piątek, 27 czerwca 2008

Pożegnanie

Tylko na chwilę. Na parę tygodni, może miesięcy...
Opuszczam was
Nie zostawiam za sobą spalonych mostów
Chyba
Wiele spraw pozostało nierozstrzygniętych
Nasze życia wciąż mają otwarte zakończenia
Myślę że jak wrócę ten świat będzie już inny
Wy będziecię inni
ja
Będę inny
...

środa, 25 czerwca 2008

Wedle biorytmu który można sobie sprawdzić na Onecie mój stan emocjonalny jest w fazie krytycznej. Coś w tym jest...

wtorek, 24 czerwca 2008

Chyba trzeba coś podsumować

I ja tam byłem, szampana i wódkę piłem. Co się miało stać to się stało! Maria Ohirko jest od soboty Marią Biłas i daj Boże aby ten stan trwał przez wiele dziesięcioleci.Na weselu wybawiłem się setnie tańcząc i pijąc tak jak nakazał pan Bóg. Byłem gwiazdą oczepin, jednak jak się okazało nie ostatni raz na przestrzeni kilku dni, złapanie muszki młodego było pyrrusowym zwycięstwem. "Panna młoda" ma na razie 11 lat i trochę na nią poczekam. Ogólnie było bardzo ukraińsko! A to się chwali!Wczoraj tez było elegancko, czego dowodem są moje otarcia po pocałowaniu chodnika na Jarotach. Wprawdzie pokonałem Michała w biegu sprinterskim, ale ta wygrana przyniosła mi wiele bólu...

wtorek, 17 czerwca 2008

Egzaminy na razie jakoś dziwnie na plus. A że nie samymi studiami człowiek żyje to i Euro trwa cały czas bardzo intensywnie. Polska już wprawdzie odpadła, ale od czasu kiedy okazało się że słowo Szisza jest kluczem do rozwiązania wielu zagadek ludzkości wszystko inne nabrało innego kolorytu i zeszło nieco na drugi plan.
Z racji postępującego krawielizowania mojego bloga tym razem również wrzucę teledysk i to nawet w liczbie dwa.


środa, 11 czerwca 2008

Coś czuję, że relacji z Torunia nie dokończę. Egzamin z Historii dramatu polskiego na tle europejskim powoli zabija moją miłość. do teatru. Każde teoretyzowanie na temat teatru w sumie mu szkodzi. W tym mieście jest bomba. Tyka... Na pewno rozsadzi naszą "metropolie". Pytanie tylko kiedy? Niedługo wracam do łąk zielonych i pól pozłacanych żytem. Powoli trzeba przenosić rzeczy, myśli, serce. Jeszcze tylko ostatni raz spojrzę o 4 rano na Olsztyn i uciekam...

poniedziałek, 9 czerwca 2008

Tamtatamatatatatamm

No i stało się!
Panie i panowie, kurwy i szuję ogłaszam uroczyście powstanie grupy Dirti Nort!
Skupia ona wszelkiej maści artystów i inne łotry!
Skupia ludzi w których oczach widać szaleństwo!

środa, 4 czerwca 2008

Toruń. Dzień drugi cz 1

Po północy udaliśmy się do hotelu, wcześniej zaopatrzywszy się w Zestaw Prawdziwego Polaka, czyli wódkę i zapojkę. Panie kupiły wino. Wino sprawiało jeden problem: nie można było go otworzyć (brak korkociągu jest w hotelach bardzo uciążliwy). No ale od czego jest Pomysłowy Krzysio, który otworzył butelkę małymi nożyczkami( każdy szanujący sie mężczyzna powinien mieć wieczorem małe nożyczki przy sobie). Po otwarciu alkoholi żeby było do pary- zaczęliśmy grać w karty. Rozpoczęliśmy od rozgrywki w grę która ma w zależności od poziomu podwórka różną nazwę: jedni grają w "Pana" na moim podwórku grało się w "Chuja"( na szczęście rzadko w chuja pogrywaliśmy). Po serii rozdań liczba zawodników się wykruszyła, więc postanowiłem z Natalią nauczyć grać Przemka w tysiąca. Trwało to do 4 nad ranem. Zasady gry chłopak już zna, jej duch natomiast nigdy nie zrozumie.

Zgodnie z zasadą w Toruniu nam sen nie potrzebny przespałem tylko 4 godziny(to i tak o wiele więcej niż dziewczyny). Rano jednak byłem w miarę rześki. Dobra kawa nikomu jednak nie zaszkodziła jeszcze, więc wybraliśmy się jak najszybciej do najbliższej "kawiarni"-czytaj stacja Bp.
Po jakimś czasie dołączył do nas profesor Głuszcak. Gdy zacząłem słuchać opowieści z jego życia pomyślałem sobie, że tak wyglądałby mój wymarzony dziadek. Dziadek którego nigdy nie dane było mi poznać. Profesor wiedzą obdarzyć mógłby ze sto osób, życiorysem- tysiąc. Po kawie w Bp zarezerwowaliśmy sobie profesora na obiad po brytyjskim przedstawieniu(inicjatywa Natalii- bardzo dobra i słuszna). Czas było wybrać sie na starówkę...

niedziela, 1 czerwca 2008

Toruń. Dzień pierwszy...

Prozaik ze mnie żaden, ale spróbuje opowiedzieć losy naszej(czytaj studentów IV roku Filologii Polskiej i całej innej.... tzn. ludzi)
Do Torunia przybyliśmy pociągiem. Podróż nie była ani ciekawa, ani nudna. Podróż była. Na sam początek okazało się, ze Przemek zna Toruń mniej niż nam się zdawało i przez kilka minut szukaliśmy przystanku MPK na którym zatrzymywałyby się autobusy linii 12 lub 14. Udało na się. Po dłuższej jeździe dotarliśmy do... no właśnie Alfy hotelem bym nie nazwał. Miała jeden plus- była tania. Jedna łazienka na piętro, peerelowski wystrój pokojów- nie mogło być gorzej. W panoramie tej części miasta Alfa wyglądała jak pryszcz na w miarę ładnym i zadbanym tyłku. Uznaliśmy że najlepiej jak będziemy spędzać w niej jak najmniej czasu.
Pierwszym przedstawieniem na jaki sie wybraliśmy był "Iwanow" Czechowa w reżyserii Lwa Erenburga. Rosyjski teatr(z Sankt Petersburga) wystawiający Czechowa- zapowiadało sie ciekawie. Na zapowiedziach się skończyło. O ile w moim( i nie tylko) przekonaniu pierwsza część była w miarę ciekawa, to druga była kompletnym rozczarowaniem. Zamiast tragi-komedii typowej dla Czechowa dostaliśmy melodramat ocierający się o stylistykę telenoweli.
Na osłodę został nam pokazany drugi spektakl, na który pojechaliśmy do siedziby toruńskiego teatru. Był to francuski monolog p.t. "Moby na uwięzi". Jego twórcą był Geko- Amerykanin, były klown. Dokonał on nader karkołomnego przedsięwzięcia i połączył on rozważania nad problematyką "Moby Dicka" z twórczością stricte cyrkową. Udało mu się . Spektakl mnie urzekł, mimo że nie widziałem części sceny, gdyż siedziałem na balkonie z prawej strony.
Odetchnąłem. Zobaczyłem dobre przedstawienie.Wiec wyjazd już nie był stracony.
Po spektaklu poszliśmy coś zjeść na miasto. A że ludzie gusta mają różne i lubią jadać różne rzeczy, no to sie rozdzieliliśmy. Udałem się z Przemkiem w poszukiwaniu dobrych naleśników, skończyliśmy na pizzy. Zbyt dużej w moim przekonaniu. Na całe szczęście niedługo reszta grupy do nas dołączyła i Maciek uratował mnie od porażki, czyli niezjedzenia pizzy o średnicy 30 centymetrów. O tym co się działo dalej już niedługo napiszę.:)