10
Witamy się jak zwykle. Ona przytula się do mojego ciała kładąc głowę gdzieś na wysokości klatki piersiowej. Zawsze byłem większy od reszty. No, zawsze byłem wyższy. Tak będzie uczciwiej to określić.
Nie ma w tym nic z fizyczności damsko-męskiej. Nic, chyba, że wtrącić te ramy fizyczność między misiem a miodem.
-Siadaj. Zaparzyć ci herbaty?- Widzę, że ma mało czasu mimo to stara się mnie przyjąć jak najlepiej. Zawsze tak było. W sumie to nasza cecha narodowa. W jednym rzędzie z ukrytym antysemityzmem i pijaństwem.
Żadne z nas nie pamięta, kiedy się spotkaliśmy pierwszy raz. Po prostu funkcjonowaliśmy obok siebie coraz intensywniej.
Rozkładam sobie czarne, plastikowe krzesełko i burczę coś w stylu cześć do tej młodej dziewczyny, której imienia nigdy nie pamiętam, a która siedzi z Aśką w tej klitce zwanej buńczucznie wypożyczalnią i wydaje ludziom chcącym skorzystać z miejskiego lodowiska łyżwy. W środku panuje identyczna temperatura jak na zewnątrz. No bo przecież na cholerę komuś ogrzewanie w zimie! Jak jest lodowisko to musi być zimno. Jak jest zima to musi być zimno. A że obie rzeczy zwykle koegzystują: to musi być zimno.
Opowiadamy sobie coś o studiach. Dyskusję przeprowadzają teoretycznie trzy osoby, jednak dziewczyna, której nie pamiętam imienia, wyraźnie się wycofała. O ile pamiętam nie czuję się zbyt mocno w tym temacie. No cóż nie każdy musi być studentem, choć ostatnio mam wrażenie, że każdy coś studiuje. Miliony dziennikarzy, geodetów i kosmetolożek zapełniają metry kwadratowe naszego skromnego kraju. A ona? Może interesuje się sztuką? Może norweską sceną techno? A może niczym… zresztą to absolutnie nieistotne. W danym czasie ważne jest by dobrze wykładała łyżwy.
Aśka jest z Pasłęka. Mimo, że wszystko zaczęło się w Pasłęku przyznam, że byłem tam tylko raz. Pamiętam to jak dziś.
W Pasłęku byłem tylko raz.
Gdzieś tam na jakimś weselu. Miałem jechać z Aśką. Przywitała mnie kiepska pogoda. I dworzec…fenomenalny. Po prostu jedyny w swoim rodzaju. Z zamknięta kasą biletową i z otwartym solarium. Nigdy nie widziałem solarium na dworcu kolejowym.
Sun- Tips.
Swoją drogą to ciekawa nazwa na solarium. Słoneczne paznokcie. Jak jakiś wytwór postnuklearny prosto ze świata Mad Maxa i Fallouta. Połączony kurs opalania się z kursem robienia sztucznych paznokci. Wszystko, czego potrzebuje kobieta w jednym miejscu. Cielesność w stanie czystym. Budujemy swój wygląd. Obok solarium… no cóż by innego: Odzież dla każdego. Otwarta w soboty od 9 do 13, w dni tygodnia od 9 do 17. Ciekawe czy znalazłbym tu dla siebie garnitury od Versace, koszulki polo Ralpha Laurena? No co? W końcu nazwa do czegoś zobowiązuje.
Jest żółto- brązowo.
Zegar wskazuje sześć minut po szóstej. Cały czas sześć minut po szóstej. Mimo, że jest plus minus czternasta. Sześć minut po szóstej. Wiara w szatana stymuluje moje samopoczucie. Niepewność. Sześć minut po szóstej.
-Duży dziś ruch?- Rozmowa ma to do siebie , że od czegoś trzeba zacząć.
-W sumie nie- Asia krząta się po elemencie klitki stanowiącym zastępstwo kuchni przygotowując tą nieszczęsną herbatę.
- Dziwne. W końcu dziś niedziela, no i nawet ładnie jest ale mroźno.
- Ja tam nie narzekam. Nie chce mi się dziś tu siedzieć. Można się zabić. Poczekasz na mnie do końca pracy?
Nie potrafię odmawiać. Przypuszczam, że to jakaś jednostka chorobowa, której nie mogą jeszcze zdefiniować amerykańscy naukowcy. Jak ten cholerny CFS.
CFS?
Hmmm…
Tak! CFS:
Zespół chronicznego zmęczenia( ang. Chronic fatigue syndrom w skrócie CFS) opisano po raz pierwszy w literaturze fachowej 21 lat temu. Jakiś czas potem Światowa Organizacja Zdrowia uznała CFS za odrębną jednostkę chorobową.
- W sumie czemu nie.- Zawsze tak odpowiadam. Kurwa. Zawsze tak odpowiadam. Choćbym miał milion lepszych i ważniejszych rzeczy do roboty( w tym przypadku tak nie jest) to zawsze powiem:
W sumie czemu nie.
- No to super.- Aśka już w momencie zadania pytania znała moją odpowiedź, więc tak naprawdę chciała się tylko upewnić.-Pójdziemy jeszcze po drodze d Biedronki, co?
-W sumie czemu nie.- Mogę iść Nie ma wrrrrr
-Wczoraj super był.- Jej rozmarzony wzrok potwierdza to zdanie.
-Dziś rano było trochę gorzej-Mój czerstwawy wygląd potwierdza to zdanie.
Nastał właściwy moment by w końcu pośmiać się i z kaca Od rana nas męczył, drążył nasze kości, zabierał nam jedzenie. Teraz niech siedzi w kącie i słucha jak się go wyszydza.
- Daj spokój. Myślałam że umrę w pracy, dobrze że … rano otworzyła i przygotowała wszystko inaczej by była mogiła. Łukasz jeszcze tam dochodzi do siebie.
- No roki mi pisał żebym mu Coli kupił.
- Hehehe leniwiec! A Kruszyna jak tam?
- Ok. Poszedł do domu z samego rana.
-Ma chłopak zdrowie.
- No nie da się tego ukryć- Herbata jest w sam raz. Rozgrzewa moja twarz do grymasu zwanego uśmiechem.
-Fajnie, że przyszedłeś- Aśka zmienia ton głosu na bardziej misiowaty…
-Proszę wyczyścić łyżwy! I nie pchać się!- I misiek stał się w sekundę niedźwiedziem.
- No bo… niedługo wychodzi to ja bym sama została. – Niedźwiedź kurczy się do rozmiarów misiaczka.- To fajne że chcesz ze mną posiedzieć.
- Wiesz umówiłem się jeszcze z Chyłą w Green Way’u.
- Acha- W tym momencie stoi przede mną mała zawiedziona siedmiolatka, którą jednakowoż mam zamiar ułagodzić tymi to słowami:
-Mamy jeszcze kupę czasu to skoczę do tego Green Waya a później wrócę i ci potowarzyszę.
-Tak? Kochany jesteś.- Lubię to słyszeć od siedmiolatek. To chyba jakieś zboczenie
- Może chciałbyś pojeździć trochę na łyżwach. Jest mało ludzi, a ty mówiłeś, że nigdy nie jeździłeś, więc może…
No i w moim umyśle zapala się czerwone słowo
ALARM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wszystko wszystkim ale to chodzi o moje życie. Nigdy ale to nigdy nie jeździłem na łyżwach. Nigdy to nigdy nie złamałem sobie niczego. Mam jakieś przeczucie, że jak się rozdziewiczę z pierwszego punktu, to po kilku sekundach rozdziewiczę się z drugiego.
- Nie dzięki. Jakoś się nie czuję.
Organizm się broni. Na szczęście…
- Spróbuj! To łatwe!
-W sumie czemu nie.
KURWA!
$@##$(&^%%*$#!^&&!@#&*__)(&^$##@wrrrrrr##@!W@&*()^^%#%#@$@! ~%^@^&&&*$@!!))(&%$#^#!$!~$$^%^*!(9((&!!)_)!**!*&!^!_!*^!&!(!* &!&!)!(!&!(!!%%#%%^I$^&*
%#&(()(
wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr Kuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuurrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa666)()&Y*%#%@ !##^%@^*$@!&((*%kiss rządzi)$#%^W@^#%^&^#%^%^&%@&*#^*(&%($#!!&^^&$!$$%^@%””>”
_!(!)U!(&^^^NNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTA
K
R
E
T
Y
N
ŚMMMMMMMMMMMMMMMMMIIIIIIIIIIIIIIIIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEERRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆ
- W sumie kiedy mam się nauczyć jak nie teraz.-I się uśmiecham. A uśmiech ten pełen jest bólu i śmierci.
W tym momencie, kiedy jestem już naprawdę blisko śmierci wypadałoby opisać moich oprawców. Z trójki: lód, łyżwy, Aśka większość społeczeństwa zna pobieżnie lub nie dwoje pierwszych. Aśka w świadomości społeczeństwa jeszcze swego miejsca nie znalazła. Jeszcze nie. Ale znajdzie. I wierz mi o społeczeństwo, wbije się w twoje ciało niczym szpikulec do lodu. Na pewno będzie bolało.
Aśka potocznie jest bardziej znana jako Ruda. Nie będę tłumaczył dlaczego?
Naprawdę wierzę w to, że mój potencjalny odbiorca nie jest idiotą.
Najśmieszniejsze w rudości Aśki jest to, że tak naprawdę jest na blondynką. Dawno, dawno temu nie było rudości była blondość. Nie mam pojęcia, kiedy to się zmieniło, wiem tylko że odkąd ją pamiętam była ruda. No może bardziej kolor jej włosów odpowiadałby barwie ognisto czerwonej.
Zważywszy na jej kolor włosów i część charakteru można by ją było czasem określić, cytując klasyka polskiej inteligencji: małpą w czerwieni. Byłoby to zdanie zarówno oddające część jej duszy jak i krzywdzące resztę. Była w niej czasem widoczna ta maniera jedynaka, która to charakteryzowała się hmmm… pewnym zacietrzewieniem się i trzymaniem kurczowo własnego zdania, ale też potrzebą nieustannego ruch no i last but not least potrzebą bliskości innego człowieka.
Jej częścią uzupełniającą był niejaki Aleksander Łukasz Robak. Osobni ciekawy i inteligentny jakby od początku stworzony do tworzenia yang i ying z Rudą. Ciekawa z niego była też postać. Początkiem niech będzie imię, bądź też szerzej: dane personalne. Bowiem każdy z członów układu znaków, którym się podpisuje był jego wyznacznikiem, dla jakiegoś określonego kręgu znajomych. Dla jednych funkcjonował jako Aleksander vel Olek, dla innych był to Łukasz( sam należę do tego grona) a dla reszty był Robakiem ( co ciekawe tylko część tej części wiedziała, że to nazwisko a nie pseudo). Poza tym ten ateista- teolog charakteryzował się olbrzymią dawką inteligencji i…
No ale Robak będzie później…
Śmierć nadchodzi czasem cicho i niespodziewanie, czasem natomiast nadchodzi z krzykiem, świstem łyżw oraz odgłosem bezwładnego ciała uderzającego bezwładnie o lód.
Takiej śmierci się właśnie spodziewam kołysząc się nieporadnie na dwóch malutkich kawałkach metalu zespolonych z plastikowymi butami. Krok po kroku do śmierci. Wszyscy się na mnie patrzą. Wszyscy. Czekają aż poleje się krew. Krok. Krok. Krok.
Tufff
Tufff
Tuffff
Jam Godżilla na łyżwach. Upadający kolos.
1 komentarz:
Stare, baaardzo stare czasy zanim jing rozszarpał jang i odwrotnie :)
Prześlij komentarz