środa, 3 listopada 2010

Męska końcówka

Jak ma wyglądać pisarz i czy pisarz wyglądać ma- te dwa pytania nasunęły mi się ostatnio z dwóch powodów. Pierwszy powód jest związany ze spotkaniem , które odbyło się niedawno w Beczce i została szumnie określona ołpenmajkiem (spolszczenie celowe).
Impreza jak impreza istotna ale nie w tym przypadku. Tu liczy się kilka zdań , które padły kilka dni po całym zdarzeniu z ust mojego dobrego przyjaciela i brzmiały prawie dokładnie tak: nie mógłbym chyba zostać pisarzem bo wyglądam normalnie ( swoją drogą dużo było w nim buty- osobiście nigdy bym nie odważył się powiedzieć, że wyglądam normalnie). Słowa te odnosiły się w pewnym stopniu jako jego opozycja do aktywnie piszących uczestników wspomnianego ołpenmajka.
I tak kursowały swobodnie w mojej głowie, nieszkodliwie i powoli aż rozbiły się o punkt drugi. O zdjęcie Sherko Fetaha Jeśli kogoś interesuje sam Sherko Fetah to odsyłam uczciwie do internetu. Bo w tym przypadku prawie nic z Sherko Fetaha nie jest istotne. Prawie nic, nic tylko... osobnik wcześniej wspomniany i jego wygląd.
Delikwent wygląda jak osobnik żywcem wyjęty z polskiego koszmaru modowego lat 80- tych .Dziwnie grubawy, pod nosem klasyczny wąsik, na pucułowatej twarzy różowe rumieńce kontrastujące z bardzo słabym i rzadkim zarostem, włosy wprawdzie dłuższe niż u zwykłego ziemianina ale systematycznie przerzedzane przez czas. Całość dopełnia ciemnofioletowy sweter i płaszcz w kolorze khaki. Te akurat obecnie mogłyby spokojnie zostać uznane przez męskie magazyny lifestyle’owe za dopuszczalnie modne- już nie tak bardzo jak kiedyś ( teraz bowiem króluje skóra i krata) ale jednak odrobinę wciąż i nadal.
I co z tego? Mógłby ktoś zapytać. W sumie nic. Podobno nie liczy się wygląd tylko człowiek. Opisywany przeze mnie przykład to bądź co bądź osobnik rozwinięty , wschodząca gwiazda niemieckiej literatury, czyli jak najbardziej ktoś. Tak mówią.
Tyle, że w tym przypadku Fetah absolutnie nieświadomie dla niego stał się symbolem. Czego? Otóż postrzegania przez znaczną część społeczeństwa nie sztuki samej w sobie ale jej wykonawców bądź twórców, czyli w skrócie symbolem pisarza-w domyśle zapewne nieudacznika i frustrata . Tak właśnie postrzega twórców literatury większość mieszkańców planety Ziemia ( czyli kilku może kilkunastu moich bliższych i dalszych znajomych).Już z definicji jest to wprawdzie wyobrażenie przejaskrawione i uproszczone, ale jak najbardziej funkcjonujące w społeczeństwie. Zgodnie więc z tą tezą książki piszą albo [ tu miejsce na dowolne brzydkie słowo] nowomodne pseudofeministki ( bądź też [ a tu na kolejne dowolne brzydkie słowo] staromodne bibliotekarki – jak kto woli) albo bogaci niezbyt męscy kolesie oderwani od rzeczywistości. Bo rzeczywistością jest wygląd. A literaturą Sherko Fetah.
Czy tak jest naprawdę? Nie wiem. Trochę tak i trochę nie , zresztą nie mam czasu na odpowiedź. Właśnie zakładam sweter o kolorze kawy z mlekiem i odrywam się od rzeczywistości.

3 komentarze:

mztm pisze...

a jak wygląda kobieta - literatka? :]

bocian pisze...

Jeszcze odpowiedniego przykładu zdjęciowego nie znalazłem. Może jak pseudofeministyczna bibliotekarka, co? W sumie jakbyś jeszcze pisała to bym cię dał jako przykład.

mztm pisze...

khe.
dziękuję.
:p