sobota, 22 października 2011

Powitanie jesieni

1
Nigdy nie pamiętałem takiej jesieni, pomyślał, nigdy takiej jesieni nie było. Nigdy nie mogło być , bo każda jesień jest inna. Taka jest natura rzeczy. Nie może być inaczej. Tak po prostu każda jesień jest inna. Każdy dzień jest inny. Każda sekunda. Proste prawdy zanurzone w banale.
Zlizał resztki pianki z łyżeczki upewniając się jednocześnie czy nikt nie widzi. Nikt nie widział. Nikt nie zwracał na niego uwagi. Lokal był praktycznie pusty nie licząc trójki kelnerko- barmanek. Polubił tę kawiarnię praktycznie od początku. To tu był z Nią na pierwszej randce. Pierwszej bo rozmowa w barze się nie liczy. Nie liczy się tym bardziej jeśli ty jako rozmówca wypiłeś wcześniej już sześć piw i miałeś ochotę ewidentnie na siódme na kieliszek wiśniówki na wszystko co ma w sobie alkohol .
Na nikogo nie czekał i nikt nie czekał na niego .Uwielbiał ten stan. Czuł, że jest wtedy jakaś niewidzialna granica pomiędzy nim a całą resztą. Całą tą cholerną resztą, myślał, oni wszyscy płyną obok tylko i wyłącznie.
Przyjdziesz?
Nie przyjdę. Dziś . Nigdy. Zaczął układać powoli przekaz z maksymalnie stu czterdziestu znaków, który miał zawierać jakieś miłe kłamstwo, że ma sporo pracy, że umówił się pilnie ze znajomym, że musi pomóc przewieźć rzeczy, że cokolwiek, cokolwiek czego wynikiem byłoby przesunięcie tego spotkanie, tej rozmowy , tego rozstania.
Tak naprawdę Kamila miała jedną wadę. Nie była Nią. Nie mogła . Nie miała szans. Natura jest nieubłagana i produkuje ludzi w liczbie sztuk jeden. Nawet bliźniacy są w swoim istnieniu pojedynczy. Początkowo jej nieNiość była nawet plusem. Była odtrutką, ale po czasie stało się to coraz bardziej nie do zniesienia.
Dzis nie mogę :( Umowilem sie z Tomkiem . Mam mu w czyms pomoc. Chyba cos przenieść. Zobaczymy sie jutro ! :)
Opcje. Dodaj odbiorcę. Kamila. Wiadomość została wysłana. Dostarczono do Kamila. Poszło.
Nie minęło kilka sekund a telefon rozbrzmiał w rytm Use Somebody Kings of Leon. To jednak nie ona. To Marcin. Ten to ma zawsze wyczucie chwili, pomyślał.
Tak? Rozpoczął nieco ospale. Nie chciało mu się z nikim rozmawiać.
Ty co robisz? Marcin nie czekał nawet na odpowiedź . Wpadnij do Beczki.
Kawę piję na starówce.
O masz hajs chłopie masz hajs.
Nie mam i nie pożyczę . Przy okazji kontaktów z Marcinem kwestia finansowa była często poruszana ,więc postanowił szybko uciąć temat.
To spierdalaj! Obaj zaczęli się śmiać. Znali zasady rozmowy. Cała tą otoczkę całą umowność. Ani Marcin nie chciał pożyczyć pieniędzy ani on nie chciał ich nie dać. To była po prostu jedna z tysiąca rozmów. Wszystko łącznie z agresją , która zazwyczaj krążyła wokół rozmowy miało swój czas i miejsce. Ich przyjaźń czasem bywała szorstka, ale to tylko wyłącznie z powodu tego, że znali się bardzo dobrze i mieli świadomość , że po drugiej stronie nie ma dobrego , grzecznego chłopca, a jeśli i jest to często bywa bardzo dokładnie zamieciony pod dywan.
To co wbijasz?
To jest jakaś opcja. To była bardzo dobra opcja. Wiedział o tym. Tydzień już nie przychodził do Beczki. To bardzo długi czas rozłąki zważywszy na to, że przez ostatnie pół roku pełnił tam praktycznie status kolejnego hookera. Spojrzał na resztki tego co kwadrans temu było cappuccino. Ty to ja tu dopiję, zajrzę jeszcze do biblioteki i wpadnę.
Pierdol bibliotekę- tylko kutasy czytają?!
I to mówi pisarz! Gra trwała na dobre
Chuj nie pisarz!
Ty, coś w tym jest. Uważał żeby nie parsknąć śmiechem na głos. Nie lubił śmiać się głośno a tym bardziej nie lubił śmiać się głośno w miejscach typowo publicznych.
Spierdalaj. Oburzenie wydawało się nawet nieco prawdziwe. Spierdalaj… i kup frytki po drodze , zjemy coś.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

podoba mnie się Cysiu :) / Marcik (ta zła i niedobra)