do biblioteki i wpadnę.
Pierdol bibliotekę- tylko kutasy czytają?!
I to mówi pisarz! Gra trwała na dobre
Chuj nie pisarz!
Ty, coś w tym jest.
Spierdalaj. Oburzenie wydawało się nawet nieco prawdziwe. Spierdalaj… i kup frytki po drodze , zjemy coś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz