niedziela, 28 października 2007

Tak się trochę literacko polansuje

Spotkanie

-Czekałeś na mnie?
-Jak osioł na zbawienie.-Jej pytanie było ze zbioru rozbrajających.-W końcu się umówiliśmy nie?
-Tak, tak.-Nerwowo rozglądała się po lokalu.-To pewne miejsce?
-Kurwa, żyjemy w Polsce! Tutaj teraz nie ma pewnych miejsc-Lekko się uniosłem.-A poza tym, jeśli nie zauważyłaś jesteśmy sami.
Zauważyła.
Swoją drogą to dziwne. Powinien być jakiś barman. Byłem tam już dłuższy czas i nie spotkałem nikogo.
Przypomniało mi się po sekundzie.
Zatrudniłem się w tym lokalu jako barman.
Nie, moment!
Zmyła.
To mój bar.
Kupiłem go niedawno
Kurwa, za dużo pije.
-Chciałeś mnie widzieć.-Rozpoczęła dosyć rzeczowo.
-Osiągnąłem swój cel.- Zacząłem się bawić zapalniczką jak Humphrey Bogart.
-Bawisz się zapalniczką jak Humphrey Bogart.
Uwielbiałem jej spostrzegawczość. Jeszcze bardziej uwielbiałem jej cycki.
-Co u ciebie mamo?- Spytałem.
-Nic ciekawego.-Tu nie mijała się z prawdą-Żyję sobie powoli, jak to zwykle mają emeryci. Codziennie to samo. Rano kościół, potem targ, jakiś obiad, trzy godziny telenoweli, różaniec no i małe pieprzono z twoim ojcem jak nie zapomni zażyć viagry.
- Jezu mamo!- To ostatnie nie było dla mnie miłe.
-Dobra. Dobra. A co ty porabiasz?
-He, he, he - Zaśmiałem się ala Lepper- Prawie to samo, co ty. No oprócz różańca i kościoła rano.
-Jezu!- Spąsowiała- Pieprzysz się z własnym ojcem! To ja się teraz nie dziwię, że mu viagra na tak krótko starcza!
-Mamo! Boże! Fuj- Skrzywiłem się jak pięciolatka na myśl o penisie kolegi z przedszkola.-Mówie o seksie w ogóle.
-Aha- Jej twarz na powrót zbladła.- Masz kobietę?
-Przecież wiesz, że mam. Przedstawiłem ci Agnieszkę, kiedy ostatnio u mnie byłaś.
-A, no. Wiesz ja nie wiedziałam, że to twoja kobieta. Mówiłeś, że to koleżanka.
-No tak się mówi.
-Chyba w dzisiejszych czasach. Dawniej mówiło się narzeczona.
-No mówiło się, mówiło. Ale to było kiedyś.
-Ja w ogóle to myślałam, że to jakaś bezdomna była. TY syneczku, masz takie dobre serce, no i pomyślałam: pewnie chlała i ćpała to do domu wziął. I dobrze. Psy z schroniska są lepsze i bardziej oddane od wychowanych w domu, to może i bezdomne kobiety mają podobne cechy?
-Wiesz, co mamo? Ta rozmowa nie ma dłużej sensu.

sobota, 27 października 2007

Dziewica

Podobno pierwszy raz zawsze boli.
Ten pierwszy raz nie bolał mnie wcale. Mógłbym napisać coś o wielkim kroku dla mnie, żenująco małym kroku dla ludzkości, ale... już przed chwilą to napisałem.
Jako internetowy analfabeta do jednej rzeczy jestem zobowiązany: dziękuję bardzo tej osobie, która pomogła mi założyć blog.
To koniec.
To wszystko.
Na razie.
He he he.