-Jezu!- Przeciągam się. Wszystkie mięśnie nagle uświadamiają jak bardzo kochają stretching- Długo spałem?
Roki czyta książkę.
- Ja wiem?- Nawet nie odrywa od niej wzroku. To chyba Pilch, którego mu pożyczyłem- Jakieś półtorej godziny.
- Zmęczyły mnie te wojaże.
Nie ma w tym ani krzty przekłamania. Jak Afu- Ra po mieście płynę. Jak Afu- Ra po mieście płynę. Jak Afu- Ra po mieście płynę. To chyba Fokus albo Trzeci Wymiar.
To nieistotne.
Mogę dziś zrobić wszystko i nic. To nieistotne. Czuję w środku jakąś dziwną pustkę.
Nic.
Jeśli to byłaby linia życia, to urządzenie do zabawy, huśtawka (?), jeśli byłoby to To, powtórzenie to jest niepoprawne, to po drugiej stronie… po drugiej stronie siedziałbym Ja- trzynastoletni wyglądający przez okno na korytarzu, malutkie stare okno, wypatrujący powracającego ojca, w nadziei że ten tym razem nie wróci pijany.
Mogę zrobić dziś wszystko i nic.
- Idziesz dziś na Bielską? – Wiem, że idzie. Mimo to wiem też, że to pytanie musi paść. Rytuał. Jeden z nas musi je zadać a drugi odpowiedzieć: tak.
-Tak.- dopełnienie rytuału- Zjem coś, wykąpie się i idziemy. Może białasa zjem.
Zdanie zbędne: Roki lubi białą kiełbasę.
Ten żylasty skurczybyk byłby koszmarem każdego dietetyka. Jest jak połowa Edwarda Nortona z American History- X. No prawie nawet jest taki sam, tylko połowę mniejszy, bez przeszłości skinheadzkiej i bez brata. Chude cholerstwo które nie dość, że po zdjęciu koszulki okazuję się bardziej mięsiste niż kościste, to jeszcze jego dieta opiera się głównie na parówkach, gołąbkach i kurczakach.
Cztery tysiące kalorii potrzebne mu by rytmicznie wprawiał publiczność w stan hardcore’owej ekstazy.
Hell yeah!
Wszystko po to żeby wszyscy wiedzieli jedno:
Kiss rządzi!
We’re all for one and we’re all for the glory
We’re all for one and we’re all for the glory
When isn’t all said and done, they’re gonna know the story
‘Cause we’re all for one and we’re for the glory
Glory now
-Wciągasz czy nie?- Roki wyrywa mnie z momentu zadumy jednocześnie przywołując do porządku. Śmiesznego i zarazem koszmarnego porządku oczywistych funkcji i czynności.
Rozsypuję brązową linie, której tłem jest płyta Hardcore Superstar. Naprawdę dobra płyta. Stały rytuał. Szukam gdzieś jakiejś rurki. Nie mam lufek a na wciąganie przez pięćdziesięciozłotówki jestem za biedny. Karta biblioteczna służy za sprawiedliwego pana, którego jedynym celem jest danie każdemu po równo. Co do grudki.
Trzy sekundy.
Zmęczenie chwilowo przechodzi. Trochę mi szumi w uszach.
Kichnięcie.
Dziadek by się w grobie przewracał. Kaszubowi, nawet jeśli jest się nim w jakimś ułamku, nie wypada kichać po tabace. To oznaka słabości. Oznaka, że nie jest się mężczyzną.
Męskość zwykle bywa moją słabą stroną.
Gdzieś w zakamarkach mózgu. Zrodził się myśl o przeszłości.
Czytam. Jak zawsze czytam. Ostatnio męczy mnie Lacrimosa. Lacrimosa, Cotzee i Urszula Kozioł. Na raz. To dziwne, ale jakże swoiste jakże rozedrgane. Jakże moje.
Pamiętam dobrze, miałem już siedem lat
Pamiętam dobrze, miałem już siedem lat
A ojciec ciągle nosił mnie do snu,
Śpiewał O mój rozmarynie rozwijaj się
(…)
Pamiętam coraz mniej, za kilka lat
Zostaną pojedyncze obrazy,
Urywki zdań, nieostry wyraz twarzy
Zniknie ból albo zastąpi go nowy,
Dlatego silniejszy (na przykład z powodu
Utraty psa, pieniędzy, złamania ręki).
Popłynęły łzy i brązowy śluz z nosa. Śluz jest jednym z niewielu minusów zażywania tabaki.
Czerwony Red Bull.
Reszta nie ma praktycznie sensu. Mimo , że z reguły są dobre. Reguły są dobre. A podstawową regułą jest to, że reszta praktycznie nie ma sensu. Jest tylko czerwony Red Bull.
Przypomina mi się fragment z „Pana Tadeusza”. Tuż po tym jak ksiądz Robak mówi o tym aby uprzątnąć dom przed przybyciem Napoleona na Litwę wyjmuję tabakierkę. W środku jest duża ilość częstochowskiej tabaki. Po zaprezentowaniu tej pięknej tabakierki, zadaję zagwostke swoim słuchaczom.
Zgadnijcie, kto zażywał tabakę z tej właśnie tabakierki?
Odpowiedź jest taka: Henryk Dąbrowski.
Jeśli zastanawiacie się kto to taki, dam wam małą podpowiedź:
Marsz! Marsz Dąbrowski!
Z ziemi włoskiej do Polski!
Myślę, że to znacie. I myślę, że już wiecie.
Wniosek:
Tylko wybitne jednostki zażywają tabakę.
Nie ma już przeszłości. Pozostał tylko ten nieestetyczny śluz płynący powoli z dziurek mojego zasępionego nosa.
Z kuchni nadszedł znajomy odgłos. Na co jak na co ale na to moje instynkty są wyczulone. Krótkie syknięcie a następnie jakiś taki cichy, niewyraźny odgłos. Odgłos ulgi i przyjemności. To oznacza jedno: Roki otworzył Specjala. Po sekundzie jednak sytuacja się powtarza. To również oznacza jedno: Roki otworzył dwa Specjale. A że przypuszczam, że nie zaczął on od dzisiaj praktykowania picia dwóch piw naraz, oznacza to, że za chwilę wejdzie do pokoju i powie:
- Otworzyłem ci też piwo- Tak właśnie powinna brzmieć definicja dopełnienia.
- Dzięki- To krótkie słowo oznacza więcej niż może się niejednemu zdawać. Zważywszy na sytuacje była to najbardziej męska rzecz, jaką zrobiłem od dawna. Archetypiczne podziękowanie, stricte samcza rzecz. Samiec dziękuje samcowi za piwo. Za radość. To tak jakby dziewczynie oficjalnie dziękować za seks. Oczywiście zwyczaj ten wychodzi poza schemat typowo samczy, zdarzają się też samice które tak robią, jednakowoż jest to bardziej przejaw dobrego wychowania niż autentyczna wdzięczność.
1872
Ta data widnieje na butelce. Oznacza tradycje. A nic nie jest bardziej szanowane w świecie browarnictwa niż tradycja.
Są browary starsze. To oczywiste. Ale tak naprawdę. Jakby się jednak głębiej przypatrzeć to daty mogą mylić. Przykładowo: na butelce Warki wypisana jest data 1612. Uruchamiamy logikę.
Zdanie A: Browar w Warce powstał w roku 1612.
Zdanie B: Jest to browar produkujący Warkę.
Niby wszystko ok. Wszystko oprócz tego, że to nieprawda. Zdanie B jest oszustwem. Częściowym, ale oszustwem.
Fakt:
pierwszy browar w Warce powstał w roku 1612, ale ten, który jest producentem piwa Warka jest tak naprawdę młokosem.
Może to jest właśnie powód, że nie lubię Warki?
Dlaczego?
Bo udając starego szlachciurę, chcę się panoszyć w browarnianym pałacu, a tak naprawdę jest ledwie nuworyszem.
Pieprzyć nuworyszów!
Muszę przyznać, ze jestem piwoszem. Jakby to była spowiedź to bym powiedział:
Proszę księdza lubię grzeszyć z piwem.
Pewnie stary pijak dałby mi rozgrzeszenie. Swój swojego zrozumie.
Patologia!- Jakby to powiedziała Ania.
Popołudnie. Czyste popołudnie. Pieskie popołudnie. Męskie popołudnie. Tylko my, piwo i stary dobry Kiss.
-Kurwa! Zajebista płyta. Jakby ją nagrali w latach 70-tych. – Z ust takiego fana Kiss jak Roki brzmi to lepiej niż najbardziej rzeczowa recenzja w najbardziej szanowanym czasopiśmie muzycznym- Po prostu stary dobry rock and roll.
-No- Wiem, że nie muszę w tym momencie nic dodawać.
Ciekawe czy ta płyta znalazłaby się na liniach życia bohaterów Hornby’ego? Tylko Jon Cusack to wie.
Zresztą. To nieistotne.
Hell yeah!
Wiem, że to chwila, jakiś króciutki okres czasu, ale mimo to staram się ją łykać. Napawam się momentami. Zjadam uderzenia serca.
- Kurczę zaskoczyli mnie tą nowa płytą- Roki przeciąga się chwilowo odkładając konsumpcję Specjala na bok.
- No wiesz, w sumie pisali o tym w necie, że wchodzą do studia.
-No. No i cisza była.
-Była.- Przyznam, że zapomniałem o tym wszystkim. Gdzieś to uleciało, więc jakieś parę dni temu… wtedy bardziej spodziewałbym się powrotu Mahometa niż Gena Simmonsa i spółki. No, ale cóż, życie to parada zaskoczeń. Jeśli nie to na pewno Coelho tak by o nim napisał.
A może nie? Może jestem da niego zbyt krytyczny? Może naprawdę jest one Lew Ashbym ( tak, tak tym od Californication) prozy?
Zresztą. To nieistotne.
Jest Rock and Roll i tak ma być. Dzisiaj będzie Rock jutro będzie Roll. Naturalny tok spraw.
Żadnej filozofii.
Powoli zatapiam się w stary czerwony fotel. Zalewam kumulujące się we mnie od jakiegoś czasu poczucie głodu powoli to topniejącymi zapasami umieszczonymi w brązowo-czarnej butelce piwa.
Rozmawiamy o muzyce. Jak zwykle. Powtarzalność tematów jest żenująco- fascynująca. Zresztą najłatwiej rozmawia się o miłości. O tym co rozpala i powoduję albo rozwój i szczęście albo przygnębienie.
Roki kocha muzykę. Nie ma takiej kobiety, a może jest tylko jedna, no może dwie, które wzbudzały by w nim takie uczucia. Jest w tym wszystkim coś seksualnego. Można by spojrzeć na to szczeniacko. W końcu chłopak całkiem dobrze posługuję się pałką. Ba! Nawet dwiema! Potrafi nimi rytmicznie uderzać w bęben.
Ten, kto nie słyszał jak wybija rytm dymu na wodzie, ten nie jest w stanie pojąć tego, o czym mówię, myślę, piszę.
- Wolę walić w bęben niż szarpać druta.- Kiedyś taką maksymą zaszczycił świat pewien znany bębniarz.
A może to nieprawda?
Może coś mi się wymyśliło w zakamarkach pamięci?
Zresztą. To nieistotne.
Miałem zawsze mieszane uczucia w stosunku do perkusji. Dlaczego? Bo z jednej strony granie na niej jest zarazem i banalnie proste i koszmarnie trudne.
Pyk! Pyk! Pyk!
Raz! Dwa! Raz! Dwa!
Łatwizna. Wystarczy tyko rytmicznie uderzać pałeczkami w to tworzywo, czasem skórę, które pokrywa bęben.
Wystarczy tylko mieć poczucie rytmu.
Wystarczy? To proste?
Jak się gra prosty pop może i tak. Ale konia z rzędem temu, kto nie mając talentu zagra poprawnie osiemdziesiątkę. Przecież to łatwe. Trzeba tylko w to tworzywo uderzyć osiemdziesiąt razy w ciągu minuty. Poniżej sekundy na uderzenie.
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,…33…kurwa nie jest łatwo…41,42….fuck!...56, 57…67.
Bach! Bach! Bach!
Mija minuta.
Siedemdziesiąt trzy uderzenia.
Rewelacja!
Ale osiemdziesięciu nie ma! Jeszcze trochę brakuję do Perkusja Hero!
Ułamka sekundy. Więcej czasu. Większego talentu. Lepszego rzemiosła
Chwila. Rytmiczna chwila.
Stawiam orzechy przeciwko pieniądzom, że tylko procentowi z was się uda. Ten procent ma talent.
- Wiesz to dobry czas jest. Nie ma co się oszukiwać takie zespoły , takie granie uciekły nieco z niebytu. Najlepszym przykładem jest AC/ DC. Przecież „Black Ice” sprzedał się w samych Stanach w ponad milionowym egzemplarzu.- Budzi się we mnie małomiasteczkowy recenzent muzyczny. Taki, co to wiecie wypowie się na każdy temat, choćby wiedzę miał zerową lub cząstkową.
No cóż. Nikt nie jest bez wad.
Życie.
- No to fakt. Mogliby jak Wasp odcinać kupony.
- W sumie to dinozaury rocka. Może jeszcze chcą jakoś uciec od tego wszystkiego. Chcą grać.
- Stary to jest ich najbardziej energetyczny album od jakichś 15 może 20 lat. Grają jak w latach 70-tych.- Mimo, że Roki był w tym czasie niewytworzonym jeszcze zapewne elementem rozdzielonych ciał jego rodziców, mówi jak ktoś, kto był na ich wszystkich koncertach w tym czasie. Na wszystkich próbach. Wierze mu. Wierzę bo tak naprawdę tylko on z nas wszystkich zna Kiss. Widzi w nich coś więcej niż bandę dziwnych rockmanów znanych z występowania w dziwnych makijażach.
Ale dość tych peanów!
Nie ma kultury , ale mimo wszystko jakby to powiedział Krawiel- jest kolorowo.
Można się skarżyć. Zawsze można się skarżyć. Trzeba jednak stwierdzić, mimo wszystko. Trzeba stwierdzić, że żyjemy w czasie kulturowego paradoksu. Z jednej strony tak zwany mainstream jest coraz bliżej dna, z drugiej po raz pierwszy w historii żyjemy w czasach kultu aktorów, w czasach kultu artystów. Przeciętny Polak czyta poniżej jednej książki na rok, średnia katastrofalnie niska a pewnie i tak zawyżana przez studentów. Ale patrząc na awers można też powiedzieć , że przeciętny Polak na swym własnym przeciętnym komputerze ma średnio kilka tysięcy emeptrójek a w miesiącu ogląda co najmniej kilka filmów.
38 milionów ziomów- jak w piosence Abradaba.
Prawo własności intelektualnej.
Chyba każdy zna ten termin. Ten pieprzony termin, który istniej w moim przekonaniu tak naprawdę w totalnej opozycji do całej historii kultury. Jak świat światem przez wieki wszelaki plagiat, bądź też adaptacja były napędowymi kultury. Cała polska poezja ziemiańska okresu staropolskiego były to wariacje na temat „Georgik” i „Bukolik” Wergiliusza , „Epodu belli „ Horacego, bądź też „ Przemian” Owidiusza. Ba, nawet można powiedzieć, że wzorowanie się lub nawet bezpośrednie spisywanie z jakiegoś bardziej znanego wzorca było bardzo pożądane i określało wysoką wiedzę autora.
A teraz?
Pan z molocha płytowego stara mi się udowodnić, że słuchając ściągniętej z neta płyty Jaya-Z zawłaszczam jego muzykę( o argumencie, że go okradam nie wspomnę).
To tak jakbym zmieniał sobie Tagi w Winampie i przypisywał każdemu utworowi swoje autorstwo.
A przecież nawet jakbym szedł torem ich rozumowania i zamiast Jay-Z- Big Pimpin w moim odtwarzaczu byłby napis Ja- Big Pimpin to ten utwór cały czas byłby utworem Jaya-Z. Jay-Z, cały świat i ja byśmy o tym wiedzieli.
Poza tym słaby ze mnie Pimp.
Powiedział bym szwedzkim sędziom skazującym na kary więzienia założycieli the Pirate bay:
-Macie panowie rację! Jebać złodzieji!
Gdyby nie świadomość, że to ci złodzieje dają mi szansę rozwoju kulturowego; ci właśnie złodzieje dają mi możliwość wzbogacania mentalnej karmy.
Dlaczego?
Bo tylko dzięki cholernym torrentom abo serwerom mam możliwość posłuchania Dead Man Bones(Ryan Gosling jest uroczy) TV on the radio albo zobaczyć nowy film Flinta Eastwooda tudzież „Moon” Jonesa.
Tylko oni w przeciwieństwie do lokalnych decydentów kulturowych pokroju pana z wytwórni bądź firmy dystrybuującej filmy nie mają mnie w dupie, tylko dlatego że mieszkam w prowincjonalnym ,mimo swojej wielkości, polskim mieście.
Dlatego też w moim gardle nie stoi bezczynnie zdanie:
Chwała złodziejom!
Chwała serwerom!
Jakby to określił Paulo Coelho: Świat to pole wypełnione minami absurdów i idiotyzmów.
- Dobre albumy ostatnio wychodzą.- Rozmowy o muzyce czas kontynuować.- Motley Crue, Guns byli nawet nieźli, Black River…
- Ac/ DC- Muszę wtrącić swoje trzy grosze.
-No… Ac/Dc , jeszcze Lipali.
- Lipali jest świetne. Poszli trochę w końcu w Illusion.
- Wiesz… gdzie masz Illusion?- Roki zaczyna ironiczną zagadkę z zaskakującym zakończeniem. Poprzez powtarzalność dla mnie nie jest ono już zaskakujące, ale dla innych jest czymś nowym.
- Ja mam Illusion w Trójmieście- Konwencja wymaga niezmienności odpowiedzi.
- No właśnie!- Czas na grande finale- Ty masz Illusion w Trójmieście. A ja? Ja mam Illusion w sercu!
Słyszę to po raz dwudziesty a mimo wszystko bawię się przy tej grze słownej jakbym uczestniczył w niej pierwszy raz.
Gra słowna.
Ludzie zapomnieli już chyba jak takie zabawy i gierki, jak takie aforyzmowanie rozmowy wzbogaca nasz umysł. Jakby komuś chciało się poszukać udokumentowanych w postaci literackiej gierek, przy których gimnastykowały się nasze onegdajsze znakomite głowy to z całą pewnością warto zajrzeć do „Dworzanina Polskiego” Kacpra Górnickiego. Jest to wprawdzie tylko polska wersja dzieła powstałego wcześniej we Włoszech. Mogę się mylić , ale oryginał był chyba autorstwa Gianbatisty Mariniego.
Zazwyczaj pamiętam.
Zazwyczaj pamiętam dużo. Zapewne o wiele więcej niż przeciętny człowiek. Nic to, przyzwyczaiłem się już do tego, że mój mózg z charakteru bardziej jest śmietnikiem niż pokojem detektywa Monka.
Nie! Marini to nie „Dworzanin…” Ktoś inny. Ca..ca.. jakoś tak.
Zresztą To nieistotne.
Przy
Po
Mi
Na
Mi
Się
Zbió
r
Słó
w
któ
ry
za
stał
mnie
wczo
raj
wra
ca
ją
Ce
Go
Ze
Skle
Pu
Podstawą śmierci
jest to
, że
coś umiera.
Czasem takie rzeczy uciekają. Takie oczywistości. Ten cholerny zaczarowany ołówek powinien być dostępny dla każdego.
niedziela, 31 stycznia 2010
wtorek, 26 stycznia 2010
piątek, 15 stycznia 2010
Wszystko co kocham
a może tak po prostu wszystko wyrzucić w kąt
zapomnieć słowo dom
położyć się na dworcu
w kanałach wódkę pic za metalowy łup
i patrzeć w twarz mijającemu półczłowieczeństwu
porzucić stancję biura kawy swąd
by wzdłuż autostrad
szukać trasy ja- życie
nie słuchać serca już
ta kurwa kłamie
by na manowce znów sprowadzić cię
nie słuchać serca już
bo jak w Filandii
jutro nie będzie takie samo jako dziś
zapomnieć słowo dom
położyć się na dworcu
w kanałach wódkę pic za metalowy łup
i patrzeć w twarz mijającemu półczłowieczeństwu
porzucić stancję biura kawy swąd
by wzdłuż autostrad
szukać trasy ja- życie
nie słuchać serca już
ta kurwa kłamie
by na manowce znów sprowadzić cię
nie słuchać serca już
bo jak w Filandii
jutro nie będzie takie samo jako dziś
poniedziałek, 11 stycznia 2010
wtorek, 5 stycznia 2010
Punkt
kiedyś powiedziałem znajomej
że gdyby życie było matematycznym wykresem
byłbym właśnie w punkcie minus 1
Pan Cogito wszystko pierdoli
wyrwany z emo-snu umieszczonego w dirty świecie
z zasadami nie do przyjęcia nawet na wymyślonych
turniejach w wymyślonych filmach karate
gdybym mógł rozszczepiłbym się na tyle form mojego Ja
ile jest potrzebnych aby każdy był szczęśliwy
nie wyłączając mnie
że gdyby życie było matematycznym wykresem
byłbym właśnie w punkcie minus 1
Pan Cogito wszystko pierdoli
wyrwany z emo-snu umieszczonego w dirty świecie
z zasadami nie do przyjęcia nawet na wymyślonych
turniejach w wymyślonych filmach karate
gdybym mógł rozszczepiłbym się na tyle form mojego Ja
ile jest potrzebnych aby każdy był szczęśliwy
nie wyłączając mnie
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)