środa, 4 czerwca 2008

Toruń. Dzień drugi cz 1

Po północy udaliśmy się do hotelu, wcześniej zaopatrzywszy się w Zestaw Prawdziwego Polaka, czyli wódkę i zapojkę. Panie kupiły wino. Wino sprawiało jeden problem: nie można było go otworzyć (brak korkociągu jest w hotelach bardzo uciążliwy). No ale od czego jest Pomysłowy Krzysio, który otworzył butelkę małymi nożyczkami( każdy szanujący sie mężczyzna powinien mieć wieczorem małe nożyczki przy sobie). Po otwarciu alkoholi żeby było do pary- zaczęliśmy grać w karty. Rozpoczęliśmy od rozgrywki w grę która ma w zależności od poziomu podwórka różną nazwę: jedni grają w "Pana" na moim podwórku grało się w "Chuja"( na szczęście rzadko w chuja pogrywaliśmy). Po serii rozdań liczba zawodników się wykruszyła, więc postanowiłem z Natalią nauczyć grać Przemka w tysiąca. Trwało to do 4 nad ranem. Zasady gry chłopak już zna, jej duch natomiast nigdy nie zrozumie.

Zgodnie z zasadą w Toruniu nam sen nie potrzebny przespałem tylko 4 godziny(to i tak o wiele więcej niż dziewczyny). Rano jednak byłem w miarę rześki. Dobra kawa nikomu jednak nie zaszkodziła jeszcze, więc wybraliśmy się jak najszybciej do najbliższej "kawiarni"-czytaj stacja Bp.
Po jakimś czasie dołączył do nas profesor Głuszcak. Gdy zacząłem słuchać opowieści z jego życia pomyślałem sobie, że tak wyglądałby mój wymarzony dziadek. Dziadek którego nigdy nie dane było mi poznać. Profesor wiedzą obdarzyć mógłby ze sto osób, życiorysem- tysiąc. Po kawie w Bp zarezerwowaliśmy sobie profesora na obiad po brytyjskim przedstawieniu(inicjatywa Natalii- bardzo dobra i słuszna). Czas było wybrać sie na starówkę...

Brak komentarzy: