niedziela, 26 września 2010

19

Tak sie nagle zachmurzyło
Bywa gwarnie. Bywa gwarnie jak to właśnie (po raz trzeci w dwóch zdaniach) bywa.
Szare sine ciężkie niebo
Zobaczyłem Cie za oknem

Mniej więcej dwadzieścia minut, czyli obecną jazdę autobusem dzieli nas od kresu naszej wędrówki. Od celu dnia. Od naszej Itaki. Wszystkie te określenia dotyczą jednego miejsca: klubu studenckiego Luzak
Wejdź do domu to nie zmokniesz
Może Ciebie tam nie było
Tylko ze mną coś sie stało
Znów mnie oszukała miłość

Pieprzone, nudne radio, pieprzone De Mono, pieprzeni ludzie. Alkohol dobija się uparcie do mojej głowy. Stan stosunkowo rzadki. W życiu upiłem się…można by policzyć na palcach jednej ręki. Ja doliczyłem do trzech
Zawsze było efektownie. Na cywilnym siostry rzygałem przez godzinę. Tak się kończy picie z Ukraińcami. Trzeba znać swoje miejsce w szeregu. A w tej grze byłem w drugiej linii. Organizm chciał jednak przedrzeć się na pierwszą linię frontu. Dlaczego nie piszę „ja” tylko „organizm”? Bo ja nie pamiętam momentu, kiedy organizm wrócił do stołu, okraszając to słowami:
Czemu kurwa jeszcze nie polane?!
Mnie tam nie było. Był organizm. Sytuacja numer dwa: wygrałem konkurs na najdłuższego bucha na urodzinach Miśki. Celebrowanie zwycięstwa trwało pięć minut. Stan nieprzytomności trwało sporo dłużej. Bywa .A później jak się ocknąłem… to bardzo długa historia.
Sytuacja numer trzy… każdy wie jak to jest na wyjazdach służbowych.
Tak pragnąłem Twego ciała
I widzę tylko Twoje kapelusze......
Jak statki na niebie
Jak statki na niebie
. Lalalala blehhhhhhhhhhhhhhhhhhhh
Ciemne chmury wiatr przegonił
Kiedy chciałem je dogonić

Chowam Specjala. Każdy chowa. Lekko przysłonięty przez klapy marynarki staję się automatycznie niewidoczny dla innych uczestników podróży. Każdy gdzieś jedzie, jedzie i wraca. Banał. Rozmawiamy…
I zmieniła sie pogoda,
Wiem, ze jutro Cie tu spotkam

O czymś i o niczym. O prawie budowlanym i nowej płycie Anathemy. O wyjazdach przyszłych i przeszłych. Gwar. Oprócz nas i kierowcy są może trzy osoby. Jest piątek i jest późno- to zrozumiałe. Młodzi wypełnili kluby lub podobnie do nas jadą jakimś mpkiem w towarzystwie innych trzech osób o również innych planach. Jadą zbawiać lateksowe panny o plastikowych mózgach i nieudaczne kopie Cristiano Ronaldo w rytm muzyki, która ma tyle wspólnego co szósta część Beethovena z szóstą symfonią Beethovena.
Starsi? Oni już śpią. Śpią znużeni czwartym piwem. Piwem które im się należało. Bo ciężko pracują, bo utrzymują rodziny, bo co to kurwa za życie i gdzie kurwa te czasy. Lepsze czasy.
Teraz sobie przypominam,
Dzisiaj tutaj byc nie mogłaś
Przecież jeszcze nie wróciłaś

Może lepiej, bo nie zmokłaś
Bo nie zmooookłaaaś iiiiiiiiii………
I widzę tylko Twoje kapelusze........
Jak statki na niebie

Żenujące. Świat muzyki. W radiu i poza. Mam czasem wrażenie, że funkcjonują dwie rzeczywistości kulturowe. Rzeczywistość Radia Zet i świat realny. W świecie Radia Zet cała populacja słucha do znużenia Beaty Kozidrak. A teraz pytanie do czytelnika:
Ilu znasz fanów Beaty Kozidrak?

Moja odpowiedź: Zero!
W świecie Radia Zet istnieje tylko wyłagodzony pop.
Rock? Nie ma. Hip Hop? A co to? Jazz Bądź pan poważny. Thrash Metal? Arrrrghhh Blues? Oh my Darling nie!
Istnieje jeden wielki plastikowy Pop.

Powietrze lekko drgało tak

Jezusmaria Kurwa Mać!
W dzień gorącego lata
Arggggghhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh
Nie wiem jak wpadłem na Twój ślad
W dzień gorącego lata
I wtedy to poznałem cię

Ja rozumiem każdy to zna, ale na litość boską tylko kretyn mógłby uwierzyć w to, że ktoś tego słucha.
W dzień gorącego lata
Wiedziałem, że przygarniesz mnie

dobra może znajdę jakiś pogrobowców polskiego popu n tym łez padole. Nikt nie mówi , że każdy musi mieć gust.
W dzień gorącego lata

A, a, a, w dzień gorącego lata
Nie ma to jak skomplikowany refren.
A, a, a, w dzień gorącego lata
W tym a,a,a coś jest. Mój mózg chciałby wydłużyć to a w nieskończoność.
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!

Był festyn spadających gwiazd
Festyn spadających gwiazd?! Na litość boską! ( używam imię pana Boga swego nadaremno, wszystko winą złego popu)
W dzień gorącego lata
Był zatrzymany dziwnie czas
W dzień gorącego lata

Choć ta nowa wokalistka………..mrauuuuu……no ładnie ładnie wygląda. Zresztą nie trudno dobrze wyglądać na tle grupy podstarzałych fanów Oasis.
I ogień był i pierwsze łzy
W dzień gorącego lata
Istniałaś dla mnie tylko Ty
W dzień gorącego lata

W dzień gorącego lata, la,la, la


A, a, a, w dzień gorącego lata
A, a, a, w dzień gorącego lata


Dość. Nastąpił przystanek Koniec.

niedziela, 5 września 2010

18

Zazwyczaj gdy odwiedzał to miejsce czuł pewien rodzaj mrowienia, w okolicy lędźwiowego odcinka kręgosłupa. Nigdy nie traktował tego, jako rzeczy niepokojącej. Według niego mrowienie było cielesnym dowodem na spokój jaki ogarniał jego organizm, zawsze gdy przechodził do tego domu.

Tym razem, weszli bardziej hałaśliwie niż zazwyczaj, co wiązało się z głośno- prowokacyjnym usposobieniem Emila.
Tu drzwi zawsze są otwarte, powiedział dość głośno, czy u was nie kradną?! Patrz Roki- Bielska- oaza spokoju! A jak okradną chatę będzie płacz.
Odpowiedziała im cisza, co akurat bardzo ich zdziwiło. Na Bielskiej było różnie, ale cicho było niezwykle rzadko
Może poszli do ogrodu?
Agata ma rację.
I byśmy ich nie słyszeli jak byliśmy przed domem, zapytał Emil.
Jakby jeden z nas nie pierdolił na okrągło i nie śpiewał jakiś idiotyzmów , to byśmy może ich usłyszeli, Agata podniosła zabarwiając wyrzutem ton głosu.
Oj tam, Emil starał się zbagatelizować sprawę, od razu tam śpiewał. Bardziej melorecytował.
Głupie piosenki.
Głupie ale swoje! Chodźmy więc do ogrodu, zaproponował Emil.
On stał cicho. Zazwyczaj mówił dużo. Obserwował ściany. Znał je dobrze.
Są tu od początku, zaśmiał się w duchu.
W oszukiwaniu mieszkańców wyszli więc na podwórko, by następnie skierować się do ogrodu , który to znajdował się na tyłach domu. Głosy dobiegające zza budynku upewniły ich, ze to dobry kierunek wyprawy.
O! Patrzcie, kto przyszedł!- Głos Aśki przywitał ich w ogrodzie.
Wy to naprawdę jesteście dojrzali, Emil zaczął ponownie swoją tyradę, która to tak była ubogacona ironią, ze nikt nie wierzył w jej prawdziwość. Drzwi otwarte, tylko wejść i kraść! Dobrze że żaden z nas nie jest złodziejem
Ja tam co mogłem to już wcześniej wyniosłem, uzupełnił Roki.
Ty tak, ale ja mówię o amatorach a nie zawodowcach.

To fenomenalne, pomyślał, z jednej strony wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie, a z drugiej… czasem czuję kolistość czasu i trwałość pewnych zdarzeń, ludzi i rzeczy.
Wiedział, że zdarzało mu się mitologizować czas i miejsce. Nigdy nie wiedział tak naprawdę czemu to służyło. Rzadko w sumie o tym myślał. Jego ulubione wytłumaczenie miało korzenie w literaturze, tak zresztą jak wiele poza tym wytłumaczeniem rzeczy. Beatnicy. To działało na wyobraźnie, każdego kto kiedykolwiek zetknął się z Kerouaciem, Ginsbergiem, Cassidym. I po raz kolejny przewija nam się motyw Deana Moriarty’ego.
Grill powoli się rozpalał.

And I'm so dirty
Call me daddy
You're so sexy
You can be my bad girl

If someone hurt you
And you tried to hide it
I'll cut you deeper
'Cause I know you like it

Pain I got, girl
Can satisfy you
But I can't love you
I won't even try to

And that junkie urge
Deep down inside you
Couldn't keep my secret
But I know you'd like to

Girl, you never gon' get
Love from a heart of stone
Some of us were just plain
Meant to be alone

I'm all out of secrets
I'm running out of lies
And I can see the end, girl
When I look into your eyes
Yeah, yeah, yeah, yeah

And I'm so nasty
And I'm so greedy
And I'm so lonesome
Girl, I'm so needy

Było stosunkowo ciepło, jak to bywa w czerwcowe wieczory. Grill całkowicie się już rozpalił, a powietrze nasyciło się całkowicie dymem i różnoraką skalą głosów. Jak zwykle bielskie siedzenie na trawie sprowadziło na Osiedle Mazurskie chordy pijaków i różnej maści dewiantów. Żart. To oczywiście żart.
-Kicikicikici- Emilowe udawanie kota wprawiało w dezorientacje Mańka, który jak to psy mają w zwyczaju biegał po ogródku w poszukiwaniu wywoływanego wcześniej Kota. Oczywiście, żadnego Kiciusia w pobliżu nie było. Manchester był psem bardzo miłym, każdy go lubił, w szczególności jego uzależnienie od pieszczot.
Każdy znał też psy mądrzejsze od Mańka.
Mańkowi na inteligencji raczej nie zależało. Dla niego było istotnym aby być podrapanym pod szyją(najlepiej aby go drapać cały czas), żeby nie był głodny i żeby mógł się zesrać dwa razy dziennie na w mikro-parku-polanie, która była blisko jego bloku.
Tak, Manchester nie był roszczeniowy.
Jak tam Emil praca, spytał Robak, słyszałem że awansowałeś
Mów mi do mnie panie kierowniku, hehe
Może od razu skrócę do panie?
Możesz, w tym momencie Emil zmienił ton głosu, w sumie cały czas uczę się. Racy sporo…
Taaa dlatego codziennie zamiast o 15 wracasz trzy godziny później, wtrąciła z wyrzutem Agata.
Kotek, wiesz że muszę się wykazać. Dostałem szansę od pani dyrektor, jedną jedyną.
No, Robak zaczął lekko nadgryzać kurczaka, którego właśnie zdjął z rusztu, w Olsztynie rzadko się zdarza możliwość pracy na takim stanowisku, szczególnie prawie od razu po studiach…
Wiem i dlatego się staram.

Ezoteryczny Poznań po godzinach szczytu
Cichy skwer
A pod latarniami spacerują dziwni goście
Nic nie noszą pod płaszczami
Z dziurawymi sumieniami goście marzą o atrakcjach
Taryfy stoją wszędzie
Tania błyskawiczna miłość
Na ruskich rejestracjach
SPOKOJNIE to tylko
Ezoteryczny Poznań
Miastem rządzi mafia
Przy placu obok Dwóch Krzyży
Pędzą szemrane auta
Jest tu kilka takich miejsc
Gdzie nie warto sie pałętać
I kilka takich miejsc
By zapomnieć i pamiętać

Kupiłam sobie nowe buty, Aśka zwróciła się w jego stronę.
Wiesz, odpowiedział jej z uśmiechem, jakoś w ostatnim czasie nie jest to zdarzenie dla mnie nowe. Które to już w ostatnim czasie?
Aśka usiadła na trawie, uprzednio poprawiając błękitny chropowaty koc, a następnie poprawiając swoją sukienkę aby czasem nie wymsknęło się spod niej nic co jest przeznaczone tylko i wyłącznie dla oczu Robaka.
No co? Przybrała w tym momencie minę słodkiej ośmiolatki
No nic Asiu, nie ukrywajmy , to nie pierwsze twoje nowe buty tej wiosny
No co kurwa, ośmiolatka dalej była nieco niewinna ale pewna doza wulgarności jej nie przeszkadzała, ósme , ale wszystkie są mi potrzebne, poza tym wiesz w końcu mogę się odbić trochę zakupowo dzięki pensji, co nie?
Jesteś chyba pierwszą nauczycielką , która nie narzeka na pensję, wtrącił się z boku niespodziewanie Wojtek.
Wojtek miał ciekawy pseudonim łączący się jednakowo z jego usposobieniem jak i z miejscem , w którym lubił przebywać.
Wojtek- Luzak.
Wiesz, odpowiedziała mu, roboty jest sporo, ale ważne że ją mam.
To fakt, odparł Wojtek
To śmieszne trochę, że nie liczy się teraz , czy praca jest ciekawa, czy dobrze płatna, liczy się że jest. Kończył właśnie trzecie piwo. Wojtek, podasz mi bułkę?
Jasne.
I tak uczynił.
Takie miasto, takie czasy, głos Aśki nieco posmutniał.
Wiesz, dodał Wojtek, lepsza jakaś kasa niż żadna.
Oczywiście, sam znał ból nieposiadania pieniędzy więc w zupełności zgadzał się ze słowami Wojtka, a jak ci tam idzie?
Daj spokój, cisną i cisną na tą sprzedaż.
A sprzedajesz coś?
Coś tam sprzedaję, ale wiesz jak to jest… praca na słuchawkach sama w sobie jest chujowa.
Fakt, choć w garnkach pracowało mi się przez pewien czas nawet znośnie.
Zbudowali fabryki
Opracowali maszyny
Produkują wódkę
Tak, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo wódki
Bo im tylko, tylko o to chodzi
Abyś sam sobie szkodził
Abyś sam nie mógł myśleć
Abyś sam nie mógł chodzić
Ustawili kominy
Zbudowali drabiny
To już wszystko pracuje
Pracuje i truje
Bo im tylko o to chodzi
Abyś sam sobie szkodził
Abyś sam nie mógł myśleć
Abyś sam nie mógł chodzić
Jeszcze dymią kominy
Produkują spaliny
Produkują wódkę
Tak, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo wódki
Bo im tylko, tylko o to chodzi
Abyś sam sobie szkodził
Abyś sam nie mógł myśleć
Abyś sam nie mógł chodzić

Rozmawiali o pracy. To naturalna kolej rzeczy. Kiedyś rozmawiali o studiach, teraz studia pojawiają się rzadziej. Czasem coś tam o podyplomówkach, czasem w kontekście ostatnich studiujących, a najrzadziej mówiąc o tych , którzy studia mają praktycznie za sobą. Praktycznie bo z różnorakich powodów nie zrobili jednej rzeczy. Nie napisali pracy magisterskiej.
I tak bywa.

Zazwyczaj nie były to rozmowy pełne szczęścia i optymizmu. Rynek pracy w Olsztynie nie prezentował się zbyt okazale. Nie ma się zresztą co dziwić przy kilkunastoprocentowej stopie bezrobocia w regionie. Dla wielu o wiele bardziej ważne było posiadanie pracy samej w sobie, niż szukanie czegoś , co odpowiadałoby ich ambicjom i pasjom. Bo jakby to wam powiedzieć moje drogie dzieci. Hmmm
Zdarza się, że życie, że otaczającą nas rzeczywistość… robią nas w chuja.
Dlaczego jest to oznaczone tak dużą czcionką?
Kto choć odrobinę przeżył wie o co chodzi, kto nie, pewnie i tak się dowie.

Pomyślał o tym, że chciał być dziennikarzem. Miał taki plan jeszcze w liceum. Stąd wybór taki a nie inny. Polonistyka najmniej przyszłościowy kierunek studiów świata.


(…)humaniści;
najbardziej spierdolony genetycznie plebs,
który, z małymi wyjątkami, przejawia w swym studiowaniu roszczeniową postawę,
domagając się wyższych stypendiów czy zniżek na komunikację miejską, które się im przecież, kurwa, należą;
wkoło organizuje debaty ze znanymi ludźmi,
z których kompletnie nic nie wynika; wśród tego typu można wyróżnić jeszcze podtypy:
a) doktrynerzy z nowej lewicy; na pewno uczęszczają do Klubów Krytyki Politycznej w swoim mieście.
b) feministki spod strzech katedr gender studies i social sciences; na gównie się znają, ale wydaje im się, że są omniscentne (swoją drogą szacun dla pana Pieniądzo, który jest autorem tej „wypowiedzi” za używanie wyrazów trudnych, balansujących na granicy istnienia); lubują się w używaniu słowa „przemoc”, które pasuje im jak ulał do każdej sytuacji z życia codziennego; chcą robić doktorat, ubolewając, że są skazani na promotora rodem z ciemnogrodu, reprezentanta ideologii szowinizmu (…)

Może i coś w tym jest. Ale Panowie i Panie! Nie ulegajmy internetowej nienawiści. Jeszcze nie teraz. Jeszcze przyjdzie czas na zjedzenie tego narodu. Do ostatniego kęsa. ( kęsu?)

Humaniści humanistami, ale tego wieczoru było ważne aby Specjal był taki jaki Specjal być powinien, a mięso było takie jakie powinno być dobre mięso z grilla.
Zabiję cię kurwo! Nieco nieprzystojąca do salonów wypowiedź Rokiego zwiastowała , że do grona gości na grillu dołączyły również komarzyce. I byli to goście, których nikt nie lubił, ale każdy ich przybycia się spodziewał.
Oby nas nie zjadły te komary, Ania krzątając się między grillem a swoim „siedliskiem” starała się zaklinać rzeczywistość.
Jak zaczną gryźć… to się zmyjemy do domu, zawyrokowała Asia używając pomysłu i postanowienie bądź co bądź najbardziej logicznego.
Na razie żyjemy, zasygnalizował swoją obecność Krzysiek Majchrzak, a później i tak pewnie się wszyscy zwiniemy do Luzaka?
No na pewno, odpowiedziała mu Ania, ale nie przesadzajmy, jest jeszcze masa jedzenia, trzeba coś z nim zrobić.
Aniu, w charakterystyczny ( wolny, wolny, wolny) sposób w dyskusję włączył się Piłat, jedzenie się zje, a jakże, tylko ja jednego nie rozumiem…
A czegóż to Piłat nie rozumiesz?
Po cholerę wy tam wszyscy do tego Luzaka chodzicie. Knajpa byle jaka, ludzi mało i piwo drogie i mały wybór…
Smakosz się znalazł. I jeszcze powiesz, że my cię Piłat na siłę tam zaciągamy.
No niby nie, ale jak człowiek chce gdzieś z wami wyjść…
Jak ty nigdzie nie wychodzisz?!
Bo wy do tego Luzaka…
Weź ty się Piłat ogarnij i sam siebie posłuchaj. Zresztą weź ty nie marudź…
I było to w wykonaniu Anii kolejne tego wieczoru myślenie życzeniowe.
Marudzenie było częścią Piłata tak nieodzowną jak nieprzymierzając jego ręka. Piłat i marudzenie żyli w szczęśliwej symbiozie.

Mamy trochę wolnego miejsca, więc korzystając z tego wrócimy tu do wywołanej wcześniej postaci Krzysztofa Majchrzaka. Forma Krzysztof jest tu może i adekwatna, ale używana niezwykle rzadko, więc spłaszczmy to wszystko do formy: Krzysiek.

Więc kim jest Krzysiek Majchrzak?
Po pierwsze człowiekiem… to raczej drodzy czytelnicy powinno być oczywiste. Nie opisuję tu bowiem trzeciorzędnej historii science-fiction. Z budowy ciała jest on osobnikiem dosyć sporym. Na oko można dać mu jakieś 190 cm wzrostu i ponad 1 hmmm10 kilogramów wagi. Więc jest co tulić, jakby ktoś chciał.

Oprócz budowy charakteryzują go jeszcze trzy rzeczy: bandaż na jednym z przedramion (bodajże lewym), charakterystyczna wada wymowy(niezbyt dokuczliwa i słyszalna, ale jednak występująca) oraz spora wiedza na temat prawa budowlanego. Każda z tych cech ma inne pochodzenie. Wada wymowy jest wrodzona, wiedza nabyta, natomiast bandaż… najciekawsze jest to, że nawet według samego Krzyśka bandaż jest tylko dla picu, gdyż jego przedramię jest całkowicie zdrowe. No cóż każdy jest tak modny jak lubi.

Stała za filarem
Miała modne spodnie, bluzę modną
I modny zegarek
Podszedł bliżej, przyjrzał się
Tak, to będzie ona
Wymarzona cud-kobieta
Może nawet żona

Chłopak zdobył się na gest
Skoczył po dwa drinki
Jak to cudo rusza się!
Jaki kolor szminki!
Teraz albo nigdy - myśli
Chłopak już nie może
You know babe
Trzymaj drinka
Czekam na danceflorze
A na płycie w reflektorach
Big rozczarowanie
Bo bez listka był zegarek
Bez pasków ubranie

Dyskoteka gra

Właśnie!
Gra muzyka.

Ukształtowanie muzyczne spotkań towarzyskich było raczej tłowe ( w języku polskim wyraz „tłowy” nie istnieje- do dzisiaj, ale jest on najlepszym określeniem stanu , który próbuję określić). Jednak to właśnie muzyka kształtowała stosunki międzyludzkie i była początkiem wielu historii związanych z tym miejscem. Muzyka dla jednych jednolita, a dla innych różnorodna. Główne punkty oparcia muzycznego kształtowała gitara, raczej elektryczna, a od osobnika zależało czy preferował aby ta gitara rzępoliła troszeczkę mocniej czy była muskana ledwo ledwo przez palce wirtuoza/wyrobnika sztuki gitarowej.
Jak kto lubi.
Przekrój był dosyć spory: od Hey i Anathemy poprzez Quens of the Stone Age tudzież Pearl Jam aż po Sabaton, Creatora a nwet Vadera i Behemotha. Dla każdego coś dobrego.
Można też było śpiewać Bryana Adamsa, ale tylko po pijaku i tylko o 5 rano.
There is Alllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll for one
One for allllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll

Ugryzienie komara nieco go pobudziło. Nigdy nie był energetyczną kulką emocji, co tłumaczył zazwyczaj budową swojego ciała.
Jestem duży więc nie muszę się niczym przejmować i emocjonować. Tak można by pokrótce określić jego życiową filozofię.
Pomyślał o kawie. A myślenie jego było nasiąknięte czułością.
EEE, pomyślał, dam sobie spokój. Wypije piwo i nie będę wymyślał.
Tak, był uzależniony od kawy. Czarnej bez żadnych dodatków. Po prawdzie było mu obojętne pochodzenie kawy. Miał wprawdzie swoje ulubione: Davidoffa, Kimbo i to coś co nazywa się biedronkowską Kawą o Poranku (wiedział, ze była to kawa zbożowa, ale potrafił z tym żyć), ale zazwyczaj było mu obojętne co pije, byleby tylko zapewnić krwi odpowiedni zastrzyk kofeiny.
Jestem winny wysoki sądzie, lecz nie zamierzam się poprawiać.
To było jego jedyne uzależnienie. Nie licząc ludzi i Internetu. Z całej trójki środkowy narkotyk najbardziej wpływał na jego psychikę. Potrzebował ludzi, choć z drugiej strony miał charakter samotnika. Sam uznawał ,że to zaskakująco sprzeczne wewnętrznie, ale tak było. Po prostu.
Słońce powoli pomarańczowiało, co było ewidentnym dowodem na coraz szybsze napływanie wieczoru. Połączone było to z narastającym z minuty na minutę ochłodzeniem atmosfery. Był to fakt tak samo oczywisty jak i przyjemny. Powodował on jednakowoż regularne przybywanie liczby ubrań przypadających na jednego uczestnika grillowania.
Trzeba będzie się niedługo zacząć zbierać do Luzaka, zdanie to, całkowicie logiczne i oczywiste, wyszło z ust osoby najodpowiedniejszej do wydania tego zdania, a zarazem jednej z niewielu w pełni uprawnionych do wydania komendy wymarszu- Ani.
Mężczyznom mimo wszystko się nie śpieszyło, co było spowodowane rzeczą prozaiczną- alkoholu do wypicia było jeszcze całkiem sporo, a nikomu nie uśmiechało się dokańczać piwa w autobusie, bo jak każdy wie w takich sytuacjach bywa różnie a mandaty, jak to mandaty bywają drogie i konieczne (lub nie) do zapłacenia.
Spokojnie, Aniu…
Piłat! Adresatka wcześniej wypowiedzianego zdania szybko rozpoznała nadawcę, mimo, że byłą odwrócona do niego plecami. Nie zamulaj! Masz godzinę. Zdążysz w tym czasie wypić to co masz.
Bardzo sprawne myślenie Aniu, odpowiedział, ale powiedz mi , skąd tyle pośpiechu w was?
A chcesz iść pieszo?
No nie chce, nikt nie chce…chociaż trochę ruchu by się człowiekowi zawsze przydało.
Ale czy ja cię wyrzucam z ogrodu? Jak chcesz siedź sobie nawet do nocy, bylebyś doczłapał się do Luzaka później.
Cały czas ten Luzak…
Nie marudź!
Nie marudzę, wyrażam tylko tą no dezaprobatę i zdanie osobne. Przecież Aniu wiesz, że ja tak i tak z wami tym autobusem pojadę.
Wiem i nie rozumiem po co ta rozmowa…
Ba, zaśmiał się Piłat, rozmawiać zawsze warto.
No niby tak, ale Piłat chyba zbyt rzadko poznawał w swoim życiu osoby nie mające nic do powiedzenia a mimo to produkujące słowa z szybkością Chińczyka produkującego Iphony.
W sumie, kontynuował, może będą w tym Luzaku jakieś dziewczyny z mojego rocznika.
A jak wygląda Piłat twój rocznik, zapytał Krzysiek Majchrzak znając z góry odpowiedź, bowiem każdy znał zasadę „rocznika” Piłata.
Docelowo dziewięć zero, ale tak naprawdę, wiesz Krzysiu, każda ładna dziewczyna jest z mojego rocznika, a już szczupłe brunetki to w ogóle są z mojego miesiąca i mojego dnia. Pokrewne dusze po prostu.
Zwyczajowo towarzystwo skwitowało to wyjaśnienie śmiechem.
I nastał gwar. I każdy rozmawiał z każdym, ale tym razem nie było żadnej Bożej wstawki, choć w sumie powoli zaczynał się proces mieszania się języków.

Trawa zaczęła powoli ciemnieć, co nie było w tym wypadku winą samej trawy a bardziej słońca, które na tą trawę przestało powoli świecić. A gdzieś w tle pojawił się spodziewanie księżyc. A o księżycu można by powiedzieć wszystko, tylko nie to, że rozjaśnia kolor trawy.
Tak więc trawa ciemniała, piwa powoli się opróżniały. Nie było wprawdzie korelacji pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami, ale tak się działo, więc nie wypada o tym milczeć.
Piwo się kończy, Emil podkreślił spostrzeżenie, które nasunęło się wszystkim jakieś dziesięć minut przed zdaniem wypowiedzianym.
Nie można było temu zaprzeczyć. Niedobitki, które miały jeszcze nieco większe zapasy alkoholu sączyły go niezwyczajnie wolno ukradkiem obserwując kompanów, pod kątem ewentualnej próby odbicia alkoholu z rąk obserwujących. Przyjaciele przyjaciółmi, ale w obliczu braku alkoholu to nawet człowiek człowiekowi wilkiem, a co dopiero przyjaciel.

środa, 1 września 2010

17

Jest nawet przyjemnie. Emil dopija ostatniego Specjala. Słońce lekko muska nasze twarze. Wdycham dzień razem z całym jego dobrodziejstwem. Siedzimy oparci o biało- popielate parapety tuż przed domem.
-Roki. Kurwa. Szybciej- Emil wysyła ponaglające sygnały w kierunku wnętrza domu.
-Moment. Musze założyć buty- Środek domu mu odpowiada, wypuszczając natychmiast ze swojej otchłani postać Rokiego
- No w końcu!- Podziękowanie od Emila skierowane było ku Wnętrzu- A już się bałem , że zobaczę tu pierwszy śnieg.
- Oj tam, oj tam!- Roki zrobił minę figlarnego lalusia ( jedna z jego min zapasowych) – musiałem się przypudrować , a tu takie halo od razu.
Emil w dalszym ciągu udawał złość:
- Strojniś się znalazł!
Oczywiście nikt mu nie wierzył, gdyż cała trójka nie raz już przerabiała z nim takie gierki. Zabawa słowna w przedrzeźnianie, w kłótnie.
Z zachodu dociera do nas zapach lekkiej spalenizny. Oznacza to jedno- działki kończą powoli swój żywot. Rzecz klasyczna dla cyklu życiowego opartego o przepływ pór roku.
Jest październik.
W sumie to moja ulubiona pora roku. Zawsze kojarzyła mi się z jabłecznikiem i z graniem w piłkę w lekko mroźnej aczkolwiek nadal słonecznej atmosferze. Jako dziecko uwielbiałem przebywać w październiku na podwórku. W inne miesiące to nie było takie oczywiste. Biegałem za piłką jak głupi. Głównie sam. Odgrywałem w tym czasie chyba kolejki piłkarskie wszystkich lig europejskich.

Z czasem piłka schodziła na dalszy tor . Ustępowała miejsca literaturze. Początkowo rodzice nie do końca ze zrozumieniem podchodzili do sytuacji , że ich nastoletni syn , nie siedzi z nimi w kuchni, tylko robi sobie kawę zbożową i idzie z antologią poezji polskiej XX-wieku na dwór by usiąść na ławce i czytać, od czasu do czasu pociągając kawy z kubka. Później uznali po prostu , ze jestem inny . No i dali sobie spokój.
- A oni wiedzą , że dzisiaj będziemy?- zapytał Emil
- Wiedzą.
- I nic nie mówili?
- A co mieliby mówić. Anka się nawet ucieszyła. Zresztą sama was zapraszała wiele razy.
- A Aśka co? Nie idzie z nami?
- No właśnie…- wtrąciła Agata
- Aśka już tam jest od wczoraj. Zresztą …. Hmmm… w przyszłości się przyzwyczaisz.
- Ja bym tak Aśce nie dał sobie długo przesiadywać w moim mieszkaniu.
- Zobaczymy, zobaczymy…
-Co zobaczymy?! Na kawę i do domu.
To zdanie Emil skwitował śmiechem. Parę następnych sekund szliśmy w milczeniu.

Dlaczego lubiłem czytać na werandzie i w taki sposób zajmować sobie październikowe popołudnie?
Po pierwsze to kwestia słońca. Weranda była ustawiona oknami na zachód. O ile więc siedzenie w niej latem było nieznośne, o tyle w październiku, w szczególności około godziny 16 było wręcz cudownie.

Mijamy domy. Naturalna sprawa jeśli ktoś mieszka w mieście, a i na wsi to nie rzadkość. Ogólnie można powiedzieć, że Osiedle Mazurskie jest nawet tymi domami wypełnione. Różni się tym od reszty miasta, które pod względem architektonicznym, jest bardziej blokowo- kamieniczne.

Zgodnie z legendą, czyli relacją pewnego profesora pamiętającego lata 70- te była to początkowo osada poza Olsztynem. Nie byle jaka osada. Była to, bowiem osada ludzi zamożnych i prominentnych. Mieli oni jeden wspólny cel: nie mieszkać w Olsztynie. Pudło. Nie udało się jednym słowem. Oni wprawdzie do miasta nie wrócili, ale miasto przyszło do nich i zabudowało się dookoła. Zresztą jeśli ktoś obserwuje zachowanie się miast wobec takich zachcianek ich byłych mieszkańców , może zauważyć jedno: ostatecznie zawsze miasto zje to co jest wokół niego. Dlaczego? Bo miasto z charakteru jest świnią.

Po drugie to kwestia , można by powiedzieć, umysłowego plagiatowania. Chociaż nie. Lepsze by było stwierdzenie samplingu, lub bardziej staroświecko- natchnienia.

Zazwyczaj bowiem schemat wyglądał tak , że po zacząłem czytać, czytałem tak czytałem, i nagle przychodziła fraza. Przychodzenie fraz to ciemna strona „bycia poetą” ( określenie nadęte i puste) gdyż jak się okazywało później, najlepsze frazy to te, które człowiek zapomina, lub nie może ich zapisać. Do dziś upieram się, że gdyby nie to zostałbym nowym Rimbaudem.


zazwyczaj mam problemy
w prostym komunikowaniu się

tak żeby a znaczyło a a nie be

Idź ty kurwa z twoją przeintelektualizowaną gadką!

fakty są jasne
pragnienia proste
sukcesy nieprzewidziane






-No normalnie debile- Agata tak podsumowała rozmowę, która akurat toczy się między Rokim a Emilem.

Idę z boku po cichu i bez pośpiechu. Emil trąca mnie z boku.

- Nie garb się!
- Nie garbię.
- Co tak nic nie mówisz?
- Czasem nic nie mówię.
- A dziwisz mu się?!- Agata wtrąca się , tak jakby w mojej obronie- Co ma mówić jak idzie w gości z debilem!
- Nie debilem. Po prostu wymyśliliśmy z Rokim jak wygląda związek idealny.
-Właśnie- Roki poczuł się chyba wywołany do tablicy- Zresztą to proste.
- Wiem. Słyszałam.
Mimo to Roki postanowił nam to objaśnić.
- No to jest tak. Jesteś z panną. Ona cię zdradza. Ty popadasz w alkoholizm. Ona czuję się winna. Wraca do ciebie. Wie , że jest winna. To ty jak pijesz , to ona ci wódki podaje. Bo wie, że masz racje, że pijesz. A jeszcze od czasu do czasu ją przelecisz.
Pokrętne, ale nawet logiczne.
- No widzisz kochanie- Emil postanawia nieświadomie potwierdzić moje zdanie- To jest i logiczne i życiowe.
-Naoglądaliście się głupot- Agata jest bardziej sceptyczna.

Głupoty są w naszym przekonaniu nieodzownymi elementami życia. Oczywiście warto wszystko hmmm wyważyć. Nadmiar głupot powoduję zidiocenie, niedobór natomiast sprawia , że stajesz się artystą. Niech każdy osądzi co gorsze.

Droga nie Bielską przypomina łagodną wersję drogi na Golgotę tudzież początek jakiegoś podjazdu, który poprzedza wkroczenie kolarzy w górskie odcinki Tour de France. Nachylenie drogi nie bije zapewne rekordów procentowych, ale mogę zapewnić, że jest jak w życiu- cały czas pod górę, minimalnie ale jednak pod górę.

Rzędy domów. Mijamy rzędy domów. Mijamy rzędy domów, po części różnorodnych, po części jednostajnych. Czasem to tylko kwestia otynkowania. Białe, zielone, różowe. Częściej to rzecz gustu. Zważywszy na to, że zdecydowana część budynków mieszczących się na ulicy Elbląskiej powstała na przełomie lat 70-tych i 80-tych mamy tu znakomity przegląd socjalistycznej myśli architektonicznej tamtych czasów.

Jest więc dom klasyczny, niczym nie różniący się od milionów domów na świecie. Tak nudny i oczywisty, że nie warto o nim wspominać. Mamy też klasyczny kwadrat- złote dziecko architektury Peerelowskiej. Jednocześnie jest to utrapienie dekarzy i ich koszmar zarazem zważywszy na to, że dzięki swojemu kształtowi nie posiada on klasycznej konstrukcji dachowej.

Widząc taki dom można spokojnie powiedzieć również coś o jego właścicielu. Wprawdzie mówi się, że nie powinno się oceniać książki o okładce, ale w tym wypadku prawdopodobieństwo postawienia błędnej tezy jest znikome. Świat właścicieli kwadratowych domków jest dosyć malutki i zamieszkują go dwie rasy, które trzeba określić uwzględniając terminologię bądź co bądź gierkowską. A więc mamy tu prosty podział na przedstawicieli narodu oraz tak zwaną inicjatywę prywatną. Granica między tymi dwoma grupami jest dziwna, gdyż można by ją nazwać płynno-ostrą. Dlaczego? Bowiem hipotetycznie rzecz ujmując mamy tu osobniki stojące po dwóch stronach barykady, ale przepływ osobowy pomiędzy tymi dwoma nacjami był taki duży, że po czasie trudno było stwierdzić komuś stojącemu z boku, kto jest kto. I tyle na ten temat.

Oczywiście zdarzają się też wyjątki architektoniczne, a raczej bez wyjątki, ponieważ wszystkie one bez wyjątku należą do grupy: pijany wid architekta.
Christpher Lambert, wymień trzy jego filmy. No dawaj Roki.
Emil rzuca nam wyzwanie.
Po chuj wam takie konkursy, dziwi się Agata, czy faceci zawsze muszą konkurować?
Roki podejmuje rękawice.
No, Nieśmiertelny…, kurwa….Nieśmiertelny 2
Sequele się nie liczą!
Dlaczego?
Bo nie! Myślisz, że to takie łatwe?
Śmiejemy się wszyscy
Nie wiem
Dobra, Krzysiek dawaj…
Nieśmiertelny, powtarzam początek Rokiego, Greystoke- legenda Tarzana, no i…O! Nirvana!
Nirvana? Roki kwestionuję moją wypowiedź
Tak, Emil niczym stary mentor ogłasza moje zwycięstwo, był taki film, słaby ale był
No i po co wam to? Agata dalej ma wątpliwości co do sensu gry.
No bo widzisz kochanie to jest tak. Masz na świecie znanych aktorów tak?
Tak, no i co z tego?
No i to, że czasem jest tak, że każdy zna gościa a nikt nie potrafi wymienić ci choćby trzech filmów z jego udziałem.
Tak jak tego gościa z „Parku Jurajskiego”?
No tak, każdy go zna, wiedzą że to Sam Neil a nie wiedzą gdzie grał jeszcze. A, że Krzysiek i ja znamy się bądź co bądź na kinie lepiej niż większość zasrańców, która uważa że coś wie, to się bawimy.
Po co?
Po gówno!

I nastała cisza.
A atmosfera napięła się do granic możliwości