piątek, 26 lutego 2010

Bez szczególnych oznak polskości

Klapal dziobem
bez potwierdzenia faktow i zdarzen
w szczegolnosci
byl perpetum mobile slowowtoku
w gronie znajomych i nie
calosc glownie opowiadala o niczym
wprowadzala jednak ogolnie w stan
:)
na forach pisal
bez szczegolnych oznak polskosci
konsekwentnie wpisujac sie w tematyke
drugiego utworu Lony
na pewnej absurdalnej plycie
i tak mowil i mowil
laczac gloski
w niekonczacy sie korowod glosow i glossow
az w koncu kiedys umarl
gdzie moral?
nigdzie

piątek, 19 lutego 2010

Napad

Wyjąl broń na znak
Że jednych kryzys dotyka bardziej niż innych
Ochroniarz szybko zorientowal się
że jest podobnie jak w kryminalach
W których tak zaczytywal się w czasie pracy
Nie jest tak jak w Biedronce
Skończylo się dobre
pomyslal
Kilka sekund
Jedna dwie serie slow
I padl
Caly system spoliczkowany slowem
Zlodzieje

niedziela, 14 lutego 2010

15

Cristobal MacKenzie.

Odpłynąłem. Myśli zawędrowały gdzieś tam nad wody w pobliżu Antarktydy, by po raz kolejny towarzyszyć rozmowom MacKenziech.

Kobiety.

Od samego początku identyfikowałem się z Gabrielem. Nietrudno wszakże znaleźć pewne podobieństwa. Obaj mamy twarz dziecka i obaj…hmmm jakoś nasze rdzenie wewnętrzne są …jakby to powiedzieć… niezbyt stalowe.

Krótkie rozmyślania o stosunkach damsko- męskich.

Tak naprawdę każdy z nas jest pewien, że jest ekspertem w tej dziedzinie. Bez wyjątku. Stąd też taka mnogość rad.
Zrób tak i tak!
Nie! Ja wiem co on/ona myśli- zrób tak i tak!
Nie! Bo kobiety/mężczyźni potrzebują żebyś był/była bardziej taka/taki.

Bla bla bla

Każdy w pewnym sensie jest jak Sokrates. Tyle, że my nie wiemy , że nic nie wiemy.
Z jednej strony to wszystko jest jak próba ponownego wynalezienia koła. Wszystko już było. Naprawdę- wszystko już było. Miliardy osób przeżywało szczęśliwe i nieszczęśliwe chwilę na miliard sposobów.
To banał.
To wszystko banał.
















??

Słychać pukanie do drzwi
Robert
Oho!
Krzysztof
Oho!
Robert
Oho!
Krzysztof
Oho!
Robert
Chyba ktoś puka.
Krzysztof
Chyba na pewno
Robert
Co robić?
Krzysztof
Otworzyć?
Robert
Zawsze wybierasz plebejskie rozwiązania. No cóż…
W kierunku drzwi
Proszę!
Drzwi się otwierają. Wchodzi Magdalena
Magdalena
Dzień dobry panowie.
Krzysztof i Robert
Serwus panieńko!
Magdalena
Oj chłopcy! Chłopcy! Co tak siedzicie smętnie?
Krzysztof
Oj Magdaleno! A to to nie wiesz?
Robert
Życie, życie…
Krzysztof
Jest nowelą…
Robert
…wczoraj biały, biały welon…
Krzysztof
…jutro białe, białe włosy…
Robert
I tak dzień za dniem ten marny świat przemija
Krzysztof
I doszliśmy do wniosku.
W kierunku Roberta
Powiemy jej drogi kompanie?
Robert kiwa potakująco głową
Krzysztof i Robert( w tle brzmią fanfary)
Lepiej zalać pałkę siedząc w fotelu
Niż być smętną pałą w tym życia burdelu!
Magdalena
Smucą mnie wasze słowa panowie. Oj smucą. Defetyzm z was wypływa.
Robert
Droga koleżanko. Trzeba zdać sobie sprawę, że defetyzm jest wpisany w losy ludzkości i koniec końców nie jest taki zły. Dla przykładu…
Magdalena
O! Masz mój drogi dobry przykład na pożyteczność z defetyzmu?
Robert
W sumie nie, ale zawsze jak człowiek powie dla przykładu… to tak jakby był odrobinę bardziej elokwentny… no wiesz, że niby oczytany jest i rzuca przykładami.
Krzysztof
Dla przykładu…
Robert
O! to to to! Jedno zdanie i już nasz kolega Krzysztof wydaję się mądrzejszy.
Magdalena
Hmmm. Coś w tym jest. Tak patrzę na niego… i jakoś wydaję mi się bardziej inteligentny niż wczoraj.
W kierunku Krzysztofa
Wiesz jesteś trochę podobny z profilu do Aleksandra Macedońskiego
Krzysztof
To przez mój grecki nos
Magdalena
Grecki?! Nie jednak nadal jesteś głupkiem. Czar prysł.
Krzysztof
Życie
Robert
Jak widać nic nie jest nam dane raz na zawsze.
Magdalena
No ale my tu gadu-gadu , a ja może coś zaśpiewam!
Krzysztof
Ech, droga koleżanko. Śpiewanie jest oględnie mówiąc zajęciem nieco dziecięcym, nieco też plebejskim
Magdalena
Czar już prysł – ostatecznie. Kolego Krzysztofie.













Hulp[p[p---;’
\’’;’]\

Krzysztof
Życie.

Magdalena (smutno w kierunku Krzysztofa)
Wiesz , jak nie chcesz to nie muszę śpiewać…
Krzysztof ( łapie ją „przyjacielsko” za ramię)
Zaśpiewaj… proszę…
Magdalena( podnosi głowę)
No ok. zaczynajmy
(uśmiecha się)
To będzie moja wersja wiersza bez tytułu Osipa Mendelsztama
(na melodię pasującą do tego tekstu. Mężczyźni podrygują w tle, za oknem na parapecie siedzą dwa czerwone sarony)

Ja, uzbrojony we wzrok wąskich os,
Co w oś, os ziemską wpiły się żądłami,
Przeczuwam wszystko to, co da mi los,
I wszystko znam - na próżno i na pamięć.

Nie dla mnie mowa farb, nie dla mnie śpiew,
Nie dla mnie wodzić smyczkiem czarnogłosym:
Ja tylko w życie wpijam się i śmiem
Zazdrościć chytrym i potężnym osom.

O, gdyby mnie, gdyby i mnie choć raz
Udało się, wbrew śmierci i senności,
Przez świergot lata i przez słońca blask
Słyszeć zgrzyt osi ziemskiej, ziemskiej osi...

Krzysztof (z pełnym przekonaniem)
No to się ubawiliśmy…
Robert
Zadumiałem się jak dziki…
Magdalena
Co to są czerwone sarony?
Robert
To nieistotne. Tylko narrator wie.

Narrator nie wie. Miało być efektownie.

Robert
Może teraz ja?
(reszta kiwa potakująco głowami)
no ok. Przypis powie co to.
( Na melodie jakiegoś utworu Kiss)
Cicha noc. Stary zegar tyka,
wpół do trzeciej. Głos świerszczy
budzą się pod sufitem. Brama
wejściowa zamknięta - śpiący ludzie, wąsy,
nagość ale bez pożądania. Kilka moskitów
wzbudziło swędzenie, wentylator obraca się wolno -
auto łomocze po czarnym asfalcie,
parska byk, coś ma się wydarzyć -
Czas zasiadł mocno w czterech żółtych ścianach.
Nikogo tu nie ma, pustka wypełniona gwizdem
pociągu i szczekaniem psów, echo w sąsiednim osiedlu.
Puszkin na półce biblioteczki, nie czytane
dzieła wszystkie Szekspira i Blake'a -
O Duchu Poezji, jakiż sens cię wzywać
paplaniną w tej pustce zastawionej łóżkami
pod jasnym owalem zwierciadła - doskonała noc
dla śpiących by roztopić się
w spokojnej czerni i pozostać tam na osiem godzin
- Budzenie wyplamionych palców, gorzki smak w ustach
i płuca ściśnięte głodem nikotyny,
co począć z tym kciukiem, z tą ręką z tym okiem
w pełnej głodnych szkieletów i obolałych koni
ciągnących tramwaje gorączkowej Kalkucie
w Wieczności - pot i przegniłe zęby -
Rilke mógł przynajmniej marzyć o kochankach,
podniecenie starych piersi i drżący brzuch,
czy to to ? I rozległa gwiezdna przestrzeń -
Gdy mózg się przemienia materia ze strachem
dyszy na człowieka - Lecz teraz
wielki kataklizm domów i planet
przedziera się przez mury języka i topi mnie
na zawsze pod ciężarem swego Gangesu.
Jedyna ucieczka w śmierci Bangkoku i Nowego Jorku.
Skóra jest właśnie skórą, to wszystko
czym mogłaby byc, choć krzyki bólu nerki
obrzydzają jej siebie, migotliwy sen
umiera by zakończyć jej niedolę nazbyt sławną
- Zostaw innym nieśmiertelności niech cierpią jak głupcy,
nie daj się zapędzić w kąt wszechświata gdzie
wstrzykujesz sobie w ramię morfinę i jesz mięso.

Magdalena
To teraz została jedna osoba do śpiewu
( patrzą z Robertem na Krzysztofa)
Krzysztof ( z udawaną niechęcią połączoną z nieśmiałością)
No ok.
Robert
A co to będzie?
Krzysztof
Autorskie.
Robert.
Hmmm może być słabe, pewnie będzie, ale co tam…
Krzysztof
Mała dziewczynka niesie w ręku bukiet polnych kwiatów
Ma włosy tak czarne że aż cygańskie
Obcy rzadko zaglądają w te strony
Nie potrafią znaleźć drogi do domu ciszy

Sącze Lavazze siedząc na ganku
Kot ociera mi się o nogę w oczekiwaniu na pieszczoty

Musi być matka
Gdzieś
Zawsze musi
Skoro są dziewczynki to muszą być matki
Skoro są chabry to musi być miłość
Robert
Słabe
Krzysztof
Starałem się
Magdalena
I co teraz?
Krzysztof
Jak to co? Idziemy na Bielską.