Lato tego roku było bardzo gorące. Tak gorące, że gołębie niezbyt chętnie zlatywały na bruk starówki, mimo że okruchów było tam tyle, co zazwyczaj a może nawet więcej. Bruk parzył niczym w utworze Sweet Nosie.
Nie widzieli się już dawno. Kiedyś spotykali się codziennie. Teraz zostały im komunikatory internetowe i krótkie chwilę bądź to na uczelni, bądź w restauracjach.
On czuł od rana pewną dawkę niepokoju i niepewności, którą aby zrównoważyć proporcję poszerzył o dawkę alkoholu. Wszystko przez ten poranek.
Dlaczego? Bowiem podczas porannego czesania wyczesał z włosów dwie wszy. Mimo że zawsze lubił zwierzęta ten akurat fakt bliskości z nimi go nieco zasmucił. Jako człowiek wierzący wiedział, bowiem że według nowowyznawanej przez niego religii starożytnych Indian UIOa wszy oznaczały nieszczęście( oraz nieurodzaj kabaczków, ale to go nie przejęło- nie lubił kabaczków, więc mogły dla niego szczeznać i pochłonąć swych plantatorów w ogniu piekielnym). Nie martwiły go kwestie estetyczne ani te natury epidemiologicznej.
Rozpoznał od razu. To były koniaki. Powziął, więc postanowienie, że nigdy więcej nie poderwie dziewczyny w KFC.
Dziewczyny z KFC są jak literówki. Niby nie jest ostatecznym kurestwem napisać chce zamiast chcę, ale skoro można napisać chcę to, po co brudzić sobie ręce czymś niedoskonałym, czymś co może przynieść do twojego umysłu wszy i niepewność. Jedno, o czym był przekonany po pięciu latach studiów, to to, że stał się wtórnym analfabetą. Zarówno w kwestii języka jak i w kwestii kobiet.
W trakcie porannego przeglądu prasy, po przewertowaniu wszystkich stron o sporcie, trafił na wywiad z pisarzem, którego nazwisko nic a nic mu nie mówiło. Spojrzał w notkę biograficzną i po znalezieniu „ nominowany do Nike” postanowił skupić się na ten kwadrans i przeczytać te kilka stron tekstu. W końcu pisarz musiał być kimś ważnym, kimś dobrym, skoro nominowano go do tak prestiżowej nagrody. Nie znał go, to źle, ale wielu ludzi nie znał. Wśród tej grupy była też pokaźna liczba pisarzy, co uwierało go zważywszy na jego literackie upodobania. Wywiad był nawet ciekawy. Rozpoczęło się od miłości. Dziesięć rund w związku.
- Zwykle poddawałem się przed pierwszym gongiem- pomyślał
Gdzieś w połowie rozmowy zatrzymał się na dłużej przy jednym pytaniu:
A kiedy kobieta staję się obciążeniem?
A skąd ja mam takie rzeczy wiedzieć? Przychodzi mi myśl w stylu największego z żyjących fałszerzy myśli, to jest Paulo Coelho. Ta podróbka myśli brzmi: jeden człowiek staję się obciążeniem dla drugiego człowieka, kiedy jest obciążeniem dla samego siebie.
… największego z żyjących fałszerzy myśli…
Trafne- pomyślał.
Mimo, że nigdy nie przeczytał nawet zdania żadnej książki Paulo Coelho od wielu lat uznawał siebie za jego antagonistę. W imię wyższej literatury. Wiedział, że nie można stać po środku. W tę albo we wtę- jak to mówią nieporadnie jego rodacy. Jemu zdawało się, że wybrał drogę lepszą, drogę Borgesa. Lubił go. Mówił o tym głośno.
- Borges to mój ulubiony pisarz.- chełpił się mając świadomość swojej ignorancji.
Dlaczego ignorancji?
Nigdy nie przyznał się do jednej rzeczy: że przeczytał tylko jeden jego tomik wierszy, który dodatkowo był tylko kompilacją dokonaną przez polskiego tłumacza.
Nic więcej.
Wiedział, że i tak przeczytał więcej niż 90 procent społeczeństwa. Ten fakt ułatwiał mu prowadzenie rozmowy. Prowadzenie rozmowy, w którą mógł wpleść kłamstwa, wyssane z palca informacje oraz swoje hipotezy. Dzięki temu robił wrażenie. Wrażenie osoby inteligentnej. Jedyną osobą, która potrafiła się temu wrażeniu oprzeć był on sam.
Po śniadaniu wymyślił wiersz:
lasy płoną brązową jesienią
wszystko zmierza do śmierci
tylko jelenie na rykowisku
bez lęku patrzą na zbliżającą się
Białą Damę
dokąd idziesz ludzkości?- myślą- dokąd idziesz?
- Piękne.- Pomyślał z satysfakcją- Piękne.
Z tym to było nawet śmiesznie. Pisanie wierszy. Fenomen. Miał wrażenie… miał wrażenie, że wszyscy kiedyś napisali choć jeden wiersz. Te wszystkie pierwsze wiersze wyglądały tak samo:
Jam smutku bastion
Pośród zagubionych ludzi
Klasyk.
Kolejnym fenomenem jest to, że w kraju dwóch milionów poetów, jak to chyba Miłosz określił, nikt- nawet ci czołowi piszący, praktycznie nie czyta tomików innych. Może to trochę polskie. No, bo przecież, po co czytać? Nie mamy czasu na czytanie.
W ciągłym biegu.
Śniadanie- Praca- Obiad- Zakupy- Seriale- Seriale- Seriale- Seriale-Jakiś ściągnięty z netu film- Sen
Ani sekundy wytchnienia.
W ciągłym pędzie, uniemożliwiającym zaspokojenie nieodzownych potrzeb intelektualnych.
Miał jeszcze trochę czasu. Wiedział, że musi trochę posiedzieć nad pracą. Nie miał wyboru. We wtorek musiał przynieść ostateczną wersję pracy. Czwarty raz. Ten miał być ostatnim. Tak jak poprzednie trzy.
Ukształtowanie gatunkowe opisów podróży jest niejednolite. Można to stwierdzić na przykładzie przywoływanych wcześniej dwóch autorów: Mikołaj Radziwiłł opis swojej podróży do Ziemi Świętej ubrał najpierw w formę pamiętnika, która następnie została zmieniona na formę listową; Sebastian Fabian Klonowic za to swoją wyprawę do Gdańska spisał w formie poematu opisowego.
Istniała jednak grupa utworów, które nie były związane z żadnym z wcześniej wymienionych gatunków. Podobnie jak w przypadku wcześniej omawianych w pracy utworów bardzo ważną rolę odgrywały w nich realistyczne opisy wydarzeń lub zwyczajów.
Tak jak w pamiętnikach oraz poematach opisowych przeważają w nich elementy epickie, dzieła o których będziemy mówić w tym rozdziale są klasyfikowane przez badaczy jako itineraria lub bardziej ogólnie jako hodoeporicony . Gatunek ten ze względu na charakter bardziej przewodnika niż dzieła artystycznego jest niejednokrotnie umiejscawiany na granicy literatury a nieliteratury.
Nie były to jednak w odróżnieniu od utworów Klonowica i Róździeńskiego poematy, lecz z reguły mniej popularne formy poetyckie zawierające rozbudowane elementy epiki. W tym rozdziale skupimy się na dwóch utworach zasadniczo różnych od siebie formą, budową oraz ich znaczeniem w kulturze staropolskiej. Są to: Jezda do Moskwy… Jana Kochanowskiego oraz Przeważna legacyja Krzysztofa Zbaraskiego od Zygmunta III do sułtana Mustafy Samuela Twardowskiego. W obu utworach autor skupi się na ich „reportażowości”.
Pod koniec swojego życia Jan Kochanowski stworzył kilkusetwersowe itinerarium p.t.: Jezda do Moskwy…. Było ono poświęcone wyprawie na Moskwę, którą w 1581 roku zorganizował król Stefan Batory. W trakcie tej eskapady szczególną rolę odegrał kilkusetosobowy oddział pod dowództwem hetmana wielkiego litewskiego Krzysztofa Radziwiłła. On właśnie był bohaterem utworu i jemu to dzieło poeta z Czarnolasu dedykował.
Sam utwór nastręczył wiele problemów badaczom. Ogólnie nie spotkał on się z ciepłym odbiorem historyków literatury. Jezda… jest uznawana za jedno z najsłabszych dzieł Kochanowskiego. Zresztą sam autor dokonał wielu korekt w pierwszej wersji swojego dzieła i napisał drugą wersję Jezdy…, która ukazała się już po śmierci Kochanowskiego tj. w roku 1611 jako Wtargnięcie do Moskwy Krzysztofa Radziwiłła. Obu wersjom zarzucano wiele uchybień technicznych m. in. korzystanie z elementów wcześniejszych dzieł autora, niedokładne rymy, niejednolitość gatunkową i raczej panegiryczny styl utworu. Ten ostatni zarzut jest po części zrozumiały. W końcu Radziwiłł był zaprzyjaźniony z Kochanowskim. Udało się jednak wpleść w utwór elementy realizmu. Kochanowski dość starannie jak na kilkusetwersowy utwór opisał szczegóły wyprawy Radziwiłła. Gatunkowo Jezda… jest klasyfikowana jako itinerarium , na co wpływ mają wspomniane przed chwilą opisy, w szczególności opis drogi jaką przebyły oddziały polskie udając się na Moskwę. Jednak jak już wspomniano w pierwszym rozdziale niektórzy badacze wyłamują się z takiej klasyfikacji dzieła np. Jerzy Ziomek traktuje utwór Kochanowskiego jako epinikion, czyli odę pochwalną zwracając uwagę na styl pierwszej części dzieła i ogólny panegiryczny charakter utworu.
Umówili się pod Wysoką Bramą. To taka olsztyńska Wieża Eifla. Każdy wie gdzie to jest i jak tam trafić.
Przybył kilka minut przed czasem. Wiedział, że ona się spóźni. Zawsze się spóźnia. Już taka jej przypadłość. Kiedyś mieszkała pięć minut od starówki a mimo to potrafiła spóźnić się na spotkanie pół godziny. On mimo to zawsze starał się być przed czasem.
Żeby tylko nie musiał nikt na niego czekać.
- W życiu potrafię być niesłowny, niestaranny.- myślał- To przynajmniej w kwestii przychodzenia na czas nie chcę aby ktoś miał o mnie jakieś pretensje.
Usiadł na metalowej ławce przed Wieżą.
- Gdyby to była piłkarska strategia to, na jakiej pozycji bym ją umieścił?- Ni stąd ni zowąd to pytanie eksplodowało w jego głowie.
Bramkarz
?
Prawy Obrońca Stoper Stoper Lewy Obrońca
? ? ? ?
Pomocnik Defensywny Pomocnik Pomocnik
? ? ?
Skrzydłowy Środkowy Napastnik Skrzydłowy
? ? ?
Bramkarz: Matka. Nie raz ratowała mnie w podbramkowych sytuacjach, Naprawiała moje życiowe kiksy. Poza tym ma umiejętności przywódcze. Zresztą, co matka to matka.
Obrona:
Prawy Obrońca: Robak. Solidny. Spokojny, ale potrafi czasem też przyatakować. Poza tym szybko biega podobno( tak wynika z relacji grupki pasłęckich dresiarzy). Bardziej jednak pożyteczny w obronie niż w ataku.
Stoper: Ania. Ktoś ten zespół musi trzymać w kupie. Poza tym, kto jak kto ,ale Ania idealne nadaję się na mózg drużyny.
Stoper: Paweł Krutul. Widziałem go raz w akcji. Syn Puyola i Maldiniego.
Lewy Obrońca: Ala. Potrafi walczyć jak lwica. Jest nieustępliwa. Do końca walczy w obronie. Niezbyt pożyteczna w ataku, ale w obronie gra bardzo agresywnie.
Pomoc:
Pomocnik: Roki. Potrafi trzymać wysokie tempo gry. Potrafi być agresywny w obronie, ale też ma sporo fantazji w ataku. Jego minusem jest słaba kondycja biegowa. Dobrze jednak tańczy z piłką.
Defensywny Pomocnik: Kruszyna. Nie będę się tłumaczył z tego wyboru. Kto go zna wie dlaczego.
Pomocnik: Emil. Szybki w ataku. Uparty jak osioł i zadziorny w obronie. Największy krzykacz na boisku. Ma dobrą kondycję Dużo trzeba, aby coś go ścięło z nóg.
Atak:
Skrzydłowy: Marta. Gra z olbrzymią wyobraźnią. Jej akcje są pełne rozmachu, choć czasem kończą się klęską. Słabe ogniwo w obronie. Zadziorna, ale jej odporność na ciosy jest słaba.
Środkowy napastnik: Ja. Bo tak.
Skrzydłowy: Aśka. Zadziorna. Uparta. Mogła by grać na każdej pozycji. Poza tym ma sporą wydolność.
H
E
J
!
Ona
Hej!
On
Hej!( z uśmiechem) Spóźniłaś się.
Ona
Wiem. Wiesz jak to jest… punktualna jak Chyła, w końcu co nie?
Oboje się śmieją
Gdzie idziemy?
On
Greenway?
Ona
No tanio jest… ale chyba mam pieniądze… i chyba chce mi się mięsa.
On
No to co? Bohema? Naleśniki z kurczakiem i szpinakiem?
Ona
No. Niby już mi się znudziły, ale w sumie czemu nie…
Idą
Ona
To co tam? Znowu jakaś wielka miłość?
On
Nie, a ty?
Oboje się śmieją.
Ona
Ja mam Maćka…
ON
To nie rak można z nim walczyć
Ona
Powiem Maćkowi! HeHe!
On
Spoko. On mnie lubi… nie widzi we mnie zagrożenia ( śmiech)
Ona
Bo jesteś dobry i miły
On
Tak, tak, tak…teraz tak mówisz… na nic to jednak. Pamiętaj Marta…
Razem
Miałaś swój czas i on minął!
Śmiech
Dochodzą do budynku w którym mieści się Bohema. Wchodzą do środka a następnie schodzą w dół do Bohemy. Zajmują miejsce przy stoliku znajdującym się za barem, niedaleko toalety.
Mija godzina.
Podchodzi kelnerka i zbiera zamówienie.
Mija godzina.
Kelner przynosi dwa naleśniki z kurczakiem i szpinakiem oblane sosem (miał być beszamel- jest curry)
On
Coraz mniejsze te naleśniki!
Ona
Złodzieje! Kapitalisty!
Jedzą i rozmawiają
Ona
A jak z nią?
On
Cisza.
Ona
Współczuje ci…
On
Wiesz. W sumie jakoś tego nie przeżywam…
Ona
Kurcze… jak to jest…?
On
Co?
Ona
Że tobie tak wcześnie przechodzi… że tak ona mówi nie i ty, ty odpuszczasz i jest ok.
On
Wiesz, że to nie tak. To trwa dłużej. Sporo myślę wtedy…
Ona
Coś o tym wiem.
On
Myślę, że ja buduję takie budowle. Kerouac o tym pisał…
Ona
Kerouac. Skąd ja to znam? Śmiech. Widzę, że czytasz tych samych pisarzy co on.
On( uśmiecha się)
Ale jestem inny. Poza tym obaj lubimy beatników… wiesz chodzi o to, że ja buduję takie budowle ze słów. Niby są one ryzykowne, ale to pójście na łatwiznę. Wiesz ja powiem kobiecie: Kocham cię. Mocne słowo. I ja w nie wierze w momencie, kiedy to mówię. A tak naprawdę ja tego nie czuję. Mimo ze wierze, że jest inaczej. … To taka budowla, kurcze całkiem dobra ta kawa, spróbuj…
Ona
Nie dzięki… to, po co to mówisz?
On
Bo one chcą to usłyszeć. Nie mówią o tym otwarcie, ale coś we mnie to czuję , zresztą jak mówiłem: w tym momencie ja w to wierze. I to mówię. A później… później okazuję się, że to tylko budowla. Konstrukcja słów. Ciężko się z tego wycofać.
Ona
Kurwa. Ciężkie to.
On
No ciężkie. Ale wiesz dopiero po czasie okazuję się czy to budowla czy uczucie. I to jest najgorsze. Wątpliwości, wątpliwości kurwa.
Ona
Ale jakoś sobie radzisz
On (śmiech)
Wiesz… skille i doświadczenie.
Ona(śmieje się)
No. A wracając… jak tam .On się ma?
On.
Dobrze. A dlaczego pytasz?
Ona
Wiesz, czasem o nim myślę.
On
On też o tobie myśli. Czasem o tym rozmawiamy…
Ona
Tak?
On
Wiesz, myślę że mimo wszystko wyszło to wam na dobre. W końcu oboje jesteście szczęśliwi.
Ona
No. Wszyscy są szczęśliwi.
On
A jak tam studia?
Ona
Dobrze. Mam dużo zajęć. Piszę scenariusz. Mam dobrych wykładowców. Gliński ma też z nami zajęcia.
On
A później co? Semafor?
Ona (śmieje się)
Co ty?! Słabo płacą… mogę robić animacje do reklam… na przykład środków na trawienie.
On (śmieje się)
Srakostop
Ona
Tak, tak. Dobrze płacą.
On
I chcesz tak chałturzyć?
Ona
Nie chcę… ale jak można zarobić.
On
A jak się czujesz… no wiesz…?
Ona
Lepiej… już lepiej. Wiesz, tęsknie za wami… za Maćkiem. Robię tysiąc takich małych, zbędnych rzeczy, żeby nie myśleć. Chodzę na zakupy…
On ( śmieje się)
Konsumpcyjna Świnia!
Ona
No… galerianka. Hehe. Wiesz, nawet Gombro chodził na zakupy.
On
W listach tego nie wyczytałem. Hehe. No ale wierzę na słowo jednej z największych gombrowiczolożek w Polsce.
Ona (śmieję się)
Na świecie
On
W ogóle to nie zdążyłem ci jeszcze powiedzieć, że ładnie wyglądasz.
Ona( śmieje się)
Jak rozumiem chodzi ci o to, że dziś nie wyglądam jak skrzyżowanie upośledzonego włóczykija z Czarodziejką z Księżyca?
On( śmieje się)
Wyjęłaś mi to z ust.
Ona
Jak zwykle gentleman. Haha
On( śmieje się)
Znasz mnie. Kultura na przedzie… wiesz wkręciłem sobie ostatnio znowu Bang Gang.
Ona
Widziałam na laście że tego słuchasz. Pomyślałam nawet że coś może być nie tak.
On
Jak coś jest nie tak to słucham Ani Dąbrowskiej
Ona
Daj spokój… Znowu przyszło lato
On
Zabija mnie ta piosenka.
Ona
Pamiętam jak wrzuciłeś ją na bloga
On
Nie ma do czego wracać. To był trudny czerwiec.
W tle słychać utwór Ciszy i spokoju p. t: Uzależniony
Moje życie to potok pełen wersów kaskad
Którego źródło biję w samym sercu miasta
Wydłuża dzień. Skraca sen mówiąc:
Lubię to.
Ona
Nie znam…
On
To duże Pe z … chyba z dj’em Spoxem
Ona( śmieje się)
Wikipedia rapu…
On
Wiesz i’m still in the Game…
Ona ( jednocześnie z humorem i agresją)
Chcesz ze mnie kpić?
Nie powiedziałeś nic
Daj pic
On
Wiesz co się liczy?
Szacunek ludzi ulicy!
Ona
O niej nie myśl jak o suce
Pomyśl jak o siostrze!
Oboje się śmieją.
Ona
Wczoraj oglądaliśmy tego nowego „Star Treka”. Maćkowi się podobał. Wiesz do kina bym na to nie poszła, ale ogólnie może być, fajne efekty były, no i ten… Spock. Spock był fajny.
On
Zahary Quinto
Ona
Chyba w Herosach grał czy w czymś takim.
Tak. Sylaba. Ludzie podobno na ulicy wyzywali go… mylili rzeczywistość z filmem.
Ona
Film z rzeczywistością…
On
Yhm. Poloniści. Hehe
Ona
Magistry. Widziałeś nowego House’a?
On
Jeszcze nie. Nie mam jak ściągnąć.
Ona
Wy jesteście jak House i Wilson.
On
Może coś w tym jest… tylko On mi jeszcze nie wsypał dla zabawy amfetaminy do kawy
Ona
Jeszcze nie… On… Dla niego jesteś ważny.
On
Wiem. Wiesz jak mnie kiedyś nazwał?
Ona
Wiem. Swoim kręgosłupem moralnym.
On
Kurwa może miał rację. Może ty też ją masz. Może czasem jestem Wilsonem.
Ona
Czasem jesteś nim, czasem Housem. To normalne.
On
Myślę że większość z nas czasem jest Wilsonem. A Mouse? Housem jesteśmy gdzieś w głębi…zawsze.
1 komentarz:
chyła tu była
Prześlij komentarz