czwartek, 28 lipca 2011

Łańcuch z gumy

Śnią mi się sny w snach choć całe życie nic mi się nie śniło. Rozmowy zahaczają nagle o zaskakujące zmiany stałych i trafność niektórych tekstów Kaczmarskiego. Codziennie przygotowuję się do zapisania list , które nigdy nie zostaną zapisane i nigdy nie będę ich przestrzegał. Jestem tu.Jestem teraz. A cały czas jestem gdzie indziej. Pływam po morzu. A grzmi z daleka już od dawna
Prosta metafora
Są sekundy kiedy jest 2pac są sekundy kiedy jest Eye for an Eye i są sekundy kiedy jest Ania Dąbrowska. Wszystko naraz.

poniedziałek, 25 lipca 2011

Boże spraw, żebym nie skończył jak Rymkiewicz....

ta ziemia nie nosi już poetów
bo pedały powinny gryźć glebę
nadaję życiu rytm
tak jednostajny
że z wrażenie siedzę cały dzień na kanapie
czasem
czasem wyje karetka za oknem
choć nigdy nie słychać strzałów
nigdy nie słychać strzałów...

piątek, 15 lipca 2011

Most

-Nigdy nie powinienem pisać powieści- Jarek na samą myśl o tym jak trudno mu było napisać kilku-stronnicowy reportaż beształ wszystkie osoby , które pozwoliły mu otrzymać tytuł magistra dziennikarstwa.

Dochodziła osiemnasta . Biuro redakcji Gazety Olsztyńskiej było już tego dnia całkowicie puste. Został tylko on. Od kilku tygodni wychodził ostatni. Czuł się wdzięczny , że po trzymiesięcznych praktykach dostał stały etat. Rzadko się to zdarza. Raz na kilka lat. Postanowił więc sobie, tuż po otrzymaniu umowy , że nikt nie będzie z niego niezadowolony.
Nie pomyślał wtedy o Eli. Ona zresztą ostatnio cały czas była niezadowolona. Wiedział , ze kiedyś to wszystko pęknie. Myślał , że stanie się to wtedy , kiedy jej powiedział, że nie mogą zamieszkać razem, bo dla niego to za wcześnie. Bał się tego. Bał się mieszkać z nią. Cenił swój bałagan, swoje dania ze słoika i swoje playstation. Wszystko by uciekło-tak myślał.
Akurat był turniej darta w Sarmacie, więc tradycyjnie postanowił wpaść na jedno piwo i porzucać przez kilka rund. Nieopodal ratusza zatrzymał go na chwilę sygnał sms-a. To pewnie Ela- pomyślał.
-Hej kochanie! : ) wpadniesz dziś do mnie?- Spojrzał tylko obojętnie i postanowił , że odpisze później.
W Sarmacie nie było dużo ludzi. Jedynie stali bywalcy i kilku okazjonalnych uczestników turnieju. Zamówił piwo i zapisał się na liście. Tego wieczora szło mu nawet dobrze. Zdarzyło mu się kilka rund powyżej stu punktów z czego był bardzo zadowolony, zważywszy na to , że w międzyczasie wypił kilka piw.
Turniej się skończył i jeszcze przed 23 Jarek opuścił Sarmatę i poszedł na swoją stancję na Warszawską. Tego dnia starówka była dziwnie pusta. Wiele razy widział już pustą starówkę , ale dzisiaj było nawet ciepło jak na marcowy wieczór, więc spodziewał się małego potoku wczesnowiosennych clubbingowiczów. Zamiast tego towarzyszył mu bruk i otaczające go pusto budynki. Czuł zmęczenie. W okolicach Mostu Jana zaczepił go na moment znajomy:
- Hej- zaintonował
- Hej . Dokąd idziesz?- Zapytał Jarek
- Do domu. A ty?
- Ja też
- No pewnie niedługo tam dojdziesz.
I jakoś się rozeszli. Jarek szedł Warszawską czując coraz większe zmęczenie. Marcowy wieczór zaczął jednak dawać mu znać o swoim chłodzie. Zaczął myśleć o znajomym , którego minął. Znali się kupę czasu . Jeszcze z Kormorana. Mieszkali kilkanaście lat blok w blok. Później on się wyprowadził na Warszawską. A tamten? Miły chłopak. Przystanął
-Kurwa! Przecież ja byłem pół roku temu na jego pogrzebie!
Postanowił zadzwonić.