-Dokąd
pan jedzie? Jeżeli można wiedzieć oczywiście…
-
Niespełna minuta!- pomyślał- Miałem niespełna minutę iluzji. Iluzji, że
wszystko przebiegnie w spokoju, że kurwa zasnę i budzik mnie obudzi pięć minut
przed stacją. Nie odpowiem mu, kurwa nie odpowiem!
- Do
Gdyni- odpowiedział. Rzadko bywał konsekwentny. Nie dotrzymywał obietnicy,
odpowiadał kiedy nie chciał. Rzadko bywał konsekwentny.
Mirosław
Wrzocha, bo tak za chwilę przedstawi się pytający ,od ponad pięćdziesięciu
trzech lat, czyli od momentu narodzin, które to odbyły się zwyczajowo w
szpitalu i nie do
końca zwyczajowo w Wałbrzychu nigdy nie myślał o sobie ,ani o innych w kategoriach konsekwencji. Chyba ,że
konsekwencji zawodowych. W ogóle myślenie o sobie
odłożył na dalszy plan, skupiając się na myśleniu o innych. W końcu był
profesjonalistą, a przynajmniej tak o sobie uważał.
- Na
wakacje?- zapytał podkręcając nieco końcówkę wąsa , co w jego wypadku było
działaniem odruchowym.
-
Nie . Nie do końca przynajmniej- Olek zaczął lekko przerywać swoją wypowiedź.
To nerwy, dziwne, pomyślał- Do rodziny – zastanowił się kilka sekund- Do ojca .
W sumie do ojca.
Poczuł
się dziwnie. Wiedział , że nie potrafi. Wiedział, że nie może i nie powinien
się denerwować. Przy obcych. Wiedział, że nie może i nie powinien opowiadać
przypadkowym osobom o tym wszystkim. O tym, że jego matka wyjechała do Szwecji
kiedy miał 5 lat i od tego czasu miała go w dupie. O tym, że ojciec od czasu do
czasu chodzi do agencji i częściej coraz częściej zagląda do kieliszka . I o tym , że robi mu niespodziankę i boi się
czy On się ucieszy, czy będzie w ogóle w domu.
Dawno
się nie widzieli.
Odkąd pracuje na infolinii rzadko
przyjeżdża do domu. Bo niby o czym mieli rozmawiać? O dupach ojca? O tym ,że
słabo teraz płacą na budowach, bo kryzys? O tym dlaczego zawalił studia ?
Dał sobie chwilę spokoju. To mu
przyszło na myśl. Pojedzie na moment , powłóczy się po okolicy. Wpadnie do
ojca. Może akurat będzie w domu. A może po prostu pierdolnie to wszystko?
Za
dużo ostatnio szumu- pomyślał. I obrócił nieco głowę w prawo.
Słuchał niby Mirka, który to
mówił gdzie i po co jedzie, ale jednak coraz bardziej zatapiał się w jesień na
zewnątrz. W jesień w Pasłęku, Małdytach , na polach przed Elblągiem. Czasem
odpowiadał na pytania. Powiedział, że ma dziewczynę, że ojciec jest sam , że
gra w zespole i pracuje. O kilku odcieniach nie wspomniał.
Za
dużo szumu- pomyślał- Za co ona ma kurwa do mnie jeszcze pretensje?Że jeszcze chodzę po
pracy na próby?! Kurwa powinna mnie wspierać. Przecież będziemy jeszcze grać. Z
czasem więcej. Przecież nie będę pracował do usranej śmierci na infolinii!
Minęli
Elbląg. Odleciał. Chyba przestali rozmawiać. Tak przynajmniej odczuł
-
Wiesz co ja robię?- Mirek lekko się uśmiechnął
-
Nie wiem. Może jest pan hydraulikiem? – Udawał, że jest ciekawy odpowiedzi.
- Po
czym pan wnioskuje?
- Po
wąsach. Wie pan Super Mario Bros. Mario miał wąsy i był hydraulikiem. Pan też
może być.
Maran
się uśmiechnął. Uznał, że to bardzo logiczna odpowiedź. Niegłupi chłopak-
pomyślał.
Zrobił
pauzę. Zawsze tak robił. Od wielu lat w tym samym momencie robił pauzę.
Powtarzalność uważał za przejaw zawodowstwa.
-
Jestem magikiem.
Olek
zaczął się śmiać. Bardzo energicznie, ale jednak taktownie rechotać.
- No
to nie trafiłem!- podsumował- Jest pan iluzjonistą? Ciekawe.
Mirek
lekko zmarszczył drwi. Zawsze mylą!- pomyślał- Zawsze!
- Nie
iluzjonistą a magikiem! - bardzo zdecydowanie podkreślił ostatnie słowo- Nie zajmuję się proszę pana iluzjami!- wziął
lekki oddech, żeby się nie rozpędzić z emocjami- Ludzie mylą to. Mylą się. To
normalne.
-
Taka już nasza natura
-
Tak!- Mirek na powrót się rozpogodził- Mądry z pana chłopak wie pan? Tak mi
mówi Pan i Pana intuicja. Słownie daj
sobie Pan radę, myślowo jest nieźle a moja intuicja się nie myli. – Nie czekał
nawet na odpowiedź Olka , nie interesowała go . Proces się zaczął i nie było
odwrotu.- To wszystko składa się na jedną decyzję: spełnię Pana najskrytsze marzenie!
Pojebało
go- pomyślał Olek- Ale dobra z wariatem nie ma co igrać. Pogadamy pośmiejemy
się , żeby go tylko nie denerwować. Kurwa jeszcze mi psychola było potrzeba!
- No
dobrze! Niech Pan spełnia! – Odpowiedział z prawie szczerym uśmiechem
Andrzej
nie lubił takich dni jak ten. Było ich ostatnio coraz więcej. Sezon się
kończył, więc praca zaczynała przechodzić z etapu zawsze na etap od czasu do czasu. Miał
czekać na telefon, który wiedział, że nie zadzwoni. Nie dzisiaj.
Ciekawe
co u młodego?- pomyślał nalewając sobie kawy- Dawno się nie widzieli.Nie rozumiał go. Myślał czasem , ze jest
zbyt prosty, że robi zbyt mało. Chciał mu załatwić robotę, ale młody miał
ambicje. Nie będę mu się pchał i go prosił- Dolał odrobinę mleka i dodał cukru-
Kiedyś zmądrzeje.
Usiadł
w fotelu. Popatrzył na żółty pasek w TVN 24
„
Katastrofa kolejowa pod Tczewem. W miejscowości Lisewo wykoleił się pociąg.
Jedna osoba nie żyje.”
Nie
było w nim żadnych emocji.
Same
katastrofy- wycedził do siebie. A następnie przełączył na Eurosport.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz