Jakoś to wszystko mało
emocjonalne dziś
Siedzę w kuchni
są placki ziemniaczane obsypane cukrem
i rozmowy o ludziach tak obcych ,że powinni tworzyć mitologię
Stary byk ma pięćdziesiąt lat i cały czas siedzi na kuroniówce
Wyobrażasz to sobie?
Zbyt wiele sobie wyobrażam
podobno najgorzej wychodzić za humanistę
bo nie dość ,że czytają te wszystkie książki
to jeszcze w nie wierzą.
Jest Dukaj. Jest lód. Jest prawda czy nie ma
?
Siedzę w kuchni
są placki ziemniaczane obsypane cukrem
Ojciec patrzy przez okno i czeka na strzały
To są akcje w stylu: bo burze
przychodzą i odchodzą ale w środku są ładne
i trzeba wyłączyć telewizor
Młody poeta co nie czeka na debiut a czeka na uznanie
powie:
Banalne to zdanie tato
w chuj banalne
środa, 31 sierpnia 2011
niedziela, 21 sierpnia 2011
Byłem rosyjskim żołnierzem
-Byłem kiedyś rosyjskim żołnierzem
-Był pan?
Mężczyzna siedzący w fotelu otworzył notatnik i zaczął w nim coś zapisywać.
-Dlaczego akurat rosyjskim?- Ciągnął dalej nie patrząc nawet na fotel naprzeciwko, w którym siedział Józef.
- A dlaczego nie? Wie pan u nas ruscy zawsze byli źli , każdy był kowbojem albo później Bońkiem czy Pele. A mi się oni nawet podobali Jakiś serial widziałem i tam czasem film leciał. Tych filmów robili sporo. Zawsze ruski szli na Berlin. I ja byłem rosyjskim…
- Gwoli formalności radzieckim…- wtrącił Kamiński
Józef jakby przez chwilę zawisł.
- … tak, ma pan rację – przytaknął coraz bardziej kurcząc się w swoim i tak niewielkim ciele- ja byłem radzieckim żołnierzem.
- I długo tak byliście tym żołnierzem?
- Hmmm ja wiem będzie tego z sześć –zastanowił się- nie no w sumie pięć lat.
Kamiński poprawił okulary.
-Może herbaty panie Józefie- zawsze się starał tworzyć przyjazną atmosferę. Wiedział, że tego typu rozmowy są stresujące i żeby tego stresu nie pogłębiać zbytnio, starał się w trakcie spotkań o jak najbardziej przyjacielski tryb konwersacji. O ile oczywiście to było możliwe przy takich okazjach. Stąd te fotele.
Góra miała wiele wątpliwości. U innych było bardziej regulaminowo. Zero komfortu, żeby odpowiadający wiedział i miał świadomość gdzie jest , dlaczego tam jest i z kim rozmawia. Kamiński miał jednak asa w rękawie przy okazji wszelkich swych rozmów z przedstawicielami góry. Był najlepszy w swojej pracy to po pierwsze a po drugie wcale nie musiał tego robić. Jego sytuacja majątkowa pozwalała mu już w ogóle nie pracować. Mógł odejść w każdej chwili. Góra uwzględniając zarówno punkt pierwszy jak i drugi pozwalała mu na praktycznie wszystko.
- A jak bardzo był pan tym radzieckim żołnierzem?
-Chyba nie rozumiem do końca pytania- zmieszał się Józef
-No dobrze doprecyzuję. Czy był pan tym radzieckim żołnierzem tak bardziej od święta, nie zważał pan zbytnio na swoją radziecko żołnierzowatość czy tak bardziej był pan sumiennym radzieckim żołnierzem pielęgnującym na co dzień całość funkcji i uczuć związanych z tym kim pan jest.
- Prawdę powiedziawszy to było z tym różnie. Wie pan jak to jest w tym wieku. Na początku to było jak grom z jasnego nieba. Zachłysnąłem się tym wszystkim. Byłem bardziej radziecki od całej armii. Ba byłem bardziej radziecki o najbardziej radzieckiej rzeczy która jest. A tak na marginesie? Co jest dla pana najbardziej radzieckie?
Kamiński poczuł się zaskoczony tym pytaniem. Rzadko ktoś go o coś pytał a i Józef nie wyglądał na takiego, co był zdolny pytać. Jednak jako stary wyga postanowił zagrać w tę grę
- Najbardziej radziecka rzecz? Może to nie rzecz, ale najbardziej radziecki jest dla mnie Stalin. A dla pana?
Józef już praktycznie całkowicie zapadł się zarówno w fotelu jak i w sobie.
-Dla mnie?- nieco teatralnie podrapał się po głowie- Ja to nie wiem, ta taka drewniana niby lalka.
-Matrioszka- dopowiedział Kamiński.
-Tak, tak Matrioszka. No to ja byłem bardziej radziecki od Matrioszki. Wie pan jak zdobywałem Berlin to z taką zaciekłością , że mama zaczęła się o mnie martwić czy jakiejś nerwicy natręctw nie dostanę. A żeby pan wiedział to w najlepszym czasie to ja ten Berlin zdobywałem z cztery –pięć razy w tygodniu i tak po pół dnia zawsze.
-I jak pan ten Berlin zdobywał i zdobył w końcu to, co pan z nim robił?
- Paliłem .Ruscy nie spalili to ja bardziej radykalnie. No ale później się zmieniło powoli. Trochę tam to wszystko zaczęło nudzić. Poza tym już uprzykrzyło się tak samemu ten Berlin zdobywać. Zacząłem na boisko zachodzić, w piłkę grać , z chłopakami gdzieś włóczyć. Ale żeby nie było od czasu do czasu jeszcze coś tam zdobywałem, coś paliłem, jednak już na uboczu, żeby nie widzieli. Bo wie Pan niektórzy się śmieli, że taki stary i Berlin zdobywa.
Kamiński zamyślił się. Wiedział już wszystko. Przyszedł więc czas na konkrety.
-No więc chciałby pan zostać premierem, tak?
Józef jakby mógł, to by w tej chwili zniknął. Nie lubił takich sytuacji. Uważał, że nie nadawał się do nich.
-No wie pan- Czuł jak pali się w środku ze wstydu- Szwagier mówił, że robota jest, a że on parę osób zna i trochę już pracuje to powiedział , że załatwi.
Kamiński wstał z fotela i podszedł do Józefa.
-Załatwi, załatwi- poklepał go po ramieniu i podszedł do stolika aby nalać sobie herbaty- Widzi pan, ja znam pańskiego szwagra. Wszyscy go znają. To gdzie by pan tam chciał być tym premierem?
-Gdziekolwiek. Ja robotny jestem.
Kamiński się lekko zachmurzył na te słowa.
-Był pan?
Mężczyzna siedzący w fotelu otworzył notatnik i zaczął w nim coś zapisywać.
-Dlaczego akurat rosyjskim?- Ciągnął dalej nie patrząc nawet na fotel naprzeciwko, w którym siedział Józef.
- A dlaczego nie? Wie pan u nas ruscy zawsze byli źli , każdy był kowbojem albo później Bońkiem czy Pele. A mi się oni nawet podobali Jakiś serial widziałem i tam czasem film leciał. Tych filmów robili sporo. Zawsze ruski szli na Berlin. I ja byłem rosyjskim…
- Gwoli formalności radzieckim…- wtrącił Kamiński
Józef jakby przez chwilę zawisł.
- … tak, ma pan rację – przytaknął coraz bardziej kurcząc się w swoim i tak niewielkim ciele- ja byłem radzieckim żołnierzem.
- I długo tak byliście tym żołnierzem?
- Hmmm ja wiem będzie tego z sześć –zastanowił się- nie no w sumie pięć lat.
Kamiński poprawił okulary.
-Może herbaty panie Józefie- zawsze się starał tworzyć przyjazną atmosferę. Wiedział, że tego typu rozmowy są stresujące i żeby tego stresu nie pogłębiać zbytnio, starał się w trakcie spotkań o jak najbardziej przyjacielski tryb konwersacji. O ile oczywiście to było możliwe przy takich okazjach. Stąd te fotele.
Góra miała wiele wątpliwości. U innych było bardziej regulaminowo. Zero komfortu, żeby odpowiadający wiedział i miał świadomość gdzie jest , dlaczego tam jest i z kim rozmawia. Kamiński miał jednak asa w rękawie przy okazji wszelkich swych rozmów z przedstawicielami góry. Był najlepszy w swojej pracy to po pierwsze a po drugie wcale nie musiał tego robić. Jego sytuacja majątkowa pozwalała mu już w ogóle nie pracować. Mógł odejść w każdej chwili. Góra uwzględniając zarówno punkt pierwszy jak i drugi pozwalała mu na praktycznie wszystko.
- A jak bardzo był pan tym radzieckim żołnierzem?
-Chyba nie rozumiem do końca pytania- zmieszał się Józef
-No dobrze doprecyzuję. Czy był pan tym radzieckim żołnierzem tak bardziej od święta, nie zważał pan zbytnio na swoją radziecko żołnierzowatość czy tak bardziej był pan sumiennym radzieckim żołnierzem pielęgnującym na co dzień całość funkcji i uczuć związanych z tym kim pan jest.
- Prawdę powiedziawszy to było z tym różnie. Wie pan jak to jest w tym wieku. Na początku to było jak grom z jasnego nieba. Zachłysnąłem się tym wszystkim. Byłem bardziej radziecki od całej armii. Ba byłem bardziej radziecki o najbardziej radzieckiej rzeczy która jest. A tak na marginesie? Co jest dla pana najbardziej radzieckie?
Kamiński poczuł się zaskoczony tym pytaniem. Rzadko ktoś go o coś pytał a i Józef nie wyglądał na takiego, co był zdolny pytać. Jednak jako stary wyga postanowił zagrać w tę grę
- Najbardziej radziecka rzecz? Może to nie rzecz, ale najbardziej radziecki jest dla mnie Stalin. A dla pana?
Józef już praktycznie całkowicie zapadł się zarówno w fotelu jak i w sobie.
-Dla mnie?- nieco teatralnie podrapał się po głowie- Ja to nie wiem, ta taka drewniana niby lalka.
-Matrioszka- dopowiedział Kamiński.
-Tak, tak Matrioszka. No to ja byłem bardziej radziecki od Matrioszki. Wie pan jak zdobywałem Berlin to z taką zaciekłością , że mama zaczęła się o mnie martwić czy jakiejś nerwicy natręctw nie dostanę. A żeby pan wiedział to w najlepszym czasie to ja ten Berlin zdobywałem z cztery –pięć razy w tygodniu i tak po pół dnia zawsze.
-I jak pan ten Berlin zdobywał i zdobył w końcu to, co pan z nim robił?
- Paliłem .Ruscy nie spalili to ja bardziej radykalnie. No ale później się zmieniło powoli. Trochę tam to wszystko zaczęło nudzić. Poza tym już uprzykrzyło się tak samemu ten Berlin zdobywać. Zacząłem na boisko zachodzić, w piłkę grać , z chłopakami gdzieś włóczyć. Ale żeby nie było od czasu do czasu jeszcze coś tam zdobywałem, coś paliłem, jednak już na uboczu, żeby nie widzieli. Bo wie Pan niektórzy się śmieli, że taki stary i Berlin zdobywa.
Kamiński zamyślił się. Wiedział już wszystko. Przyszedł więc czas na konkrety.
-No więc chciałby pan zostać premierem, tak?
Józef jakby mógł, to by w tej chwili zniknął. Nie lubił takich sytuacji. Uważał, że nie nadawał się do nich.
-No wie pan- Czuł jak pali się w środku ze wstydu- Szwagier mówił, że robota jest, a że on parę osób zna i trochę już pracuje to powiedział , że załatwi.
Kamiński wstał z fotela i podszedł do Józefa.
-Załatwi, załatwi- poklepał go po ramieniu i podszedł do stolika aby nalać sobie herbaty- Widzi pan, ja znam pańskiego szwagra. Wszyscy go znają. To gdzie by pan tam chciał być tym premierem?
-Gdziekolwiek. Ja robotny jestem.
Kamiński się lekko zachmurzył na te słowa.
piątek, 19 sierpnia 2011
Kawa z solą
Dosypał soli do kawy. Zawsze tak robił. Nauczyła go tego matka. Sól zmienia smak. Nie znał smaku inaczej przyrządzanej kawy więc nie wiedział , czy traci czy zyskuje dosypując sól. Nigdy nie próbował zmieniać tej prostej receptury. Chyba to jedyna dziedzina w której trzymał się jakiś stałych zasad-pomyślał.
Nagle robi się ciepło kurewsko ciepło. Wszystko w środku huczy. Nie wiesz co jest górą , a co dołem.
Nie pamiętał czy od razu wystąpiło to drżenie. Zauważył je kilka tygodni później. A może po prostu dopiero wtedy zwrócił na nie uwagę. Nie wiedział. Patrzył na swoje ręce zazwyczaj co rano Wtedy kiedy była cisza . Kiedy oni jeszcze spali. Ela wstawała około siódmej. Dzieci miały teraz wakacje . Wstawały tak późno, że mogły nie wstawać w ogóle. Dzieci nocy. Przymykał na to oko. Nie chciał ich w żaden sposób ograniczać. Miał w głowie ludzi . Miał stereotypy. Obiecał sobie , że będzie inny. Nikt nie powie- ojciec żołnierz to pewnie rygor. Mówili, pewnie że mówili, ale tak nie było. Chciał etyki , nie chciał rygoru. Sam go nie lubił , nie cenił. Dziwny ze mnie żołnierz- czasem myślał z uśmiechem o samym sobie. Ręce drżały. Było ledwo po szóstej. Przyzwyczajenie. Z przyzwyczajenia wstawał o piątej. Nie zmieniał tego. Nie chciał.
Pstryknęło. Zalał kawę o swojego ulubionego kubka. Metalowy, tradycyjny. Dostał od chłopaków na urodziny. Spodziewał się Made in Arabia albo jakieś China. A tu nie –Szwajcaria. Oryginalny kubek szwajcarskiego wojska. Prawdziwy metal dla prawdziwego zakutego łba- mówili z ironią. Życie by za nich oddał. Wtedy.
Nagle robi się ciepło kurewsko ciepło. Wszystko w środku huczy. Nie wiesz co jest górą , a co dołem. Jakby ktoś włączył alarm, taki alarm jaki jest tylko w sklepikach w supermarketach. Jeden wielki sklepikowy alarm przeszywał jego głowę.
Drżenie jakby nieco ustało. Pewnie chwycił kubek. To był jego moment. Jego moment spokoju poprzedzający dzień pełen nudy. Lubił patrzeć przed okno . Po to wybudował ten dom. Tak mu się zdawało. Żeby pić rano kawę i patrzeć na ten widok. Żółto. Na przestrzeni kilku hektarów żółto. Zbożowo. To chyba słowo bardziej oddawało ten kolor. Żółty jest rzepak. Zboże nie jest żółte. Zboże jest zbożem, jedyne co przypomina w odcieniu to piasek. Tego się nauczył przez ten czas. Stał przy oknie , popijał lekko słoną kawę i obserwował zbożową plażę przed nim. Pełno piasku.
Nagle robi się ciepło kurewsko ciepło. Wszystko w środku huczy. Nie wiesz co jest górą , a co dołem. Jakby ktoś włączył alarm, taki alarm jaki jest tylko w sklepikach w supermarketach. Jeden wielki sklepikowy alarm przeszywał jego głowę. Leżał. Chyba wszystko było ok. Wszystko w nim wyło. Coś przecięło powietrze koło niego. Mina. Musieli wjechać na minę. A teraz skurwysyny strzelają. Odbezpieczył pistolet. Karabin. Musi gdzieś być jego karabin…
…Kurwa! Musiał się zerwać ! Huczy. Małecki. Leży . Kurwa! Jaro! Kurwa! On chyba nie żyje! Coś ciemnego . Cos ciemnego płynie spod jego ciała. Dużo ciemnego . Zawołało się. Cisza. Przestali strzelać. Cisza…
…trzeba się trzymać łazika. Nie widzę ich. Dlaczego strzelają? Może myślą , ze nie żyję ? Na pewno. Jebane brudasy ! Ruchacze kóz ! Zobaczymy kto kurwa tu zdechnie! Huczy. Wszystko huczy. Wyłączcie ten alarm! Wyłączcie ten pierdolony alarm! Słyszę cię chuju! Rozumiesz słyszę cię pierolony ruchaczu kóz! Słyszę twoje kroki. Wiem , że idziesz!
Pi! Pi! Pii! Pii
Sekundy. Sekundy alarmu.
Pi! Pi! Pi! Pii! Pii!
- Jezusmaria! Całe panele zalane kawą!
Ocknął się. Ela już trzymała w ręku mopa.
-Dobrze, że ten kubek był metalowy- Nawet chyba rozbawiła ją ta sytuacja- Kochanie może daruj sobie te kawusie. Bo kilka takich akcji sprawi , że trzeba będzie panele zmieniać. Jak ręka? Już lepiej?- Martwiła się o niego. Może czasem urzędowo, ale jednak spełniało to wszystko wymogi martwienia się. Po tym wszystkim. Wiedziała, ze musi się martwić. To stało się jej codziennością.
Nie słuchał jej. Spojrzał za okno. Pełno zboża. Całe morze zboża. Cała pustynia zboża. Obrócił się w kierunku żony. Zobaczył, że już posprzątała. Chwycił ją za rękę. Rzadko to robił.
- Chyba tak, chyba tak…
Nagle robi się ciepło kurewsko ciepło. Wszystko w środku huczy. Nie wiesz co jest górą , a co dołem.
Nie pamiętał czy od razu wystąpiło to drżenie. Zauważył je kilka tygodni później. A może po prostu dopiero wtedy zwrócił na nie uwagę. Nie wiedział. Patrzył na swoje ręce zazwyczaj co rano Wtedy kiedy była cisza . Kiedy oni jeszcze spali. Ela wstawała około siódmej. Dzieci miały teraz wakacje . Wstawały tak późno, że mogły nie wstawać w ogóle. Dzieci nocy. Przymykał na to oko. Nie chciał ich w żaden sposób ograniczać. Miał w głowie ludzi . Miał stereotypy. Obiecał sobie , że będzie inny. Nikt nie powie- ojciec żołnierz to pewnie rygor. Mówili, pewnie że mówili, ale tak nie było. Chciał etyki , nie chciał rygoru. Sam go nie lubił , nie cenił. Dziwny ze mnie żołnierz- czasem myślał z uśmiechem o samym sobie. Ręce drżały. Było ledwo po szóstej. Przyzwyczajenie. Z przyzwyczajenia wstawał o piątej. Nie zmieniał tego. Nie chciał.
Pstryknęło. Zalał kawę o swojego ulubionego kubka. Metalowy, tradycyjny. Dostał od chłopaków na urodziny. Spodziewał się Made in Arabia albo jakieś China. A tu nie –Szwajcaria. Oryginalny kubek szwajcarskiego wojska. Prawdziwy metal dla prawdziwego zakutego łba- mówili z ironią. Życie by za nich oddał. Wtedy.
Nagle robi się ciepło kurewsko ciepło. Wszystko w środku huczy. Nie wiesz co jest górą , a co dołem. Jakby ktoś włączył alarm, taki alarm jaki jest tylko w sklepikach w supermarketach. Jeden wielki sklepikowy alarm przeszywał jego głowę.
Drżenie jakby nieco ustało. Pewnie chwycił kubek. To był jego moment. Jego moment spokoju poprzedzający dzień pełen nudy. Lubił patrzeć przed okno . Po to wybudował ten dom. Tak mu się zdawało. Żeby pić rano kawę i patrzeć na ten widok. Żółto. Na przestrzeni kilku hektarów żółto. Zbożowo. To chyba słowo bardziej oddawało ten kolor. Żółty jest rzepak. Zboże nie jest żółte. Zboże jest zbożem, jedyne co przypomina w odcieniu to piasek. Tego się nauczył przez ten czas. Stał przy oknie , popijał lekko słoną kawę i obserwował zbożową plażę przed nim. Pełno piasku.
Nagle robi się ciepło kurewsko ciepło. Wszystko w środku huczy. Nie wiesz co jest górą , a co dołem. Jakby ktoś włączył alarm, taki alarm jaki jest tylko w sklepikach w supermarketach. Jeden wielki sklepikowy alarm przeszywał jego głowę. Leżał. Chyba wszystko było ok. Wszystko w nim wyło. Coś przecięło powietrze koło niego. Mina. Musieli wjechać na minę. A teraz skurwysyny strzelają. Odbezpieczył pistolet. Karabin. Musi gdzieś być jego karabin…
…Kurwa! Musiał się zerwać ! Huczy. Małecki. Leży . Kurwa! Jaro! Kurwa! On chyba nie żyje! Coś ciemnego . Cos ciemnego płynie spod jego ciała. Dużo ciemnego . Zawołało się. Cisza. Przestali strzelać. Cisza…
…trzeba się trzymać łazika. Nie widzę ich. Dlaczego strzelają? Może myślą , ze nie żyję ? Na pewno. Jebane brudasy ! Ruchacze kóz ! Zobaczymy kto kurwa tu zdechnie! Huczy. Wszystko huczy. Wyłączcie ten alarm! Wyłączcie ten pierdolony alarm! Słyszę cię chuju! Rozumiesz słyszę cię pierolony ruchaczu kóz! Słyszę twoje kroki. Wiem , że idziesz!
Pi! Pi! Pii! Pii
Sekundy. Sekundy alarmu.
Pi! Pi! Pi! Pii! Pii!
- Jezusmaria! Całe panele zalane kawą!
Ocknął się. Ela już trzymała w ręku mopa.
-Dobrze, że ten kubek był metalowy- Nawet chyba rozbawiła ją ta sytuacja- Kochanie może daruj sobie te kawusie. Bo kilka takich akcji sprawi , że trzeba będzie panele zmieniać. Jak ręka? Już lepiej?- Martwiła się o niego. Może czasem urzędowo, ale jednak spełniało to wszystko wymogi martwienia się. Po tym wszystkim. Wiedziała, ze musi się martwić. To stało się jej codziennością.
Nie słuchał jej. Spojrzał za okno. Pełno zboża. Całe morze zboża. Cała pustynia zboża. Obrócił się w kierunku żony. Zobaczył, że już posprzątała. Chwycił ją za rękę. Rzadko to robił.
- Chyba tak, chyba tak…
sobota, 13 sierpnia 2011
Uda
-Widziałeś kiedyś śmierć człowieka?- Zapytała kręcąc wciąż i wciąż palcem kółka na jego skórze.
- To nie jest typowe pytanie- nastąpiła krótka cisza, myślał- dlaczego pytasz?
Nie wiedziała. Jest taki moment, i takie pytania, które są drogą do jakiegoś dalszego poznania osoby, która obok ciebie leży. Widzisz jej całe ciało. Nagie. Bezwzględnie odkryte. Jaśnie gołe i i bezwzględnie niedoskonałe. I czasem rodzą się pytania. Nie takie w stylu: ile łyżeczek cukru do kawy? Tylko te ocierające się o poszukiwanie sensacji. Poszukiwanie dziur w sercu.
Widział kiedyś śmierć człowieka. Nie taką jak w filmach. Tu nie ma umierania na rękach ojca. Tu jest proste szybkie pozbawienie kupy mięsa podstawowych funkcji życiowych. Ostatnie drgawki. Nawet kury są bardziej efektowne. Jak kurze obetniesz głowę, to przez kilkanaście sekund nie ma ona pojęcia o tym. Nie ma w niej faktu, że nie żyje. Jej układ przesyłu informacji jest na to po prostu nieprzygotowany. Nieprzygotowany na śmierć. Wynik jest prosty i znany. Jak puścisz kurę to ona zaczyna biegać dookoła . Biegnie, ucieka a głowa z daleka na to patrzy. Patrzy na to jak reszta ciała się wykrwawia ku uciesze małych chłopców.
To nie czas . Nie ta kobieta. Nie to miejsce. Tu nie ma śmierci w nim i jego przeszłości. Tu jest jej niedogolone łono i całkiem przyjemne w dotyku piersi. Jutro będzie inaczej. Będzie inny dzień. Będzie śmierć w nim i jego przeszłości. Nie będzie jej. Nie będzie niedogolonego łona i całkiem przyjemnych w dotyku piersi.
To nie ma znaczenia. Nie teraz. Rano. Pokój był nieskazitelnie ciemny. Mimo tego mroku, mimo zmęczenia oboje nie spali.
-Wiesz… jest taki moment, i takie pytania, które są drogą do jakiegoś dalszego poznania osoby, która obok ciebie leży. Widzisz jej całe ciało. Nagie. Bezwzględnie odkryte. Jaśnie gołe i i bezwzględnie niedoskonałe. I czasem rodzą się pytania. Nie takie w stylu: ile łyżeczek cukru do kawy? Tylko te ocierające się o poszukiwanie sensacji. Poszukiwanie dziur w sercu-odpowiedziała
- Ładne
-Tandetne
-Nie… - Pocałował ją. Tak odruchowo i tak dziwnie jak dla niego czule- Ładnie
Ona się lekko od niego odsunęła.
-Jutro , jutro będzie Vegas tak?- Zapytała jednak bez oczekiwania na odpowiedź- Wiesz nie ta kobieta. Nie ten czas. Nie to miejsce. Ja rano wyjdę. Nie będę czekać na śniadanie. Wyjdę i od tego czasu będziemy myśleć o sobie tylko w momencie podliczania ilości partnerów seksualnych…
Nic nie mówił. Niewiele nawet oddychał
… to w sumie naturalne.
-Możemy rozmawiać – Lekko poprawił włosy i odpalił papierosa. Lubił palić w łóżku- Masz rację . Oboje o tym wiemy . Jutro już cię tu nie będzie. To tylko noc. To proste . Tak bywa i tak jest.
Palili
- Co najbardziej lubisz w kobiecie?
- Wiem , że to banalna odpowiedź , ale wnętrze.
- To rzeczywiście banalne. Ale takie pytania zawsze wymagają banału.- Zrobiło się jej nieco zimno, więc przykryła się pościelą.- A tak fizycznie? Co lubisz fizycznie?
- Uda
Palili dalej. Przyglądała mu się . Był nawet przystojny. Może nieco łysiał ale jak na swój wiek trzymał się całkiem nieźle.
-Przydałby mi się drugi raz- pomyślała
Zanim jednak zrobiła coś w tym celu on był już w połowie drogi o kuchni.
- Będziesz mnie pamiętał? Sama zaskoczyła siebie tym pytaniem . Chciała żeby tak było. Chciała żeby pamiętał. Tym razem tak. On tak
Obrócił się i lekko uśmiechnął.
-Zawsze pamiętam.
W lodówce była tylko butelka mleka. To czego potrzebował. Wypił jednym haustem ćwierć tego co zostało. Pomyślał, że musi zajrzeć do pracowni. Wiedział o tym od kilkunastu minut. Czuł jej głód . Głód swojej pracowni. Miejsca , z którego był dumny. Konstruował ją przez lata. Inni sadzili drzewa, płodzili dzieci. On tworzył pracownie. Zawsze kochana, zawsze piękna ale niegotowa. Miał ją w głowie od lat. Miał ją skończoną.
Otworzył ostrożnie drzwi. Nie chciał, żeby słyszała. Lepiej niech spokojnie leży w łóżku, niż ma się kręcić po jego mieszkaniu. Lepiej niech leży. Czuł jakby w środku oddychał pełniej. Nigdzie mu się tak nie oddychało jak tam.
Pomieszczenie było słabo oświetlone. Niewielkie i bardzo dobrze wygłuszone. Musiał wygłuszyć. Nie ma potrzeby ryzykować. W końcu jego zabawa jest dosyć głośna. Musi być głośna. Żaby nie były głośne. Jak był mały zabijał je tysiącami, ale żaba nie wyznaczy granic. Nie powie co ją bardziej boli. Z człowiekiem jest inaczej. Człowiek dużo wytrzyma. Nie umiera tak od razu Możesz go kroić płatami a organizm będzie walczył. Poza tym człowiek jest bardziej ekonomiczny. Osiemdziesiąt, dziewięćdziesiąt kilo masy z czego większość jadalna. Mógł dzięki temu rzadziej polować a zabawy było tyle samo.
Wszystko wcześniej ładnie umył. Wszystko przygotował.
Zgłodniał
- To nie jest typowe pytanie- nastąpiła krótka cisza, myślał- dlaczego pytasz?
Nie wiedziała. Jest taki moment, i takie pytania, które są drogą do jakiegoś dalszego poznania osoby, która obok ciebie leży. Widzisz jej całe ciało. Nagie. Bezwzględnie odkryte. Jaśnie gołe i i bezwzględnie niedoskonałe. I czasem rodzą się pytania. Nie takie w stylu: ile łyżeczek cukru do kawy? Tylko te ocierające się o poszukiwanie sensacji. Poszukiwanie dziur w sercu.
Widział kiedyś śmierć człowieka. Nie taką jak w filmach. Tu nie ma umierania na rękach ojca. Tu jest proste szybkie pozbawienie kupy mięsa podstawowych funkcji życiowych. Ostatnie drgawki. Nawet kury są bardziej efektowne. Jak kurze obetniesz głowę, to przez kilkanaście sekund nie ma ona pojęcia o tym. Nie ma w niej faktu, że nie żyje. Jej układ przesyłu informacji jest na to po prostu nieprzygotowany. Nieprzygotowany na śmierć. Wynik jest prosty i znany. Jak puścisz kurę to ona zaczyna biegać dookoła . Biegnie, ucieka a głowa z daleka na to patrzy. Patrzy na to jak reszta ciała się wykrwawia ku uciesze małych chłopców.
To nie czas . Nie ta kobieta. Nie to miejsce. Tu nie ma śmierci w nim i jego przeszłości. Tu jest jej niedogolone łono i całkiem przyjemne w dotyku piersi. Jutro będzie inaczej. Będzie inny dzień. Będzie śmierć w nim i jego przeszłości. Nie będzie jej. Nie będzie niedogolonego łona i całkiem przyjemnych w dotyku piersi.
To nie ma znaczenia. Nie teraz. Rano. Pokój był nieskazitelnie ciemny. Mimo tego mroku, mimo zmęczenia oboje nie spali.
-Wiesz… jest taki moment, i takie pytania, które są drogą do jakiegoś dalszego poznania osoby, która obok ciebie leży. Widzisz jej całe ciało. Nagie. Bezwzględnie odkryte. Jaśnie gołe i i bezwzględnie niedoskonałe. I czasem rodzą się pytania. Nie takie w stylu: ile łyżeczek cukru do kawy? Tylko te ocierające się o poszukiwanie sensacji. Poszukiwanie dziur w sercu-odpowiedziała
- Ładne
-Tandetne
-Nie… - Pocałował ją. Tak odruchowo i tak dziwnie jak dla niego czule- Ładnie
Ona się lekko od niego odsunęła.
-Jutro , jutro będzie Vegas tak?- Zapytała jednak bez oczekiwania na odpowiedź- Wiesz nie ta kobieta. Nie ten czas. Nie to miejsce. Ja rano wyjdę. Nie będę czekać na śniadanie. Wyjdę i od tego czasu będziemy myśleć o sobie tylko w momencie podliczania ilości partnerów seksualnych…
Nic nie mówił. Niewiele nawet oddychał
… to w sumie naturalne.
-Możemy rozmawiać – Lekko poprawił włosy i odpalił papierosa. Lubił palić w łóżku- Masz rację . Oboje o tym wiemy . Jutro już cię tu nie będzie. To tylko noc. To proste . Tak bywa i tak jest.
Palili
- Co najbardziej lubisz w kobiecie?
- Wiem , że to banalna odpowiedź , ale wnętrze.
- To rzeczywiście banalne. Ale takie pytania zawsze wymagają banału.- Zrobiło się jej nieco zimno, więc przykryła się pościelą.- A tak fizycznie? Co lubisz fizycznie?
- Uda
Palili dalej. Przyglądała mu się . Był nawet przystojny. Może nieco łysiał ale jak na swój wiek trzymał się całkiem nieźle.
-Przydałby mi się drugi raz- pomyślała
Zanim jednak zrobiła coś w tym celu on był już w połowie drogi o kuchni.
- Będziesz mnie pamiętał? Sama zaskoczyła siebie tym pytaniem . Chciała żeby tak było. Chciała żeby pamiętał. Tym razem tak. On tak
Obrócił się i lekko uśmiechnął.
-Zawsze pamiętam.
W lodówce była tylko butelka mleka. To czego potrzebował. Wypił jednym haustem ćwierć tego co zostało. Pomyślał, że musi zajrzeć do pracowni. Wiedział o tym od kilkunastu minut. Czuł jej głód . Głód swojej pracowni. Miejsca , z którego był dumny. Konstruował ją przez lata. Inni sadzili drzewa, płodzili dzieci. On tworzył pracownie. Zawsze kochana, zawsze piękna ale niegotowa. Miał ją w głowie od lat. Miał ją skończoną.
Otworzył ostrożnie drzwi. Nie chciał, żeby słyszała. Lepiej niech spokojnie leży w łóżku, niż ma się kręcić po jego mieszkaniu. Lepiej niech leży. Czuł jakby w środku oddychał pełniej. Nigdzie mu się tak nie oddychało jak tam.
Pomieszczenie było słabo oświetlone. Niewielkie i bardzo dobrze wygłuszone. Musiał wygłuszyć. Nie ma potrzeby ryzykować. W końcu jego zabawa jest dosyć głośna. Musi być głośna. Żaby nie były głośne. Jak był mały zabijał je tysiącami, ale żaba nie wyznaczy granic. Nie powie co ją bardziej boli. Z człowiekiem jest inaczej. Człowiek dużo wytrzyma. Nie umiera tak od razu Możesz go kroić płatami a organizm będzie walczył. Poza tym człowiek jest bardziej ekonomiczny. Osiemdziesiąt, dziewięćdziesiąt kilo masy z czego większość jadalna. Mógł dzięki temu rzadziej polować a zabawy było tyle samo.
Wszystko wcześniej ładnie umył. Wszystko przygotował.
Zgłodniał
piątek, 12 sierpnia 2011
czwartek, 11 sierpnia 2011
z dnia
jest w tym wszystkim spokój niemyte ogórki Kingdom of Sorrow tryb siedzący dwie wycieczki rowerowe z chrześniakiem próba wprowadzenia Le Mans do Ligue 1 nowe buty nowe konta płonący londyn wolny internet jakieś maile niefunkcjonalne oferty pracy dużo smsów drogie rozmowy potrzeba kontaktu wpatrywanie się w ekran monitora zupa buraczkowa gdzie są te dzielnice a gdzie jest Camden Mashupy Prodigy nie chcę mi się z tobą rozmawiać chcę z tobą mówić chcę cię zobaczyć faceci to chuje kobiety to dziwki wolę nie mieć cycków niż tak jak wy- nie mieć jaj czarne piwa papierosy pod garażem trening w raju pożyczki i zwroty domowe wino X-Art tęsknie hej co tam słychać?
środa, 3 sierpnia 2011
Jest dziś dosyć ciepło
Wszystko spalam
zbędne papiery nerki pudełka kalorie
coś ze mnie w sobie
dziś jestem jak Ceausescu
mięso po mięsie obite o bruk
kwitnie w słońcu na zielono
powieszone na ławkach nad Łyną
w mieszkaniach w centrum i nie
na Alfach i Omegach
koniec
początek
i
zbędne papiery nerki pudełka kalorie
coś ze mnie w sobie
dziś jestem jak Ceausescu
mięso po mięsie obite o bruk
kwitnie w słońcu na zielono
powieszone na ławkach nad Łyną
w mieszkaniach w centrum i nie
na Alfach i Omegach
koniec
początek
i
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)