sobota, 12 stycznia 2013

Same katastrofy



-Dokąd pan jedzie? Jeżeli można wiedzieć oczywiście…
- Niespełna minuta!- pomyślał- Miałem niespełna minutę iluzji. Iluzji, że wszystko przebiegnie w spokoju, że kurwa zasnę i budzik mnie obudzi pięć minut przed stacją. Nie odpowiem mu, kurwa nie odpowiem!
- Do Gdyni- odpowiedział. Rzadko bywał konsekwentny. Nie dotrzymywał obietnicy, odpowiadał kiedy nie chciał. Rzadko bywał konsekwentny.
Mirosław Wrzocha, bo tak za chwilę przedstawi się pytający ,od ponad pięćdziesięciu trzech lat, czyli od momentu narodzin, które to odbyły się zwyczajowo w szpitalu i nie do końca zwyczajowo w Wałbrzychu nigdy nie myślał o sobie ,ani o innych w kategoriach konsekwencji. Chyba ,że konsekwencji zawodowych. W ogóle myślenie o sobie odłożył na dalszy plan, skupiając się na myśleniu o innych. W końcu był profesjonalistą, a przynajmniej tak o sobie uważał.
- Na wakacje?- zapytał podkręcając nieco końcówkę wąsa , co w jego wypadku było działaniem odruchowym.
- Nie . Nie do końca przynajmniej- Olek zaczął lekko przerywać swoją wypowiedź. To nerwy, dziwne, pomyślał- Do rodziny – zastanowił się kilka sekund- Do ojca . W sumie do ojca.
Poczuł się dziwnie. Wiedział , że nie potrafi. Wiedział, że nie może i nie powinien się denerwować. Przy obcych. Wiedział, że nie może i nie powinien opowiadać przypadkowym osobom o tym wszystkim. O tym, że jego matka wyjechała do Szwecji kiedy miał 5 lat i od tego czasu miała go w dupie. O tym, że ojciec od czasu do czasu chodzi do agencji i częściej coraz częściej zagląda do kieliszka . I o tym , że robi mu niespodziankę i boi się czy On się ucieszy, czy będzie w ogóle  w domu.
Dawno się nie widzieli.
            Odkąd pracuje na infolinii rzadko przyjeżdża do domu. Bo niby o czym mieli rozmawiać? O dupach ojca? O tym ,że słabo teraz płacą na budowach, bo kryzys? O tym dlaczego zawalił studia ?
              Dał sobie chwilę spokoju. To mu przyszło na myśl. Pojedzie na moment , powłóczy się po okolicy. Wpadnie do ojca. Może akurat będzie w domu. A może po prostu pierdolnie to wszystko?
Za dużo ostatnio szumu- pomyślał. I obrócił nieco głowę w prawo.
              Słuchał niby Mirka, który to mówił gdzie i po co jedzie, ale jednak coraz bardziej zatapiał się w jesień na zewnątrz. W jesień w Pasłęku, Małdytach , na polach przed Elblągiem. Czasem odpowiadał na pytania. Powiedział, że ma dziewczynę, że ojciec jest sam , że gra w zespole i pracuje. O kilku odcieniach nie wspomniał.
Za dużo szumu- pomyślał- Za co ona ma kurwa do mnie jeszcze pretensje?Że jeszcze chodzę po pracy na próby?! Kurwa powinna mnie wspierać. Przecież będziemy jeszcze grać.                          Z czasem więcej. Przecież nie będę pracował do usranej śmierci na infolinii!
Minęli Elbląg. Odleciał. Chyba przestali rozmawiać. Tak przynajmniej odczuł
- Wiesz co ja robię?- Mirek lekko się uśmiechnął
- Nie wiem. Może jest pan hydraulikiem? – Udawał, że jest ciekawy odpowiedzi.
- Po czym pan wnioskuje?
- Po wąsach. Wie pan Super Mario Bros. Mario miał wąsy i był hydraulikiem. Pan też może być.
Maran się uśmiechnął. Uznał, że to bardzo logiczna odpowiedź. Niegłupi chłopak- pomyślał.
Zrobił pauzę. Zawsze tak robił. Od wielu lat w tym samym momencie robił pauzę. Powtarzalność uważał za przejaw zawodowstwa.
- Jestem magikiem.
Olek zaczął się śmiać. Bardzo energicznie, ale jednak taktownie rechotać.
- No to nie trafiłem!- podsumował- Jest pan iluzjonistą? Ciekawe.
Mirek lekko zmarszczył drwi. Zawsze mylą!- pomyślał- Zawsze!
- Nie iluzjonistą a magikiem! - bardzo zdecydowanie podkreślił ostatnie słowo-  Nie zajmuję się proszę pana iluzjami!- wziął lekki oddech, żeby się nie rozpędzić z emocjami- Ludzie mylą to. Mylą się. To normalne. 
- Taka już nasza natura
- Tak!- Mirek na powrót się rozpogodził- Mądry z pana chłopak wie pan? Tak mi mówi Pan i Pana intuicja.  Słownie daj sobie Pan radę, myślowo jest nieźle a moja intuicja się nie myli. – Nie czekał nawet na odpowiedź Olka , nie interesowała go . Proces się zaczął i nie było odwrotu.- To wszystko składa się na jedną decyzję:  spełnię Pana najskrytsze marzenie!
Pojebało go- pomyślał Olek- Ale dobra z wariatem nie ma co igrać. Pogadamy pośmiejemy się , żeby go tylko nie denerwować. Kurwa jeszcze mi psychola było potrzeba!
- No dobrze! Niech Pan spełnia! – Odpowiedział z prawie szczerym uśmiechem
Andrzej nie lubił takich dni jak ten. Było ich ostatnio coraz więcej.                                 Sezon się kończył, więc praca zaczynała przechodzić z etapu zawsze na etap od czasu do czasu. Miał czekać na telefon, który wiedział, że nie zadzwoni. Nie dzisiaj.
Ciekawe co u młodego?- pomyślał nalewając sobie kawy- Dawno się nie widzieli.Nie rozumiał go. Myślał czasem , ze jest zbyt prosty, że robi zbyt mało. Chciał mu załatwić robotę, ale młody miał ambicje. Nie będę mu się pchał i go prosił- Dolał odrobinę mleka i dodał cukru- Kiedyś zmądrzeje.
Usiadł w fotelu. Popatrzył na żółty pasek w TVN 24
„ Katastrofa kolejowa pod Tczewem. W miejscowości Lisewo wykoleił się pociąg. Jedna osoba nie żyje.”
Nie było w nim żadnych emocji.
Same katastrofy- wycedził do siebie. A następnie przełączył na Eurosport. 

piątek, 4 stycznia 2013

Zalewa

Zmieniły się cyferki i kalendarze stały się jakby pełniejsze od planów. Śniło mi się przez mgnienie, ze mam myszy w słoikach . Pływają takie białe , żywotne w zalewie po ogórkach konserwowych. i za cholerę nie wiem czy to wszystko efekty prób rzucania palenia czy zaczyna mi już wyżerać łeb mieszanka proteinowa, która ma mi pomóc dobrnąć do 95 kilogramów w najbliższym- rocznym czasie.