niedziela, 1 czerwca 2008

Toruń. Dzień pierwszy...

Prozaik ze mnie żaden, ale spróbuje opowiedzieć losy naszej(czytaj studentów IV roku Filologii Polskiej i całej innej.... tzn. ludzi)
Do Torunia przybyliśmy pociągiem. Podróż nie była ani ciekawa, ani nudna. Podróż była. Na sam początek okazało się, ze Przemek zna Toruń mniej niż nam się zdawało i przez kilka minut szukaliśmy przystanku MPK na którym zatrzymywałyby się autobusy linii 12 lub 14. Udało na się. Po dłuższej jeździe dotarliśmy do... no właśnie Alfy hotelem bym nie nazwał. Miała jeden plus- była tania. Jedna łazienka na piętro, peerelowski wystrój pokojów- nie mogło być gorzej. W panoramie tej części miasta Alfa wyglądała jak pryszcz na w miarę ładnym i zadbanym tyłku. Uznaliśmy że najlepiej jak będziemy spędzać w niej jak najmniej czasu.
Pierwszym przedstawieniem na jaki sie wybraliśmy był "Iwanow" Czechowa w reżyserii Lwa Erenburga. Rosyjski teatr(z Sankt Petersburga) wystawiający Czechowa- zapowiadało sie ciekawie. Na zapowiedziach się skończyło. O ile w moim( i nie tylko) przekonaniu pierwsza część była w miarę ciekawa, to druga była kompletnym rozczarowaniem. Zamiast tragi-komedii typowej dla Czechowa dostaliśmy melodramat ocierający się o stylistykę telenoweli.
Na osłodę został nam pokazany drugi spektakl, na który pojechaliśmy do siedziby toruńskiego teatru. Był to francuski monolog p.t. "Moby na uwięzi". Jego twórcą był Geko- Amerykanin, były klown. Dokonał on nader karkołomnego przedsięwzięcia i połączył on rozważania nad problematyką "Moby Dicka" z twórczością stricte cyrkową. Udało mu się . Spektakl mnie urzekł, mimo że nie widziałem części sceny, gdyż siedziałem na balkonie z prawej strony.
Odetchnąłem. Zobaczyłem dobre przedstawienie.Wiec wyjazd już nie był stracony.
Po spektaklu poszliśmy coś zjeść na miasto. A że ludzie gusta mają różne i lubią jadać różne rzeczy, no to sie rozdzieliliśmy. Udałem się z Przemkiem w poszukiwaniu dobrych naleśników, skończyliśmy na pizzy. Zbyt dużej w moim przekonaniu. Na całe szczęście niedługo reszta grupy do nas dołączyła i Maciek uratował mnie od porażki, czyli niezjedzenia pizzy o średnicy 30 centymetrów. O tym co się działo dalej już niedługo napiszę.:)

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

,,...studentów IV roku FP i ... ludzi" heheheheh. Mać się ucieszy ;>

Bocian pisze...

Hehehehe:)To nie tak miało byc odczytane, ale no cóż:)