-Byłem kiedyś rosyjskim żołnierzem
-Był pan?
Mężczyzna siedzący w fotelu otworzył notatnik i zaczął w nim coś zapisywać.
-Dlaczego akurat rosyjskim?- Ciągnął dalej nie patrząc nawet na fotel naprzeciwko, w którym siedział Józef.
- A dlaczego nie? Wie pan u nas ruscy zawsze byli źli , każdy był kowbojem albo później Bońkiem czy Pele. A mi się oni nawet podobali Jakiś serial widziałem i tam czasem film leciał. Tych filmów robili sporo. Zawsze ruski szli na Berlin. I ja byłem rosyjskim…
- Gwoli formalności radzieckim…- wtrącił Kamiński
Józef jakby przez chwilę zawisł.
- … tak, ma pan rację – przytaknął coraz bardziej kurcząc się w swoim i tak niewielkim ciele- ja byłem radzieckim żołnierzem.
- I długo tak byliście tym żołnierzem?
- Hmmm ja wiem będzie tego z sześć –zastanowił się- nie no w sumie pięć lat.
Kamiński poprawił okulary.
-Może herbaty panie Józefie- zawsze się starał tworzyć przyjazną atmosferę. Wiedział, że tego typu rozmowy są stresujące i żeby tego stresu nie pogłębiać zbytnio, starał się w trakcie spotkań o jak najbardziej przyjacielski tryb konwersacji. O ile oczywiście to było możliwe przy takich okazjach. Stąd te fotele.
Góra miała wiele wątpliwości. U innych było bardziej regulaminowo. Zero komfortu, żeby odpowiadający wiedział i miał świadomość gdzie jest , dlaczego tam jest i z kim rozmawia. Kamiński miał jednak asa w rękawie przy okazji wszelkich swych rozmów z przedstawicielami góry. Był najlepszy w swojej pracy to po pierwsze a po drugie wcale nie musiał tego robić. Jego sytuacja majątkowa pozwalała mu już w ogóle nie pracować. Mógł odejść w każdej chwili. Góra uwzględniając zarówno punkt pierwszy jak i drugi pozwalała mu na praktycznie wszystko.
- A jak bardzo był pan tym radzieckim żołnierzem?
-Chyba nie rozumiem do końca pytania- zmieszał się Józef
-No dobrze doprecyzuję. Czy był pan tym radzieckim żołnierzem tak bardziej od święta, nie zważał pan zbytnio na swoją radziecko żołnierzowatość czy tak bardziej był pan sumiennym radzieckim żołnierzem pielęgnującym na co dzień całość funkcji i uczuć związanych z tym kim pan jest.
- Prawdę powiedziawszy to było z tym różnie. Wie pan jak to jest w tym wieku. Na początku to było jak grom z jasnego nieba. Zachłysnąłem się tym wszystkim. Byłem bardziej radziecki od całej armii. Ba byłem bardziej radziecki o najbardziej radzieckiej rzeczy która jest. A tak na marginesie? Co jest dla pana najbardziej radzieckie?
Kamiński poczuł się zaskoczony tym pytaniem. Rzadko ktoś go o coś pytał a i Józef nie wyglądał na takiego, co był zdolny pytać. Jednak jako stary wyga postanowił zagrać w tę grę
- Najbardziej radziecka rzecz? Może to nie rzecz, ale najbardziej radziecki jest dla mnie Stalin. A dla pana?
Józef już praktycznie całkowicie zapadł się zarówno w fotelu jak i w sobie.
-Dla mnie?- nieco teatralnie podrapał się po głowie- Ja to nie wiem, ta taka drewniana niby lalka.
-Matrioszka- dopowiedział Kamiński.
-Tak, tak Matrioszka. No to ja byłem bardziej radziecki od Matrioszki. Wie pan jak zdobywałem Berlin to z taką zaciekłością , że mama zaczęła się o mnie martwić czy jakiejś nerwicy natręctw nie dostanę. A żeby pan wiedział to w najlepszym czasie to ja ten Berlin zdobywałem z cztery –pięć razy w tygodniu i tak po pół dnia zawsze.
-I jak pan ten Berlin zdobywał i zdobył w końcu to, co pan z nim robił?
- Paliłem .Ruscy nie spalili to ja bardziej radykalnie. No ale później się zmieniło powoli. Trochę tam to wszystko zaczęło nudzić. Poza tym już uprzykrzyło się tak samemu ten Berlin zdobywać. Zacząłem na boisko zachodzić, w piłkę grać , z chłopakami gdzieś włóczyć. Ale żeby nie było od czasu do czasu jeszcze coś tam zdobywałem, coś paliłem, jednak już na uboczu, żeby nie widzieli. Bo wie Pan niektórzy się śmieli, że taki stary i Berlin zdobywa.
Kamiński zamyślił się. Wiedział już wszystko. Przyszedł więc czas na konkrety.
-No więc chciałby pan zostać premierem, tak?
Józef jakby mógł, to by w tej chwili zniknął. Nie lubił takich sytuacji. Uważał, że nie nadawał się do nich.
-No wie pan- Czuł jak pali się w środku ze wstydu- Szwagier mówił, że robota jest, a że on parę osób zna i trochę już pracuje to powiedział , że załatwi.
Kamiński wstał z fotela i podszedł do Józefa.
-Załatwi, załatwi- poklepał go po ramieniu i podszedł do stolika aby nalać sobie herbaty- Widzi pan, ja znam pańskiego szwagra. Wszyscy go znają. To gdzie by pan tam chciał być tym premierem?
-Gdziekolwiek. Ja robotny jestem.
Kamiński się lekko zachmurzył na te słowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz