piątek, 15 lipca 2011

Most

-Nigdy nie powinienem pisać powieści- Jarek na samą myśl o tym jak trudno mu było napisać kilku-stronnicowy reportaż beształ wszystkie osoby , które pozwoliły mu otrzymać tytuł magistra dziennikarstwa.

Dochodziła osiemnasta . Biuro redakcji Gazety Olsztyńskiej było już tego dnia całkowicie puste. Został tylko on. Od kilku tygodni wychodził ostatni. Czuł się wdzięczny , że po trzymiesięcznych praktykach dostał stały etat. Rzadko się to zdarza. Raz na kilka lat. Postanowił więc sobie, tuż po otrzymaniu umowy , że nikt nie będzie z niego niezadowolony.
Nie pomyślał wtedy o Eli. Ona zresztą ostatnio cały czas była niezadowolona. Wiedział , ze kiedyś to wszystko pęknie. Myślał , że stanie się to wtedy , kiedy jej powiedział, że nie mogą zamieszkać razem, bo dla niego to za wcześnie. Bał się tego. Bał się mieszkać z nią. Cenił swój bałagan, swoje dania ze słoika i swoje playstation. Wszystko by uciekło-tak myślał.
Akurat był turniej darta w Sarmacie, więc tradycyjnie postanowił wpaść na jedno piwo i porzucać przez kilka rund. Nieopodal ratusza zatrzymał go na chwilę sygnał sms-a. To pewnie Ela- pomyślał.
-Hej kochanie! : ) wpadniesz dziś do mnie?- Spojrzał tylko obojętnie i postanowił , że odpisze później.
W Sarmacie nie było dużo ludzi. Jedynie stali bywalcy i kilku okazjonalnych uczestników turnieju. Zamówił piwo i zapisał się na liście. Tego wieczora szło mu nawet dobrze. Zdarzyło mu się kilka rund powyżej stu punktów z czego był bardzo zadowolony, zważywszy na to , że w międzyczasie wypił kilka piw.
Turniej się skończył i jeszcze przed 23 Jarek opuścił Sarmatę i poszedł na swoją stancję na Warszawską. Tego dnia starówka była dziwnie pusta. Wiele razy widział już pustą starówkę , ale dzisiaj było nawet ciepło jak na marcowy wieczór, więc spodziewał się małego potoku wczesnowiosennych clubbingowiczów. Zamiast tego towarzyszył mu bruk i otaczające go pusto budynki. Czuł zmęczenie. W okolicach Mostu Jana zaczepił go na moment znajomy:
- Hej- zaintonował
- Hej . Dokąd idziesz?- Zapytał Jarek
- Do domu. A ty?
- Ja też
- No pewnie niedługo tam dojdziesz.
I jakoś się rozeszli. Jarek szedł Warszawską czując coraz większe zmęczenie. Marcowy wieczór zaczął jednak dawać mu znać o swoim chłodzie. Zaczął myśleć o znajomym , którego minął. Znali się kupę czasu . Jeszcze z Kormorana. Mieszkali kilkanaście lat blok w blok. Później on się wyprowadził na Warszawską. A tamten? Miły chłopak. Przystanął
-Kurwa! Przecież ja byłem pół roku temu na jego pogrzebie!
Postanowił zadzwonić.

1 komentarz:

Aleksander pisze...

od teraz będę się oglądał za siebie chodząc nocą po olsztyńskiej starówce :)